Przerwa w życiorysie

Krzysztof Orzechowski - SAM ZE SOBĄ …

Kończy się październik. Od blisko dwóch tygodni walczę ze złym samopoczuciem, gorączką, splątaniem myśli. Ania pomaga mi jak może. Ma intuicję. Mierzy saturację, próbuje mnie dotleniać. Na własną rękę przeprowadza testy. W domu. Mój jest pozytywny. Już nie ma wątpliwości. Koronawirus, choć nie wiem jak i gdzie się zaraziłem. Przecież zachowywałem wszelkie środki ostrożności. Jest wtorek, 27 października, wczesny wieczór. Po konsultacji z lekarzami Ania odwozi mnie do uniwersyteckiego szpitala, na ul. Jakubowskiego. Mam covidowe zapalenie płuc.

Trafiam pod czułą opiekę szefa oddziału, prof. Korkosza, który już wcześniej zajmował się moimi reumatycznymi chorobami autoimmunologicznymi, trafiam pod dużą dawkę tlenu, potem pod kroplówki remdesiviru. Ale nie trafiam pod respirator. Na szczęście nie muszę.

Ania mnie uratowała! Gdyby nie jej determinacja... Nie wiem co by było.

Przerwa w życiorysie. Czy rzeczywiście przerwa? Brzęczy małe radyjko, wiadomości przekazuje iPad, mam też telefon komórkowy. Czuję się dziwnie. Trochę między snem i jawą. To nieobliczalny wirus. I nietypowa organizacja szpitalnego życia, gdzie autentyczna troska o chorego miesza się z brakiem bezpośredniego kontaktu z tymi co go leczą. Wszystko odbywa się jakby z oddalenia poprzez komputerowe wpisy i zapisy, odrobinę anonimowo. Lekarze obradują w innej części budynku i zdalnie przekazują zalecenia. Pielęgniarki, opiekunki, sprzątające zmieniają się co parę godzin, w ochronnych kombinezonach nie mogą dłużej wytrzymać, zresztą i tak są w nich nierozpoznawalne. Nad wszystkim unosi się posmak odrobinę surrealistyczny. Tak, to okrutna, groźna, ale (to skojarzenie podpowiada mi imaginacja!) jakaś forma teatru. Do tego, wg słów Edyty Górniak, nie jestem aktorem, tylko statystą umieszczonym na szpitalnej scenie z powodu pandemii, której przecież nie ma! Przynajmniej ona i jej podobni (powstrzymam się od inwektyw) tak uważają.

A dookoła świat biegnie coraz bardziej oszalały.

Łukasz Maciejewski przez Facebooka rozesłał wiadomość o mojej chorobie. Reakcja przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Dziesiątki, może nawet setka wpisów z życzeniami powrotu do zdrowia. Od tych, których znam, których ledwo pamiętam, których dawno zapomniałem. To wspaniałe! Bardzo za to dziękuję.

Myślę sobie, że w obliczu zagrożenia przypominamy sobie o bliźnich, pochylamy się nad ich problemami. Ale zostawmy ten temat, wracajmy do naszej rzeczywistości. Długo nie pisałem, dzisiaj nie wiem co jest ważne, a co nie.

W moich zapiskach poświęciłem dużo miejsca Jerzemu Brzęczkowi, od pierwszych meczów rozegranych po jego intronizacji na fotel selekcjonera. Zawsze krytycznie. Powie ktoś, że nie znam się na sporcie, na piłce nożnej. To prawda. Ale jako reżyser i dyrektor teatrów znam się trochę na zarządzaniu, na psychologii grupy, na dążeniu do realizacji celów, na taktyce, na wizji zwycięstwa, na komunikatywności przekazu. Dzisiaj, raz jeszcze, z pełną odpowiedzialnością (zwłaszcza po meczu z Włochami) powiem, że każdy dzień pozostawania Brzęczka na stanowisku trenera naszej reprezentacji szkodzi polskiej piłce. A przecież mamy znakomitych piłkarzy, na miarę europejskich znanych klubów. Czas, żeby Zbigniew Boniek wziął to pod uwagę i przestał pleść androny.

Tyle pieniędzy dla kultury!
Za pośrednictwem Zespołu eksperckiego przy Instytucie Teatralnym. Ale pan minister i wicepremier wstrzymał wypłaty tak potrzebne ludziom sztuki i instytucjom (ponad 400 podmiotów!) w czasie pandemii, jako pomoc w przetrwaniu. Jakoś to jedno do drugiego nie pasowało i tyle było protestów, że teraz każdą pozycję p. Piotr Gliński musi weryfikować ręcznie.

Ja rozumiem, że z przyczyn politycznych, troski o głosy wyborców rząd popiera kulturę (delikatnie mówiąc) marną, popularną, masową, disco polowe „kawałki" zalewają nasze estrady i telewizyjne programy. To obrzydliwe równanie w dół, droga do schamienia i ogłupienia społeczeństwa. Krzywda dla Polaków przeogromna, wielopokoleniowa. Architekta znam, ale szukam bezpośrednich wykonawców takiej polityki i... znajduję na Krakowskim Przedmieściu. Nie popieram, staram się zrozumieć. I kiepsko mi idzie. Niech sobie zmieniają dyrektorów instytucji, w końcu to prerogatywy każdej władzy. Ale estetyka?

Prześledziłem w Internecie. Piotr Gliński jest inteligentem z pochodzenia i wykształcenia, socjologiem (kultury), profesorem nauk humanistycznych. Jego brat to znany reżyser filmowy, były rektor PWSFTviT w Łodzi, teraz artystyczny szef Gdyńskiej Szkoły Filmowej...

Mam wątpliwości co do wykorzystania odziedziczonych inteligenckich genów i poziomu zdobytego wykształcenia przez naszego ministra. Zazwyczaj łączą się one z dobrym gustem, otwartym na najwyższe wartości. Noblesse oblige! Podobny gust powinna posiadać zatrudniona przez Piotra Glińskiego ekipa współpracowników oraz... ekspertów. Tymczasem... Nie rozumiem jak misję popierania sztuki wysokiej, można łączyć z fascynacją „Majteczkami w kropeczki"? Ne rozumiem! Chociaż disco polo też należy wspomagać, tylko toutes proportions gardées!

Mówi się „dzielne kobiety", ale przecież malują bazgroły na fasadach kościołów...

A jeśli to prowokatorki, lub zwykłe chuliganki, które wmieszały się w tłum? Nie możemy tego wykluczyć. Sytuacja jest pogmatwana i ma wiele wątków. Do pewnego momentu zapisy ustawy o aborcji stanowiły społeczny konsensus. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego narzucił interpretację rzekomo zgodną z Konstytucją, choć nie jest to takie pewne. I sprowokowane kobiety wyszły na ulice miast. W obronie prawa do stanowienia o sobie. Ale nie tylko. Przecież los poczętych dzieci, niepełnosprawnych, z zaburzeniami rozwoju jest naszemu państwu obojętny. Ich wychowanie i opieka nad nimi spada na rodziców, dziadków, zewnętrzna pomoc jest znikoma lub żadna. Dlatego kobiety słusznie wołają: jeżeli musimy rodzić „potworki" to będziemy je kochały, tylko zapewnijcie im lepsze bytowanie i pomóżcie!!! A tu gaz, pałki teleskopowe, eksmisja z Warszawy do pobliskich miasteczek i komisariatów. To wszystko zostało użyte w ostatnią niedzielę w okolicach Sejmu, gdzie zgromadzono takie ilości policji jakich stolica nie widziała! Bo teraz skala protestu znacznie się rozszerzyła, chodzi o dużo więcej. Można to nazwać całokształtem. To walka o wartości. Dzielne babki! Podobnie jak na Białorusi wzięły ster w swoje ręce.

A ja jestem już w domu!

listopad, 2020

Krzysztof Orzechowski
Dziennik Teatralny
24 listopada 2020

Książka tygodnia

Biała jak mleko, czerwona jak krew
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Alessandro D'Avenia

Trailer tygodnia

Romans wschodni
Victoria Vatutina i Olga Bilas
Koncert spina w harmonijną całość kla...