Ptak ze złamanym skrzydłem, któremu udało się polecieć

„Malala. Dziewczyna z kulą w głowie" – reż. Robert Drobniuch – Malarnia – Teatr Współczesny w Szczecinie

Już pierwsze minuty spektaklu wystarczyły, aby wezbrała we mnie złość i bezsilność zarazem. Zobaczyłam rażącą niesprawiedliwość, o której wiem, że istnieje, ale na co dzień - ja wykształcona, bezpieczna i wyzwolona Europejka nie myślę. Tymczasem gdzieś tam istnieje świat podzielony na lepszych i gorszych. Uprzywilejowanych mężczyzn i kobiety uwięzione w ich rzeczywistości.

Reżyser Robert Drobniuch nie dał mi o tym zapomnieć. Jestem mu wdzięczna, że zostałam zraniona tą prawdą. W końcu nie było innego sposobu na poznanie historii „Malali. Dziewczyny z kulą w głowie". Postaci autentycznej, wielkiej kobiety, która nie miała tyle szczęścia, by urodzić się w Polsce.

Pakistanka Malala Yousafzai dziś ma 21 lat i jest znaną na całym świecie działaczką na rzecz praw kobiet oraz laureatką Nagrody Nobla. Nigdy mogła jej jednak nie otrzymać, bowiem jako 14-latka miała zostać zamordowana przez talibów. Przeżyła, mimo iż kule trafiły ją w głowę i szyję. Zamach na życie dziewczynki tylko dodał jej skrzydeł do głoszenia prawdy o tym, co dzieje się w krajach muzułmańskich, jak trudna i bolesna to rzeczywistość dla kobiet.– Dziewczynkom nie wolno się bawić – zaczęła swoją historię Malala na deskach teatru w Szczecinie. Tym samym podkreśliła, że od najmłodszych lat właśnie Pakistankom stawiane są wyłącznie zakazy – najpierw małym dziewczynkom, potem nastolatkom, a na końcu kobietom. Ze zdaniem „nie wolno mi" są zespolone od wieków i większość z nich się na nie godzi. Jednak nie wszystkie, czego dowodem jest historia Malali. Mimo iż nie do pomyślenia w Pakistanie jest prowadzenie bloga i to w dodatku przez dziewczynkę, ona to robiła. Co więcej, nie były to historie pochlebne dla jej świata, a wręcz przeciwnie – opisujące trudną rzeczywistość, w jakiej przyszło żyć jej i innym kobietom. Utrudniany im dostęp do edukacji, z którym z resztą dziś 21-letnia Malala nadal walczy, był tylko początkiem długiej listy opisanych przez nią zakazów.

Malala miała to szczęście, że od najmłodszych lat czuła, że jest inna tylko poza murami domu. Póki w nim była, wzrastało w niej poczucie własnej wartości, rosła odwaga. Było to możliwe m.in. dlatego, że miała ojca innego niż ojcowie większości jej koleżanek. A ten bardzo ją kochał i nigdy nie dał jej o tym zapomnieć.– Malala będzie wolna jak ptak – powtarzał wielokrotnie tata bohaterki i tych słów nie mogło zabraknąć w opartym na prawdziwych wydarzeniach spektaklu. Ale symbolika ptaka została przywołana również w innym zdaniu, równie prawdziwie oddającym historię tej dzielnej Pakistanki.– Ze złamanym skrzydłem da się żyć – te słowa bohaterki stają się dla nas jaśniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Odpowiadamy: Da się, tylko dlaczego jednym te skrzydła łamie się na starcie, a inni są chronieni jako lepsi, ważniejsi i uprzywilejowani. Taka jest właśnie rzeczywistość w większości krajów muzułmańskich. Kobiety są niczym ptaki ze złamanymi skrzydłami, którym nieustannie, na każdym kroku podcinane są lotki. Choć ich głos jest ledwo słyszalny, chcą wzlecieć i zaistnieć, zaznaczyć swoją obecność w świecie mężczyzn, którym wszystko przystaje, którzy wszystkim rządzą. Tym ptakiem, ale najsilniejszym z całego gatunku jest właśnie Malala, dziewczyna z Pakistanu, która mówi głosem tamtejszych kobiet. Jej historia pokazuje, że walka, którą toczy ma sens.

W spektaklu Roberta Drobniucha poznajemy ją dokładnie – od dzieciństwa, aż po „dorosłość", którą dziewczynka musiała osiągnęła już jako nastolatka, gdy świadoma niesprawiedliwości i zagrożeń płynących z przeciwstawienia się jej, zaczęła pisać bloga. Na scenie głównej bohaterce towarzyszy jeszcze 3 aktorów, którzy na przemian wcielają się w ojca i znajomych dziewczyny, wspólnie rzeźbiąc ciężki dla nas do zrozumienia muzułmański świat. I mimo iż tak odległy, nietrudno, zwłaszcza młodym odbiorcom utożsamić się z Malalą. W zbudowaniu tej relacji nieocenione okazały się kostiumy, będące grą znaczeń i symboli. Bez wątpienia oddały łobuzerski styl głównej bohaterki, który w końcu do buntowniczki pasuje jak ulał. Na młodzieżowym t-shircie, rażącym kolorami nietrudno dostrzec postać rapera Tupaca, ikony rapu, do którego również strzelano. On jednak nie przeżył zamachu na swoje życie, ale mimo iż od tragicznych zdarzeń minęły 22 lata, a jego historia nie jest wzorem cnót, to swego rodzaju legenda i obraz buntu. Kolejnym symbolem, który nosi na sobie Malala jest hidżab z firmy Nike. Takie faktycznie istnieją, a marka wypuściła je na rynek dokładnie w ubiegłym roku. Są stworzone dla kobiet, które uprawiają sport, co przecież w wielu muzułmańskich krajach nadal wcale nie jest tak oczywistą sprawą. Na nogach bohaterki pojawia się natomiast kolejny symbol, atrybut współczesnej młodzieży – sneakersy. Zarówno adidasy, jak właśnie t-shirt z ikoną popkultury, czy hidżab dla muzułmanek są wyrażeniem chęci przynależności do pięknej, nie obciążonej wojną społeczności. Malala próbuje choć na chwilę poczuć się, że jest właśnie jedną z nich.

Pewną beztroskę, a zarazem wielki dramat bohaterki oddaje natomiast scenografia, którą jest niby zwyczajny plac zabaw. Z pozoru niewinne gry i zabawy oraz powtarzane przez młodych bohaterów rymowanki z czasem przeobrażają się w swego rodzaju mantrę, która jest krzykiem niesprawiedliwości i smutną ingerencją dorosłych, która nigdy nie powinna mieć miejsca.

Spektakl idealnie wpisuje się w projekt artystyczno-edukacyjny „Dorosłość", w ramach którego właśnie został zaprezentowany. Teatr Współczesny w Szczecinie chce w ten sposób przedstawić młodzieży jej rówieśników, którzy w swoim życiu musieli podejmować fundamentalne decyzje i nierzadko postępować tak, jak wymaga się tego od dorosłych. Historia Malali z pewnością będzie bardzo dobrym początkiem. Jest ważna, choć na swój sposób tragiczna. A tragizm przemawia przede wszystkim przez los kobiet, które nadal tkwią w chorym systemie, do których się strzela, gdy tylko powiedzą o jedno słowo za dużo. Co możemy zrobić? Refleksję, a następnie odpowiedź, która może nigdy nie nadejść, pozostawiam widzom. A widzem tej sztuki warto się stać.

Marcelina Ławińska
Dziennik Teatralny Szczecin
13 grudnia 2018
Portrety
Robert Drobniuch

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia