Przeklęte, zbuntowane i gniewne

"Crazy God" - reż. Grzegorz Bral - Teatr Pieśń Kozła

Tegoroczną edycję Brave Festival rozpoczął spektakl w reżyserii Grzegorza Brala „Crazy god". Inspirowany „Hamletem" Szekspira, wizyjny i transowy projekt muzyczny pełen jest sennych, mrocznych obrazów, drapieżnych dźwięków i sensualnych gestów. Nazwany przez autora symfonią na obraz i dźwięk, jest też identyfikowany jako reprezentacja tego, co dzieje się w wyobraźni kompozytora.

 Szaleństwo, poezja i wędrówka po obrzeżach i kontekstach „Hamleta" to esencja nowej propozycji Teatru Pieśń Kozła.

„Jak wyprowadzić z pieśni chór..."

Na ciemnej scenie stoi siedemnaście rzeźbionych krzeseł, na których za chwilę zasiądzie tyluż aktorów, pieśniarzy, muzyków i performerów. Będą, niczym pradawna rada plemienna chóralnie snuć opowieść o zemście, miłości, stracie, honorze, władzy. Przedstawienie jest raczej niejednolite, a utwory „Hamlet" Szekspira, „HamletMaszyna" Müllera i „Skowyt" Ginsberga jawią się jako miejsce spotkania dla artystów, którzy biorą udział w przedsięwzięciu i są jak instrumenty zaczynające ze sobą harmonizować. Wykorzystane fragmenty tekstów stają się tylko pretekstem do śpiewu, tańca, grania, wyrażania siebie za pomocą ciała. Obecność i pieśni chóru przygotowanego przez Kelvina Chana są osią spektaklu i spajają go w całość.

Monumentalna i surowa scenografia zaprojektowana przez prof. Roberta Florczaka nie przytłacza przestrzeni. Poza krzesłami, wibrafonem i bębnami, na scenie znajdują się podest zbudowany z brył, łuki, będące jednocześnie instrumentami smyczkowymi i trzy drewniane duże koła, które zagrają w ostatniej scenie. Na podeście w trakcie gry pojawi się Crazy god – szalony demiurg, przypominający azteckie bóstwo żądne ludzkiej krwi. Bóg – w tej roli Julien Touati, który gestem i tańcem wprawia w ruch maszynerię zdarzeń i prowadzi bohaterów ku ich przeznaczeniu.

Rzecz o szaleństwie

Luźne obrazy z ciał, spojone muzyką, konkretyzują dramaty postaci i choć spektakl jest afabularny, artystyczne zabiegi pozwalają dotknąć istoty dzieła. Wirujący, ekstatyczny czasami taniec, przetykany dialogami bohaterów przedstawia drzemiące w każdym człowieku szaleństwo. Plastyczne dźwięki docierają do granic poznania i wydobywają naturę obłędu. Technika, precyzja i rytm z jakimi aktorzy ucieleśniają dawne historie wzbudzają skrajne emocje i potęgują doznania niepokoju. Hamlet (Henry McGrath), Ofelia (Anu Almagro), Gertruda (Julianna Bloodgood) wykonują swój osobisty – obłąkańczy taniec, który poprzez formę przekazuje indywidualny rys każdej postaci.
Autorzy spektaklu podkreślają, że jest on o szaleństwie dążenia do realizacji własnych celów. Uświadamiają do czego zdolny jest człowiek żądny władzy, albo opętany chęcią zemsty. Poza tańcem i śpiewem w przedstawieniu zostały wykorzystane bardzo teatralne środki. Hipnotyzująca Colette Dalal Tchantcho jest sobowtórem dla Ofelii, Gertrudy czy Hamleta. Jej wybrzmiewający jak echo głos z jednej strony wskazuje na wewnętrzny głos bohaterów, z drugiej na to, że coś zewnętrznego podszeptuje myśli, podrzuca idee. Dramatycznie przejmujący był jej występ w trio z Ifi Ude i Anu Almagro. We trzy były głosem wszystkich zbuntowanych, gniewnych i rozczarowanych Ofelii. Był to jedenm z najciekawszych zabiegów dramaturgicznych.

Cykliczność świata

Przedstawienie kończy bardzo piękna scena. Chór kontynuuje pieśń, a Ofelia, Hamlet i Laertes (Dimitris Varkas) rozpięci na machinach, nakręcanych przez niewidzialne ręce, odbywają wewnętrzną podróż po czasoprzestrzeni przeznaczenia. Obraz ten przywołuje na myśl postać człowieka witruwiańskiego z rysunku Leonarda da Vinci. Wymowna symbolika koła, wskazująca na cykl życia i śmierci, powtarzalność natury, kosmiczny rytm czasu i jego nieskończoność z całą pewnością nie jest przypadkowa. Pokazuje również, że życie każdego człowieka toczy się po linii okręgu i dąży do spełnienia.

Twórcy „Crazy god" wydobyli z „Hamleta" obłęd, bunt i grozę. Jednak ich dzieło pozostaje otwarte, niedokończone, które zapewne będzie się rozrastać, zmieniać i tworzyć nowe sensy. Wydźwięk spektaklu jest pesymistyczny i nie pozostawia ocalającej nuty człowieczeństwa, które przecież charakteryzuje szekspirowskiego bohatera. Forma i piękno sycą zmysły, poruszają intelekt, uruchamiają nowe pokłady wrażliwości, pobudzają wyobraźnię i być może dlatego - jednocześnie powodują żal, bo chyba zabrakło istotnego, uniwersalnego przekazu, który pośród tego intensywnego i wielobarwnego szaleństwa, na owo ocalenie dawałby nadzieję.

Martyna Dębska
Dziennik Teatralny Wrocław
8 lipca 2016
Portrety
Grzegorz Bral

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...