Przyjaciele Hamleta

"Rosencrantz i Guildenstern nie żyją" - reż. Cezary Iber - Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu

Teatr od wieków hołduje twórczości Williama Szekspira. Na jego deskach wystawiane są spektakle, które powstają - na podstawie dzieł tegoż słynnego angielskiego dramaturga. Jego dzieła stały się pokusą dla wielu reżyserów, a możliwość wcielenia się w głównych szekspirowskich bohaterów, stanowi nierzadko nobilitację dla wielu aktorów.

Jednak  w dziełach Szekspira często pojawiają się postaci, które w umyśle czytelnika goszczą tylko przez chwilę. Tak jest w przypadku Rosencrantza i Guildensterna – dwójki przyjaciół Hamleta, którzy eskortowali księcia do Anglii. Z samego tekstu Szekspira niewiele możemy dowiedzieć się o tych postaciach. Dopiero dzieło Toma Stoppard'a - „Rosencrantz i Guildenstern nie żyją", dostarcza nam konkretnej wiedzy na ich temat. Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu sięgnął do twórczości Stopparda i na jej podstawie stworzył wielowymiarowy spektakl, który odchodzi od ogólnie przyjętych schematów.

Poprzez wielowymiarowość spektaklu rozumiem obecność na scenie wielu zróżnicowanych elementów, które nie mają ze sobą cech wspólnych i jedynie scena może je połączyć. Widz zostaje wprowadzony w świat, w którym przeplatają się historie z życia tytułowych bohaterów. Jawią się oni jako osoby bierne, pozbawione odwagi, nieporadne w trudnych sytuacjach. Na tle ich perypetii obecny jest oczywiście Hamlet wraz z rodziną. Jednak w przedstawieniu obecna jest również namiastka współczesności. Pojawia się nawiązanie do znanego polskiego totalizatora -„maszyna losująca zwalnia bieg", nie brakuje scen seksu, żywiołowej muzyki, ekstrawaganckich strojów.

W moim odczuciu spektakl zaskakuje przede wszystkim ową wielością wątków. Scena przepełniona jest dynamiką, energią, którą poza aktorami wnosi również grupa tancerzy, komicznie wyginających ciała w rytm muzyki. To teatralne przedsięwzięcie można określić mianem scenicznego „show". Jednak uważam, że to teatralne „show" zostało przesycone. Mnogość scenicznych atrakcji oddalała mnie, jako widza, od fabuły. Na scenie wiele rzeczy było zbędnych, np. (zbyt częste występy tancerzy, czy niewyraźnie śpiewane piosenki). Pomysł uatrakcyjnienia spektaklu poprzez zaskakujące wydarzenia jest godny pochwały, jednak to jednak zabrakło pewnej harmonii i równowagi.

Jeśli chodzi o grę aktorską, to na szczególne wyróżnienie zasługują: Jolanta Teska, Arkadiusz Walesiak, Paweł Kowalski, Tomasz Mycan, Łukasz Ignasiński, Michał Marek Ubysz. Warto również zwrócić uwagę na pomysłową grę cieni, dzięki której pewne sceny nabierały charakteru metaforycznego. Ukazywały zróżnicowanie ludzi w towarzystwie delikatnej muzyki.

Uważam, że toruński spektakl można uznać za wydarzenie, wktórym warto uczestniczyć, ponieważ jest to uczta dla zmysłów przy dużej dawce śmiechu. Publiczność na przebieg wydarzeń reagowała w sposób entuzjastyczny. Z pewnością ciekawym zabiegiem było nawiązywanie przez aktorów bezpośredniego kontaktu z widzami. W pewnych momentach podchodzili oni do publiczności i zwracając się personalnie do widzów, czynili ich przez chwilę uczestnikami danej sceny.

Niepokojące jednak jest to, iż teatr zezwala na uczestniczenie w tym spektaklu młodzieży w wieku gimnazjalnym, a nawet niższym. „Rosencrantz i Guildenstern nie żyją" z całą pewnością nie jest przedstawieniem dla dzieci! Liczne sceny o podłożu seksualnym, metafory nawiązujące do aktów seksualnych (często wulgarne) nie powinny być dostępne dla tak młodej widowni. Jestem przekonana, że dziecko nie jest w stanie zrozumieć fabuły spektaklu, a nawet jeśli zdoła to uczynić, nie powinien mieć ku temu okazji. Niestety teatr nie podaje ograniczenia wiekowego, jeśli chodzi o uczestnictwo w tym spektaklu– a zdecydowanie powinien to uczynić.

Marta Pomykaj
Dziennik Teatralny Toruń
4 marca 2014

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia