Publiczność Teatru Ludowego od 60 lat najbardziej lubi komedie

podsumowanie

Z jednej strony wznosząca sztandarową inwestycję socjalizmu awangarda klasy robotniczej, z drugiej - awangardowy teatr Krystyny Skuszanki i Jerzego Krasowskiego, a po nich Józefa Szajny, który przejął dyrekcję. Dwa nieprzystające do siebie światyWacław Krupiński

Teatr Ludowy od początku nie miał łatwo. Stworzony w Nowej Hucie, która powstała jako symbol nowych czasów, miał nieść kaganek kultury i stanowić przeciwwagę eksplodującego pijaństwa, burd, bijatyki, prostytucji; Milicja Obywatelska szacowała, że poddawało się jej 10 proc. mieszkanek hoteli robotniczych. Aż 16 proc. narodzonych dzieci było nieślubnych. Wszystko to kłóciło się z nowym, lepszym ustrojem.

Teatr otworzono 3 grudnia; zaplanowana dwa dni wcześniej inauguracja musiała zostać przełożona, albowiem okazało się, że tego dnia minister kultury Włodzimierz Sokorski nie ma czasu.

Inauguracyjną premierę "Krakowiaków i Górali" kwitował w "Echu Krakowa" Sławomir Mrożek: "Na zakończenie niech mi wolno będzie wzruszyć się, że przyszło mi pisać recenzję z pierwszego przedstawienia pierwszego teatru zawodowego w pierwszym mieście socjalistycznym, i ucieszyć się, że przyszło mi pisać pozytywnie".

O ile ów wodewil, który doczekał się miana pierwszej opery narodowej, mógł do niewyrobionego widza trafić, o tyle na kolejne spektakle reagował on znacznie gorzej. Sprowadzona do Nowej Huty Krystyna Skuszanka jako dyrektor, jej mąż, reżyser Jerzy Krasowski, oraz Józef Szajna, scenograf, wielki wizjoner sceny, poprzeczkę zawiesili wysoko. Kolejne premiery to m.in.: "Księżniczka Turandot" Gozziego, "Balladyna" Słowackiego, "Myszy i ludzie" Steinbecka, "Miarka za miarkę" Szekspira, "Stan oblężenia" Camusa, "Sen srebrny Salomei" Słowackiego, "Romulus Wielki" Durrenmatta... Pojawiały się i pozycje lżejsze, także takie dla dzieci.

Dla mieszkańców starego Krakowa, skąd dowożono ludzi autobusami, była to oferta stosowna, ale dla nowohuckich budowniczych często nie do przyjęcia. W ankiecie z 1961 r. pisali zatem: "chodzę do Teatru Ludowego rzadko ze względu na sztuki poważne", "potrzebne są lekkie komedie, farsy i wodewile". "Teatr wystawia sztuki zbyt trudne" - narzekał pewien ślusarz. "Mnie się każda sztuka podoba, lecz niektóre wymagają dużego myślenia, wychodzę z teatru bardzo zmęczony".

Z jednej strony wznosząca sztandarową inwestycję socjalizmu awangarda klasy robotniczej, z drugiej - awangardowy teatr Skuszanków, jak określano panią dyrektor i jej męża, a po nich Józefa Szajnę, który przejął dyrekcję. Dwa nieprzystające do siebie światy.

Doczekał się jednak Ludowy i Klubu Dyskusyjnego, który wiosną 1962 r. przekształcił się w Koło Miłośników Teatru Ludowego. Skupiał min. grupę inżynierów ściągniętych do huty, w tym wielu przedwojennych lwowskich inteligentów, którzy od razu zaakceptowali ten teatr. Doceniali go też widzowie w Warszawie, jak i za granicą.

Z perspektywy 60 lat błyszczą nazwiska twórców. To także: Olga Lipińska, Bogdan Hussakowski, Izabella Cywińska, Mikołaj Grabowski, który teraz powróci! inscenizacją "Wychowanki" Fredry, Waldemar Śmigasiewicz, Krzysztof Orzechowski, Jerzy Stuhr-reżyserzy; Tadeusz Kantor, Krystyna Zachwatowicz, Kazimierz Mikulski, Daniel Mróz, Krzysztof Pankiewicz, Kazimierz Wiśniak, Jan Polewka - scenografowie; Stanisław Skrowaczewski, Adam Walaciński, Andrzej Zarycki, Krzysztof Meyer, Bogusław Schaeffer, Zygmunt Konieczny, Jan Kanty Pawluśkiewicz - kompozytorzy. I kierownicy literaccy: Jerzy Broszkiewicz, Juliusz Kydryński (kiedyś autor, Dziennika Polskiego"), Krzysztof Miklaszewski, Joanna Olczak-Ronikier.

Tylu uznanych aktorów pracowało na tej scenie: Franciszek Pieczka, Witold Pyrkosz, Ryszard Kotys (wtedy Kotas), Grażyna Barszczewska, Krystyna Feldman, Irena Jun, Zdzisław Maklakiewicz, Zygmunt Mala-nowicz, Leszek Teleszyński Stanisława Zawiszanka.. Wielu znanych później z innych scen Krakowa także ma wpisany w CV "Ludowy". Tu wzbijali się do swych karier: Anna Lutosławska, Izabella Olszewska, Anna Tomaszewska, Bożena Adamek, Ewa Kaim, Tadeusz Kwinta, Zygmunt Józefczak, Dariusz Gnatowski, Rafał Dziwisz, Tomasz Wysocki, Roman Gancarczyk...

- Chciałbym dać szansę wielu młodym. Ileż przeprowadzi-łem z nimi rozmów... Wiele z tych osób zrobiło karierę, jak Paweł Małaszyński, który chciał się do nas zaangażować. Inne grają mimo braku etatu. Bo finanse nie pozwalają na powiększenie zespołu - mówi kierujący teatrem od 10 lat dyr. Jacek Strama.

Zatrudnia "Ludowy" raptem 28 aktorów: wielu gra co najmniej 20 lat: Marta Bizoń, Małgorzata Kochan, Beata Schimscheiner, Krzysztof Górecki, Andrzej Franczyk, Piotr Pilitowski, Tomasz Schimscheiner, Tadeusz P Łomnicki, Jan Nosal, Jacek Wojciechowski, Jarosław Szwec. Ma też dwóch reżyserów - Włodzimierza Nurkowskiego i Tomasza Obarę.

60 lat; mnóstwo postaci i anegdot. Którejś nocy, przed premierą "Romulusa Wielkiego", za kulisami sceny, w tzw. kieszeni, pojawił się ogień. Dwóch obecnych w teatrze pracowników zaczęło z nim walczyć, trzeci wzywał usytuowaną nieopodal straż pożarną. Tyle że ta słysząc w słuchawce: "Tu Kiszka, pali się kieszeń. Tu Kiszka, pali się kieszeń" nie reagowała. Dopiero, gdy przerażony maszynista, Jerzy Kiszka powiedział, że pali się w teatrze, ruszyła niezwłocznie.

Bo to przecież Teatr. Jerzy Krasowski był na jego punkcie przeczulony. Nie daj Bóg, by na scenę wszedł maszynista w butach i jeszcze pogwizdywał - wyleciałby z teatru. Na scenę - tylko w pantoflach, w chałacie.

Parę lat później Lidia Zamków reżyserowała "Sen nocy letniej". Język miała ostry, zatem "kurwy" na próbach latały na okrągło. I Alicja Woźniak, inspicjentka, nagłośniła taką próbę; niech posłucha i dyrekcja. A potem od Zamków usłyszała: "Pani Lilko, ja tyle dobrego o pani słyszałam... - Ja o pani też... - odparła. Po czym dodała: - My po prostu niezwyczajne ludzie, u nas się tak nie mówi. Podobno teatr to świątynia sztuki... >Kurwa<,jaka świątynia!"-zareagowała pani reżyser. Ale przedstawienie zrobiła świetne.

Jerzy Krasowski był niezwykle sumienny i obowiązkowy. Kiedyś odbyło się wesele kogoś z zespołu; balował i on. Niemniej o 10 próba. A tu Witolda Pyrkosza nie ma. Reżyser zażądał, by mieszkającego blisko teatru aktora ściągnąć. Ten, zjawiwszy się, wszedł na piętro na kolanach, klęcząc zastukał do drzwi dyrekcji, a kiedy się uchyliły, bijąc się w piersi, powtarzał: "Karać, karać, karać". A jeszcze dodał: "No nie zadzwonił, nie zadzwonił Ale, kurwą nie mógł zadzwonić, bo był nienakręcony".

351 premier dał "Ludowy" w ciągu 60 lat istnienia. W ostatnich dziesięciu - równo sześćdziesiąt. 32 tytuły są wciąż grane, niektóre z niezmiennym powodzeniem, jak farsa "Prywatna klinika" czy prezentowane na Scenie Pod Ratuszem sztuki Miro Gavrana: "Mąż mojej żony", "Wszystko o kobietach", "Wszystko o mężczyznach","Hotel Babilon".

Bo choć są w repertuarze i sztuki poważne, jak "Kartoteka" czy "53 wojny", by przywołać tylko premiery niedawne, to nie zmieniło się od dekad jedno: publiczność chce repertuaru wesołego. I to on głównie bywa nagradzany na ogólnopolskich festiwalach.

Lubią także teatromani przedstawienia muzyczne. Stąd powodzenie granego od 15 lat ,Btysku rekina" czy, Amy. Klub 27". A już na tak urocze spektakle, jak "Królik, królik" czy "Kubuś Fatalista" publiczność zebrać trudniej, choć, jeśli przyjdzie, wychodzi bardzo zadowolona.

Swoje robią też przyzwyczajenia. - Podobnie jak ludzie lubią piosenki, które znają, tak i nauczyciele biorą uczniów na przedstawienia, które sami widzieli. Rodzice także przyprowadzają dzieci na spektakle, na które sami byli przyprowadzeni. A to stawia w gorszej sytuacji takie nowsze tytuły, jak "Feniks leci do słońca"czy "Skrzydlak "- mówi dyr. Strama. Ale nie narzeka. Teatr daje 500 przedstawień w roku. Ilość widzów wzrosła w tej dekadzie o jedną trzecią. Żeby tak wzrosła dotacja od miasta...

A skończyły się już czasy, gdy nowohucki kombinat wykupywał bilety i rozdawał pracownikom. I bywało, że przedstawienie miało statystycznie sto procent frekwencji, a widownia świeciła pustkami. Bo obdarowani zostawali w domu. Albo szli bilet sprzedać pod teatrem. Tyle że nie było komu. Za to w teatrze cieszyli się, że mają swoich koników...

I oto dziś Ludowy obchodzi swe 60-lecie. Przybędą seniorzy: Eugenia Horecka (to dzień jej 93. urodzin), Wanda Swaryczewska, Zbigniew Horawa...

Z byłych dyrektorów Jerzy Fedorowicz; może i Ryszard Filipski. Inni już po tamtej stronie: Skuszanka Szajna, Irena Babel, Waldemar Krygier, Henryk Giżycki.

Skoro jubileusz to i tort. Tomasz Schimscheiner wspomina, jak to na 40-lecie Elżbieta Mach, długoletnia zastępczyni dyrektora, wwiozła na scenę wielki tort. Ciągnęła go na wózku, obserwując, jakie wrażenie robi na widowni. Nie widziała więc, że wózek zaczepił się przednimi kółkami o scenę obrotową i zaczął się coraz bardziej pochylać. Narastający na sali krzyk wzmagał jedynie euforię na twarzy pani dyrektor. I nagle sala zamarła, bo wielki tort wylądował na scenie. Skończyło się na tym, że rozwalony tort aktorzy wraz z widownią jedli złączeni wspólnym stołem. Podłogą sceny.

Wacław Krupiński
Dziennik Polski
9 grudnia 2015

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia