Punkty zamiast całości

"Osąd" - 37. Tyskie Spotkania Teatralne

W myśleniu o świecie punkt odgrywa znaczącą rolę w różnych dziedzinach życia. Nie ogranicza się tylko do matematyki czy fizyki, ale obejmuje również filozofię, nauki społeczne i plastykę. W związku z tym punkt w różnym rozumieniu (i jako mgnienie oka, i jako kropka, i jako znak) może stać się kluczem interpretacyjnym wielu tekstów kultury. Tym razem posłuży jako oś, wokół której krąży spektakl "Osąd" Wrocławskiego Teatru Pantomimy.

Jeden obraz („Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga), jeden spektakl i trzy różne punkty widzenia dotyczące tego samego tematu . W powstanie przedstawienia zaangażowani zostali trzej twórcy znani ze swych silnie zindywidualizowanych stylów. Punktem wyjścia był obraz - „Sąd Ostateczny”, który stał się jednocześnie punktem, wokół którego ogniskują się wszystkie części tryptyku „Osąd”.

XXXVII Tyskie Spotkania Teatralne zostały zainaugurowane właśnie przez to najnowsze przedstawienie Wrocławskiego Teatru Pantomimy. Nie pierwszy raz gościł na tym festiwalu, wypunktowując swoim przedstawieniem to, co najważniejsze. Tym razem skupiają się na zestawieniach: życia ze śmiercią, profanum z sacrum oraz indywiduum z tym, co społeczne.

Tryptyk otwiera spektakl Jerzego Kaliny, który czyta „Sąd Ostateczny” na wskroś współcześnie. Na pewno skutkuje to trudnościami w rozumowym odbiorze spektaklu. Pojedynczy znak (punkt) zostaje wchłonięty przez całość poznawaną zmysłowo i emocjonalnie. Widz zostaje wciągnięty w grę dzięki świetnej, zespołowej pracy aktorów. Czytelne sceny ( na przykład ta podobna do „Umarłej klasy” Kantora lub inna przywołująca skojarzenia z bezrefleksyjną pracą w korporacji) kontrastują ze scenami, których znaczenie nie jest oczywiste. Czym bowiem jest scena z prysznicami? Symbolicznym obmywaniem się a może po prostu wskazuje na pewne codzienne, rutynowe czynności? Odpowiedź w spektaklu nie pada. Kalina otwiera zatem różne furtki, ale nie stawia (punktu) kropki nad „i”, jednocześnie dając za mało punktów orientacyjnych w swojej interpretacji „Sądu Ostatecznego”. Pozostawia po sobie pewien niedosyt, którego niestety Passini, reżyser kolejne etiudy, wcale nie niweluje.

Druga część tryptyku pozostaje w kręgu modnego uwspółcześnienia. Biblijną Apokalipsę Paweł Passini zestawia z dramatem konkretnej jednostki. Na scenie przy pomocy zespołu teatralnego odtwarza sytuację wypadku samochodowego. Ten moment to z jednej strony punkt zwrotny w życiu bohatera siedzącego na wózku inwalidzkim, a z drugiej – jego indywidualna Apokalipsa, jakby na przekór temu, że świat nadal istnieje. Passini nadał zatem „Sądowi Ostatecznemu” indywidualnego charakteru. Ukazanej historii dramatyzmu dodaje silna rytmizacja tego, co widzimy na scenie. Z czasem jednak recytacja Apokalipsy świętego Jana męczy i przybiera formę niezrozumiałego bełkotu. Dodatkowo silnie rozpraszają dość abstrakcyjne projekcje multimedialne, które nic nie wnoszą spektaklu. Pomysł Passini ma, ale jego wykonanie nie jest w stanie zainteresować widza. Siedzę wciśnięta w fotel, a w głowie mam mętlik. 

Warto jednak czekać na trzecią część tryptyku. Spektakl Leszka Mądzika to swoisty punkt kulminacyjny wieczoru. Widz staje wobec profanum i prób człowieczego dotarcia do sfery sacrum. Po ogromnych drabinach wchodzą ludzie, którzy w trakcie wspinaczki tracą swe zbroje, a potem spadają w otchłań. Przedstawienie wyzwala w widzu nastrój niepokoju, spotęgowane przez pełną grozy muzykę. Czuć w ukształtowaniu przestrzeni scenicznej rękę Mądzika - plastyka – monumentalne drabiny z tyłu, a na środku stół, ołtarz, a może akwarium. Mnożą się symbole, które (w przeciwieństwie do mało czytelnej wersji Jerzego Kaliny) prowokują do rozmyślań. Być może wspinaczka po drabinie nie jest pokorną próbą osiągnięcia wiecznego szczęścia tylko pełną pychą chęcią dorównania Bogu?  

Specyfika teatru pantomimy polega w dużej mierze na angażowaniu ogromnych pokładów wyobraźni zarówno przez twórców spektaklu, jak i widzów. Te wyobraźnie muszą jednak spotkać się w jednym punkcie, by mogło dojść do komunikacji na linii scena – widownia. W przypadku „Osądu” moja wyobraźnia rozminęła się z wyobraźnią twórców w niektórych punktach. Nie było w spektaklu olśniewających innowacji. „Osąd” jest dla mnie przedstawieniem w punktach i o punktach. Wskazuje na kruchość życia, jego absurdy i to, co jest jego istotą, czyli dążenie ku górze. Nie zaskakuje, ale też nie budzi rozczarowania. Jest punktem zawieszenia między tym, co ludzkie a tym, co boskie.

Anna Hazuka
Dziennik Teatralny
28 kwietnia 2010

Książka tygodnia

Słownik biograficzny teatru polskiego, tom III: 1910-2000
Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk,
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia