Przy dźwiękach saksofonu

"Saksofon" - reż. Izabella Cywińska - Teatr Telewizji - zdjęcia - Piotr Śliskowski - mater. promocyjne

- Jeszcze tylko na pocztówkach świat jest taki jaki by się chciało żeby był – mówi Bohater grany przez Janusza Gajosa. To zdanie zdaje się przystawać do dzisiejszych czasów w zupełnie inny sposób niż dotychczas. Tak jest z wieloma kwestiami, o ile nie z całym spektaklem w reżyserii Izabeli Cywińskiej. „Saksofon" to kameralny duo monodram według nagrodzonej Nike powieści Wiesława Myśliwskiego „Traktat o łuskaniu fasoli".

Drewniana chata w lesie, stół, dwa krzesła, regał z książkami i kosz strąków fasoli. Mimo prostoty, minimalizmu scenografii Marcina Stajewskiego, przestrzeń jest nieoczywista i intrygująca. Brak ścian, otwarta przestrzeń, widoczne między filarami drzewa – tak wygląda odludzie bezimiennego bohatera. To nieokreślone miejsce i jej tajemniczy mieszkaniec skrywają tajemnicę. Początkowo monolog jest oszczędny. Janusz Gajos zaprasza widza do swojej chaty. Bohater wyraźnie z kimś rozmawia, mówi jakby do Nas, a jednocześnie do kogoś zupełnie innego, nieobecnego w obrazie. I chociaż wydaje się, że jego słowa to tylko swobodnie rzucane przemyślenia, to z czasem stają się one całością – pełną wzruszeń i filozoficznych refleksji historią życia Bohatera, ze szczególnym uwzględnieniem dzieciństwa, które przypadło na czas wojennej zawieruchy. To nie tylko wspomnienia szarego człowieka, ale przede wszystkim emocje, które po tylu latach wciąż tkwią w środku, nie szarzeją i nie blakną z biegiem czasu – one wciąż są i współistnieją z człowiekiem. Trzymane w środku mogą ożyć w momencie rozpoczęcia opowieści i uzewnętrznić się na chwilę, by następnie powrócić do opowiadającego i lekko żarzący się ogień czekać na kolejny płomień. Dbałość o szczegóły, delikatność i subtelność w niczym nie ujmują temperamentowi, wręcz potęgują jego siłę. Bohater grany przez Janusza Gajosa ma wiele wspomnień, doświadczeń i przemyśleń. Zdaje się być człowiekiem prostym, który mieszka w lesie, opiekuje się letniskiem i spokojnie, dla własnych potrzeb, łuska fasolę. Te proste czynności kryją wiele tajemnic i są pretekstem do stawiania pytań, w związku z czym zachowywany przez Bohatera spokój aż niepokoi. Życie Bohatera jest niczym łuskanie fasoli – niby proste, ale wymagające zrozumienia, nawet jeśli wydaje się łatwe, to jednak nie do końca przewidywalne, tak jak strąki mogą być suche czy puste. I tak jak każdy ze strąków, mimo odgórnej zasady bycia identycznym, może się od siebie różnić, tak i emocje można okazywać różnie zależnie od sytuacji. Jak sam mówi: Człowiek jest najdziwniejszą istotą na świecie.

Spotkanie z Bohaterem jest bardzo osobiste, tak jakby każdy widz osobno był jego jedynym gościem, któremu się zwierza. Prócz swych wspomnień z lat dziecięcych, mówi również o intrygującym spotkaniu za granicą, kiedy podczas spaceru minął znajomo mu wyglądającego mężczyznę. Ukłonili się sobie, chociaż nie znali się wcale. Zaskoczeni tą, sytuacją udali się na kawę i ciastko. Od tej chwili, przy dobrym cieście i kawie parzonej jak dawniej, Bohater słucha opowieści Pana w Kapeluszu (Jerzy Radziwiłowicz). Jego wspomnienia również skupiają się na dzieciństwie, ale ich doświadczenia diametralnie się różnią. Pojawia się problem wojny widziany z perspektywy dziecka, którego ojciec powrócił z frontu. Wydawać by się mogło, że to przecież pełnia szczęścia, a w domu zagościć powinna radość. I może łatwo byłoby tak stwierdzić tym, co tego nie doświadczyli lub mieli to szczęście, że faktycznie pełną radością owe zakończenie rozłąki się stało. Pan w Kapeluszu wspomina słowa swego ojca: „Kocham Cię, ale to za mało". Ta gorzka opowieść o powrocie członka rodziny do domu z wojny daje do myślenia, pozwala spojrzeć na to „szczęście" z innej strony. Pyta też o to, czy nasze, tak łatwo wydawane osądy nie wymagają jednak spojrzenia z innej perspektywy. Być może warto czasem dokonać redefinicji tego, co dla Nas jest oczywiste. Pan w Kapeluszu jakby chciał powiedzieć, że często czasy prostują nasze poglądy, a nauki nabyte w młodszych latach znikają w cieniu nowej rzeczywistości, która wymaga innych metod. Każdy z tych bohaterów gra czy raczej grał na instrumencie – odpowiednio Bohater na saksofonie, a Pan w Kapeluszu na pianinie. Każdego łączy z muzyką inna relacja, wspomnienie, więź, a jednak wspólny jest sentyment, pamięć, którą Bohater określił jako lecące światło dawno zgasłej gwiazdy. I tak jak to ciało niebieskie, tak ich gra się wypaliła.

„Saksofon" w reżyserii Izabelli Cywińskiej to aktorski koncert Janusza Gajosa i Jerzego Radziwiłowicza. Kameralny spektakl przy dźwiękach saksofonu, w leśnej chacie, w zagranicznej kawiarni to prywatne i osobiste spotkanie aktorów z widzem. W odcieniach brązu i beżu snuje się ta opowieść o wojnie, dzieciństwie i dziwności ludzkiego istnienia. Wszystko jest jakby zawieszone, a jednocześnie bardzo intensywne.

– Nikt Nas przecież nie wyręczy. Nikt za nikogo nie żyje, to i wyobrazić sobie nikt za nikogo nie jest w stanie. - Bohater.

Natasza Thiem
Dziennik Teatralny Poznań
24 marca 2020

Książka tygodnia

Starożytny teatr i dramat w świetle pism scholiastów. Leksykon
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Katarzyna Chiżyńska, Jadwiga Czerwińska, Małgorzata Budzowska

Trailer tygodnia

Miłość do trzech pomar...
Zbigniew Głowacki