Przyjrzyjcie się sobie wszyscy...

"Sztuka bez tytułu" - reż: A. Glińska - Teatr Współczesny w Warszawie

Umiejętny obserwator, już dojrzały w postrzeganiu świata i trafnym analizowaniu psychologicznych zawiłości ludzkich charakterów. Taki był niespełna dwudziestoletni młodzieniec, Antoni Czechow, o czym świadczy jego debiutancka sztuka, w Polsce znana jako "Płatonow". Na początku lat dwudziestych, w pewnym sejfie bankowym znaleziono jedenaście związanych sznurkiem zeszytów, zawierających nieznaną dotąd sztukę sławnego pisarza. Rękopis pozbawiony był nawet tytułu, nazwano go zatem "Sztuką bez tytułu"

Najprawdopodobniej istniały dwie wersje - pierwsza napisana  w 1878 roku oraz druga, którą autor próbował wystawić w teatrze. Nie udało się, bo  początkujący dramaturg nie poradził sobie z nagromadzonym materiałem, nie dokonał selekcji, a jego pięcioaktowy gigant wystawiony bez skrótów trwałby wiele godzin. „Płatonowa” wydano w 1923 roku, a prapremierę miał w pięć lat później w Gerze. W roku 1956 sławę zyskał spektakl Jeana Vilara „Ten wariat Płatonow”. W Polsce przyjęła się wersja najprostsza: „Płatonow”. Rosjanie mówią też często: „Sztuka bez tytułu” i taki też tytuł nadała dramatowi Agnieszka Glińska, reżyserując sztukę w Teatrze Współczesnym w Warszawie.  Ze zdumiewającym wyczuciem reżyserskim sporządziła adaptację ogromnego tekstu, przy czym poszerzyła go jeszcze o fragmenty dotąd nieznane i na nowo przetłumaczone, o nowych bohaterów, wyraźnie eksponując ów fenomen genialnego dramatopisarza - młodzieńczy dramat Czechowa, zawiera prawie wszystkie wątki, motywy, postaci bohaterów, które odnajdujemy w jego późniejszych utworach oraz cechy twórczości, które jeszcze tak długo miały razić publiczność.

„Sztuka bez tytułu”, to pozornie zwykła opowieść o ludziach, którzy czują się niepotrzebni, bo nie potrafią przystosować się do nowej epoki. Czechow wprowadza nas w świat ironii, marazmu i smutku. Kilku inteligentów, raczej pośledniego gatunku, takich jak lekarz Trylecki, zajęty jedzeniem i piciem, nie stawiający się na wezwania pacjentów. Sergiusz, dawniej pełen ideałów, teraz słaby, nadzwyczaj zadowolony z siebie nierób. Reszta towarzystwa to wzbogaceni na handlu chłopi, gburowaci, niedouczeni i pazerni. Głównym bohaterem jest Płatonow, wiejski nauczyciel, bożyszcze kobiet. Nawet nie musi ich specjalnie uwodzić. Wyjątkowo inteligentny, błyskotliwy, a przy tym cyniczny. Niespełniony ambicjonalnie, życiowo, zawodowo, musi podjąć pracę zarobkową jako nauczyciel na prowincji. Wciąż nosi w sobie gorycz owego niespełnienia, ostrym dowcipem atakuje otoczenie, obrażając ludzi. Uważa się za kogoś, kto ma prawo do oceny, do krytykowania innych. A mimo to budzi sympatię. Kobiety, jak generałowa i jej uduchowiona synowa Sonia, nigdy nie pracowały. Otoczone prowincjonalnymi, obleśnymi typami, uczucia zwracają do przystojniaka, który pieniądze traktuje lekceważąco. To wystarczy. Chcą mu poświęcić życie, a każda wierzy, że tylko jej uda się sprowadzić Płatonowa na drogę cnoty, ocalić go, wyzwolić z pęt lenistwa i marazmu oraz przeżyć cudowną miłość. On jednak burzy życie rodzinne dziecinnej żonie Saszy, a także Soni, z upodobaniem upokarza egzaltowanie żałosną Marię Grekow . A wszystko to wynika z pewnej sprzeczności tkwiącej w jego osobowości. Dopiero w finale, jeszcze przed strzałem z pistoletu, następuje nagłe przełamanie, pokazujące zagubienie się, brak tożsamości Płatonowa. Dramatyzm postaci, pozbawionej jednak siły woli do jakichkolwiek zmian.

W spektaklu pani reżyser wykorzystuje różne koncepcje inscenizacyjne. Spotkanie towarzyskie u generałowej przypomina prezentację - bohaterowie posadzeni na krzesłach ustawionych w jednym rzędzie, na proscenium, nie zwracają się bezpośrednio do siebie. Zamiast dialogu prowadzą własny monolog, głusi na przemyślenia innych, skoncentrowani wyłącznie na sobie. Dzięki temu zabiegowi brak relacji międzyludzkich jest czytelny i ostro uwypuklony. Widz, obserwując twarze bohaterów spektaklu, słuchając wypowiadanych w zawrotnym tempie kwestii widzi istną galerię portretów. Ładnie  odmalowaną - wszyscy odziani przyzwoicie – a jednak prymitywną, głupią, zapyziałą. Przed drapieżnością, na razie, powstrzymuje ich społeczny konwenans warstwy szlacheckiej, do której większość towarzystwa aspiruje. Jest porucznik, pijaczyna marzący o generalskich szlifach (Janusz Michałowski), zapyziały chłop, czyli kupiec Bugrow (Dariusz Dobkowski), bogaty Żyd Węgierowicz, co się dorobił na karczmach (Krzysztof Kowalewski). Obok nich Głagoliew (Leon Charewicz), Pietrin (Damian Damięcki) i Szczerbuk (Piotr Garlicki), zawsze skłonni do wypitki i kolejnych szwindelków oraz mroczny bandyta z lasu, zabójca, ale z sercem pełnym miłości i swoistą przenikliwością  (Andrzej Zieliński). Zjawia się młody Głagoliew (Przemysław Kaczyński) wprost z Paryża, spłukany doszczętnie, z pretensjami do ojca, że mu nie wysłał pieniędzy na dalsze hulanki.  I kobiety, cztery wspaniałe role: głupiutka żona (Dominika Kluźniak), generałowa Anna Wojnicewa (Monika Krzywkowska), uduchowiona Sonia idealistka (Katarzyna Dąbrowska) oraz poniżana i wykpiwana nauczycielka, panna Grekow (Monika Pikuła).

I kimże oni są, ludzie z otoczenia generałowej? Czechow, bystry obserwator umiał sugestywnie odmalować prowincjonalne rozczarowanie i daremną tęsknotę za lepszym jutrem. W inscenizacji Agnieszki Glińskiej świat prowincjonalnego majątku to teatrzyk, w którym każdy długo gra kogoś, kim nie jest w rzeczywistości. Udają, kryją swoje prawdy pod płaszczykiem swobody i rozbawienia. Każdy tu od każdego w jakiś sposób zależy. Mają wielkie aspiracje i maleńkie, skarłowaciałe możliwości. Znudzeni i obłudni. Z biegiem akcji coraz bardziej żałośni, pomału pozbywają się swych masek. Kiepscy komedianci z namiastką spełnianych marzeń. Oszukują się nawzajem, bo nie mogą być z tymi, z którymi chcieliby być – ot, tak wyszło! Wszyscy kończą skompromitowani. Może najmniej generałowa Anna, którą Monika Krzywkowska uczyniła młodą, piękną, inteligentną kobietą, świadomą swych potrzeb. Aktorka doskonale pokazuje stan ducha swojej bohaterki, emocje. To nic, że śmieszna w staraniu się o miłość zblazowanego nauczyciela. Ale też tragiczna. Wybiera upokorzenia miłosne, zamiast sprzedać się bogatemu sąsiadowi, by zapewnić sobie dostatnie życie i uratować majątek.

Trzeba podkreślić, iż główna rola w spektaklu przypada Płatonowowi (Borys Szyc). Glińska robiła "Płatonowa" w warszawskiej szkole teatralnej właśnie z nim, wtedy dyplomantem, w głównej roli. Był olśniewający. Natychmiast daliśmy mu aktorskie Grand Prix. Dziś jest równie wspaniały, ponadto dojrzalszy o Płatonowa, którego przez lata nosił w sobie” (Tadeusz Nyczek, Przekrój).  Opowiedziana bez natręctwa historia inteligenta, prowincjonalnego Don Juana, który nie potrafi od samego siebie wyegzekwować podstawowej przyzwoitości w międzyludzkich stosunkach. Uwodziciel, cynik, przegrany idealista? Niespełniony reformator, marzący o nowym, szczęśliwszym społeczeństwie? A może nieznośny dzieciak, który nie zważając na konwenanse i formy, nie waha się prowokacyjnie powiedzieć towarzystwu, co o nim myśli. I wyraźnie wyczuwa, że ze studenckich marzeń i ambicji nie zostało nic. A przy okazji - Płatonow Borysa Szyca jest jedynym bohaterem tej inscenizacji, który się nie zmienia. Do końca nie opuszcza go wisielczy humor i przekonanie, że z każdej opresji można się wywinąć. Aktor precyzyjnie nakłada, stopniuje obraz palącego wstydu i kolejnych porażek. Na koniec ukazuje gorączkę bezradności, do granic obłędu. Tak powstaje pełny wizerunek błyskotliwego indywidualisty, inteligenta zapadającego się pod ciężarem własnej niemocy, który nie ma złudzeń, że należy do straconego na własne życzenie pokolenia. Mam wrażenie, że wielu z nas, i w XXI wieku, nie rzadko przegapia moment, w którym przekracza granicę przyzwoitości.

O sztuce Czechowa mówi się, że można ją odczytać jednocześnie jako komedię i czarny dramat. A sam Czechow wypowiada  słowa:-„ Mówi pan, że ludzie płakali na moich sztukach... I nie pan jeden... A przecież nie po to je napisałem, to Aleksiejew zrobił z nich takie mazgajstwo. Ja chciałem czegoś innego... Chciałem tylko uczciwie powiedzieć ludziom: "Przyjrzyjcie się sobie wszyscy i zobaczcie, jakim złym, jakim marnym życiem żyjecie!"”. Czy Agnieszka Glińska sprostała temu zadaniu? Tak. „Sztuka bez tytułu” we Współczesnym emanuje tragikomicznym dowcipem, czarnym humorem, bawi widza gagiem i groteską. Wszystko na gorzko… . „Nieułatwiona wiedza o ludziach, którzy się w sobie nie mieszczą” (Agnieszka Glińska)

Anna Czajkowska
Teatr dla Was
10 marca 2012

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia