Przewrotność trudną bywa sztuką

"Rozkłady jazdy" - reż. Agata Puszcz - Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

„Rozkłady Jazdy" autorstwa Petera Zelenki to przewrotna opowieść o aktorach, którzy mimo nakładanych masek, toczą wewnętrzną walkę z samotnością. Kunszt twórcy polega na umiejętnym połączeniu parodii angielskiej farsy Michaela Frayna oraz melodramatu, który przeżywają bohaterowie. Czy autorom opolskiej inscenizacji udało się wyjść poza pastisz słynnej komedii?

Peter Zelenka wykorzystuje fragmenty słynnej farsy „Chińczycy". Rozmontowuje ją i przedstawia z dwóch perspektyw. Interpretacja przerysowanej angielskiej komedii przeradza się w tragikomiczną opowieść. To, co mogłoby się wydawać błahą rozrywką, jest w rzeczywistości ciężką wewnętrzną walką dwóch aktorów, którzy prywatnie są świeżo po rozstaniu. Co więcej, do całości dochodzą problemy techniczne. W teatrze nie zjawia się większość obsady. Aktorzy muszą odegrać we dwójkę cały spektakl. Powtarzają sobie w duchu, iż muszą działać z zaciśniętymi zębami, gdyż tego wymaga ich zawód. Farsa przeradza się w tragedię. Mimo usilnych starań aktorzy nie są w stanie dokończyć widowiska.

W historii obok farsy i melodramatu jest jeszcze wątek satyryczny. Aktorzy dorabiają na dworcach użyczając swego głosu rozkładom jazdy. Z założenia to kolejny punkt spektaklu, który powinien skłaniać publiczność do refleksji nad zawodem aktora.

Apokaliptyczny żart

Jak wypadła opolska inscenizacja? Spektakl w reżyserii Agaty Puszcz rzetelnie bazuje na tekście Zelenki. Pierwsza warstwa zgodnie z utworem pozostaje wyjaskrawioną, angielską farsą.

Fabuła, mimo dużego chaosu, toczy się bez większego polotu i zabawnych akcentów. Zamiast zabawy, troszkę wieje nudą. Scenografia jest oszczędna w formie. Na scenie widzimy panel z kilkoma drzwiami oraz rozłożone na dywanie puzzle. Bohaterowie stylizowani są na lata 70. Aktorom towarzyszą komediowe jingle.

Druga warstwa, czyli część melodramatyczna, przenosi publiczność nie tylko w świat wewnętrznych wynurzeń bohaterów, ale także apokaliptyczną rzeczywistość. Na scenie pojawia się budka telefoniczna oraz prostokątne pomieszczenie z pleksi, które służy za przestrzeń kulisową. Tuż za sceną widzimy powiewający wiatr ze śniegiem. Aktorzy ubrani są w czerwone skafandry. Z nieba kilkukrotnie posypuje biały puch. Twórcy postanowili stworzyć przestrzeń chłodną i industrialną, która nijak ma się do całości.

Na nic te zabiegi

Publiczność podczas widowiska pozostaje uwięziona w kompozycji przerysowanej, nudnawej angielskiej farsy. Aktorzy do końca spektaklu nie wychodzą z ról odgrywanych w „Chińczykach". Warstwa melodramatyczna zawodzi. Nie ma tu smutku, nie ma nostalgii, nie ma miejsca na przemyślenia.

Ponadto w całości inscenizacji zabrakło również przestrzeni na tytułowy wątek rozkładów jazdy. Owszem, informacja zostaje rzucona w eter. Jednak nie wybrzmiewa ona w jakikolwiek sposób. Tym bardziej satyryczny.

Czeski błąd

Przewrotność tekstu czeskiego reżysera przerosła twórców. Usilne rozdzielenie dwóch warstw potęguje chaos. Autorzy inscenizacji zabierają widzom to, co w sztuce Zelenki najważniejsze. Niestety nie wyszło zabawnie. Nie pozostawiono miejsca na refleksje na temat samotności. Co zatem pozostaje publiczności? Niczym główny bohater, musimy zacisnąć zęby i jakoś to przegryźć.

Katarzyna Majewska
Dziennik Teatralny Opole
25 stycznia 2018
Portrety
Agata Puszcz

Książka tygodnia

Słownik biograficzny teatru polskiego, tom III: 1910-2000
Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk,
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia