Przyczajony mord – konflikt na tle Bacona i Kokoschki

"Bóg mordu" - aut. Yasmina Reza - reż. Lech Mackiewicz – Lubuski Teatr w Zielonej Górze - 24-03-2018

Na scenie Lubuskiego Teatru odbywa się prawdziwy mord. Bohaterowie „zabijają się" wzajemnie słowami, ostrzejszymi od żelaza. Ich życiem rządzi tytułowy bóg mordu, którego obecność autorka, Yasmina Reza, mistrzowsko zaznacza niemal w każdym słowie.

,,Bóg mordu" w reż. Lecha Mackiewicza pokazuje, że konflikty dorosłych, poważnych ludzi w rzeczywistości podobne są do konfliktów dzieci. Każdy konflikt wynika z braku umiejętności słuchania drugiej osoby. Tej trudnej sztuki nie opanował jednak w pełni żaden człowiek, niezależnie od tego, ile ma lat i jakie ma doświadczenia. Wszystko zaczyna się od bójki dwóch chłopców, w której jeden z nich zostaje poważnie ranny. Jednak same dzieci nie dojdą do porozumienia. Jedynym sposobem na rozwiązanie tego problemu jest rozmowa rodziców skłóconych chłopców.

Znajdujemy się w mieszkaniu państwa Huler, rodziców poszkodowanego chłopca. Na scenie widzimy mały stolik, ustawiony na stosie książek, co świadczyć może o wykształceniu gospodarzy i ich zainteresowaniu kulturą. W tle widzimy biało-czarną tapetę w zebrę, która nie jest jedynym egzotycznym elementem w scenografii autorstwa Jerzego Szafjańskiego. Po lewej stronie sceny stoją drewniane, afrykańskie figurki, które symbolizują zainteresowanie Weroniki Afryką. Do tego, trochę awangardowego, wnętrza, nie pasuje barek, który zajmuje całą prawą część sceny. Alkohol jednak odgrywa w sztuce bardzo ważną rolę. W jednej ze scen bohaterowie upijają się i pokazują swoje prawdziwe oblicze. Znika sztuczna uprzejmość, pojawia się cynizm i zwykła brutalność.

Obok małżeństwa Hulerów (Weronika: Marta Frąckowiak, Robert: Ernest Nita) i Relingów (Aneta: Alicja Stasiewicz, Alan: Radosław Walenda) głównym bohaterem okazuje się być jednak sztuka. Cały konflikt rozgrywa się na tle sztuki. Pozory uprzejmości, które stwarzają bohaterowie, kontrastują z obrazami malarzy wymienianych w spektaklu. Francis Bacon i Oskar Kokoschka (autorzy, którymi zachwyca się Weronika) deformują rzeczywistość: pokazują ją w sposób brutalny, ostrzegają przed popadaniem w skrajności. Ukazują świat, którym nie rządzą żadne prawa. Weronika tylko pozornie jest znawczynią sztuki. W rzeczywistości nie rozumie sensu obrazów, którymi teoretycznie się interesuje. Ustala skrajne zasady, za wszelką cenę broni swoich poglądów, nie słuchając głosu pozostałych. Postawa tej bohaterki przypomina mi wielu współczesnych ludzi, którzy na siłę próbują ratować innych, wmawiając im, że tej pomocy potrzebują, w momencie, gdy nie zauważają własnych wad. W sztuce Rezy wszyscy zresztą moją podobną wadę. Bohaterowie ,,Boga mordu" nie rozmawiają ze sobą, lecz mówią o sobie. Uparcie trzymają się swoich poglądów i – w zależności od sytuacji – zmieniają strony konfliktu.

Na początku odbiorca wyraźnie wyczuwa, że konflikt rozgrywa się między dwoma małżeństwami. Potem sytuacja ulega wyraźnej zmianie. Bohaterowie nagle tworzą front męski i kobiecy, który nie może się wzajemnie porozumieć. Komedia opowiadająca o rozmowie dwóch rodzin, których dzieci pobiły się w parku, nagle przeradza się w opowieść o zmiennym charakterze człowieka. Na końcu żadne strony już nie istnieją. Każdy okazuje się być wrogiem dla każdego. Charakter tych postaci staje się wyrazisty dzięki świetnej grze aktorskiej.

Lech Mackiewicz wprowadza do spektaklu pewną ,,lokalność". Weronika i Robert dziwią się, że do bójki chłopców doszło na Skwerze Regana, w momencie, gdy zawsze uważali za niebezpieczne miejsce znany zielonogórski Park Tysiąclecia (w oryginalnym tekście pojawia się Park Monsouris). Ponadto imiona bohaterów zostały zmienione, przystosowane do polskich realiów, zamiast oryginalnych imion: Véronique, Michel, Annette, Alain jest Weronika, Robert, Aneta i Alan.

W spektaklu światło praktycznie się nie zmienia. Jedynym momentem, w którym światło odgrywa ważną rolę jest zakończenie. Czerwona, krwista łuna pada na tapetę w zebrę. Reszta sceny zapada się w ciemności (światło: Michał Gilka, Krzysztof Wójcicki). Reżyser przypomina o tytułowym ,,bogu mordu" i wprowadza go jako, swego rodzaju, deus ex machina, które nie tylko prowadzi całą akcję, ale również ostatecznie rozwiązuje ją.

,,Bóg mordu" to nie jest jedyna sztuka Yasminy Rezy grana na deskach Lubuskiego Teatru. W repertuarze można znaleźć również wspaniałą ,,Sztukę" w reżyserii Roberta Czechowskiego. Nic dziwnego, Yasmina Reza to niezwykle ciekawa, współczesna autorka. W swoich komediach pokazuje mechanizmy, które rządzą dzisiejszym społeczeństwem. Jej sztuki można traktować nie tylko jako świetną formę rozrywki, ale również, jako naukę i przestrogę. Zarówno Lech Mackiewicz, jak i Robert Czechowski, zwracają uwagę na ukryte sensy w jej dramatach, nie zapominając przy tym o komizmie jej postaci. Odpowiadają na pytania, które mogą okazać się ważne w życiu osobistym człowieka. Jednak na najważniejsze pytanie, czy bóg mordu jest w stanie zawładnąć również naszym umysłem, musimy odpowiedzieć sobie sami.

Warto przekonać się, co odnajdziemy w tej komedii charakterów ludzkich i wybrać się na ,,Boga mordu". Spektakl ten jest nie tylko wspaniałą rozrywką, ale także ciekawą inscenizacją współczesnego dramatu.

Zofia Ścigaj
Dziennik Teatralny Zielona Góra
11 marca 2023
Portrety
Lech Mackiewicz

Książka tygodnia

Bieg po linie
Wydawnictwo MANDO
Maria Malatyńska, Jerzy Stuhr

Trailer tygodnia