Pustą, ciemną scenę najskuteczniej wypełnia dobre aktorstwo

"Lukrecja Borgia‟ - reż. Denis Podalydès - Comedie-Française

Wraz z epokowymi kostiumami, punktowym światłem, potem, krwią i łzami stanowi ono kwintesencję na wskroś romantycznej „Lukrecji Borgii‟ Denisa Podalydèsa wystawianej na deskach Comedie-Française i retransmitowanej w Multikinie. „Lukrecja Borgia‟ Denisa Podalydèsa to spektakl o gęstej, ciemnej, złowieszczej atmosferze. Znakomite aktorstwo posiłkuje się tu minimalistyczną dekoracją, ciepłymi światłocieniami, ciężkimi strojami z epoki i dworską muzyką.

Kilka pierwszych scen to ruchome tableau wyjęte wprost z weneckiego karnawału. Grupa postaci w maskach zakrywających połowę twarzy opowiada historię krwawej, okrutnej i pożądanej przez mężczyzn władczyni, dla której brat zamordował skrycie brata. Budząca grozę, lubieżna i mściwa Lukrecja z opowieści nie może jednak widza zaskoczyć bardziej.

W karnawałowym świecie wywróconym na opak kobiecie demonicznej i okrutnej przypadnie rola czułej, cierpiącej matki. Lukrecja pojawia się na scenie w skromnej, prostej, czarnej sukni, ze spiętymi starannie włosami, w towarzystwie niewidocznej służby. Na naszych oczach, dzięki kolejnym warstwom okrycia jej postać zyskuje dostojeństwo i znamiona bezwzględności. Tak przygotowana do dalszych scen pochyla się nad młodzieńcem zatopionym we śnie, by już w kilku zdaniach odkryć najtkliwsze uczucia władające sercem kochającej, lecz muszącej ukrywać swoją tożsamość matki.

Lukrecja Podalydèsa (Elsa Lepoivre) to bowiem postać romantyczna do szpiku kości. Targana sprzecznymi uczuciami, rozkazująca i błagająca na zmianę orbituje wokół jedynego ciała niebieskiego w swoim uniwersum - ukochanego syna (Gaël Kamilindi). Duet stanowi dla siebie znakomitą przeciwwagę. On - młody, nieświadomy, o czystym sercu i jasnej myśli oraz ona - nurzająca się w rynsztoku krwawych pałacowych występków i lubieżności.

Widz śledzi z zapartym tchem batalię Lukrecji o życie Gennaro. Z łatwością patrzy przez palce na nazbyt częste, tragiczne zwroty akcji. Dzięki znakomitemu aktorstwu spektakl wychodzi bez szwanku z epatujących romantyzmem, mało przekonujących dla współczesnego widza scen.

Rubaszny, diaboliczny, wyuzdany sługa i powiernik księżnej - Gubetta (kapitalny w tej roli Thierry Hancisse) to manifestacja tego, co w Lukrecji godne największego potępienia. Jest wszystkim tym, co ciemne, nieprzyzwoite i oślizgłe. Zaskakuje jednak witalnością, temperamentem i zdecydowaniem. Pociągnięta grubą kreską, pełna determinacji, skondensowana postać Gubetty jest zbudowana znakomicie, z finezją, energią i wyraźnymi kontrapunktami. Popisowy taniec w scenie zbiorowego zabójstwa urzeka swoją dwoistością. Wykonywany przez Gubettę - lubieżnika i cynika, jest jednocześnie demonstracją precyzji, a wręcz skrupulatnej pedantyczności w mordowaniu.

Zdecydowanie mniej jednorodna postać Alfonsa I d'Este (wyśmienity Eric Ruf), władcy Ferrary i męża Borgii zachwyca w dwójkowej scenie, w której Lukrecja błaga o łaskę dla Gennaro. Niestabilny emocjonalnie, pełen sprzecznych uczuć wobec żony i siebie samego książę jest najbardziej rozedrganym z korowodu postaci pojawiających się na scenie.

Zachwyca znakomita scena z korzącą się u stóp pana i władcy bezwzględną kobietą-wampem, podrasowana olbrzymimi, czarnymi kostiumami z epoki i punktowym światłem skierowanym na tron księcia. Lukrecja - dojrzała, blondwłosa piękność na łasce zapłakanego, konającego z miłości ku niej księcia-mazgaja budzi skrajne emocje. Trudno oderwać wzrok od tej monstrualnej, targanej namiętnościami kobiety. Bardziej jeszcze urzeka grożący i żebrzący na przemian książę Ferrary. Zalana łzami twarz-maska, rozedrgane gesty i zaczepno-obronna postawa stanowią olbrzymi kontrast do władczej, a jednak błagającej o życie syna Lukrecji. Mimo wszystko to książę wychodzi z tego starcia zwycięsko. Scena z ich udziałem to wyborne sprzężenie żywiołów będące majstersztykiem form dwójkowych.

Minimalistyczna dekoracja, okazałe kostiumy i znakomite aktorstwo stanowią niekwestionowane atuty spektaklu Denisa Podalydèsa. Panorama z konającymi towarzyszami Gennaro rozciągniętymi niczym ptaki na drewnianych konstrukcjach jako jedna z wielu, zapada głęboko w pamięć. Poprzedzająca ją scena zbiorowego zabójstwa jest znakomitym popisem rytmicznym. Z bezceremonialną rozkoszą, lodowatą precyzją i obłąkańczym rozmysłem, klaszcząc i stepując miarowo, Gubetta morduje towarzyszy Gennaro. Tempo spektaklu nie zwalnia ani na chwilę.

Muzyczność widowiska podoba się zarówno w warstwie melodycznej jak i rytmicznej. Sceny na balu bądź na ulicach Wenecji zilustrowane zostały kompozycjami, w których wyraźnie pobrzmiewają instrumenty smyczkowe. Daje to postaciom możliwość tanecznego popisu z wykorzystaniem wielkich, epokowych sukni o nasyconych kolorach. Mimo znakomitego aktorstwa wybijającego się na pierwszy plan, uważny odbiorca doceni zarówno świetną kostiumowo, groteskową scenę na weneckiej łodzi jak i malowniczy bal u księżnej Negroni.

Spektakl bez wątpienia można nazwać efektownym. Dyskretna gra świateł i przepełnione emocjami twarze pozwalają na stworzenie intymnej więzi między postaciami a publicznością. Dynamika, prostota i przestrzeń sceniczna wypełniona świetnym aktorstwem to Lukrecja Borgia Denisa Podalydèsa w całej okazałości.

Marta Tomaszek
Dziennik Teatralny Wrocław
17 grudnia 2018
Wątki
Teatr w kinie

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia