Queerowa międzynarodówka - relacji z Dialogu część 2

9. Międzynarodowy Festiwal Teatralny DIALOG-WROCŁAW

Prywatne jest politycznym. Wyraźnie pokazały to minimalistyczne, ale potężnie świadome potencjału krytycznego Dialogowe spektakle: "Jeden gest" w reżyserii Wojtka Ziemilskiego, poruszający temat polityczności percepcji, i monodram "MDLSX" włoskiego, niezależnego kolektywu Motus, ze wspaniałą punkówą Silvią Calderoni zawadiacko bluzgającą na ślepy konformizm.

Miganie, a nie mówienie

"Jeden gest" (na zdjęciu) składa się z wielu minimalistycznych ukłuć. Widać, że performerzy czują się dobrze na scenie, zachowują pełną podmiotowość. Nie migają w imieniu "głuchych", ale opowiadają historie swojego życia, które w tle zarysowują problemy, z jakimi zmagają się osoby niesłyszące. Z tą grupą spychanych na obrzeża jest jak z innymi, skupia ludzi o odmiennych zapatrywaniach na kwestie dialogowania, otwierania się na społeczeństwo i rzekomej kwestii braku sprawności.

Ziemilski wraz aktorami pozwalają inaczej spojrzeć na abstrakcyjną zbitkę słów: "język migowy", "język ciała", "żaden język". Takie stwierdzenia zrzucają z siebie pozorną neutralność w kontekście migających dłońmi osób głuchoniemych. Semiotyczna warstwa znaczeń przekazywana jest poprzez gestykulujące ciało, ale nie jest komunikatem emocji. Dla osób migających język zawsze będzie obcy, litery połączone są przecież z dźwiękami, a nie gestami, a mimika podbija znaczenie gestu. Osobom słyszącym ciężko to zrozumieć. "Jeden gest" wyraźnie łączy potężny walor edukacyjny z ukazaniem niesamowitej performatywności migania.

Jolanta Sadłowska początkowo stara się mówić po polsku, jednak później miganiem wyjaśnia, że jej córka bardzo się na nią denerwuje, kiedy nie jest w stanie jej zrozumieć. Dlatego w perspektywie premiery, na której miała się ona pojawić, aktorka tematyzuje tę sytuację i przechodzi do migania. Słuch utraciła w czasie okupacji jako mała dziewczynka po przebyciu zapalenia opon mózgowych. Jej babcia wydała wszystkie kosztowności, by niemiecki lekarz dał jej zastrzyk, który ją wyleczył, ale też pozbawił słuchu.

Marta Abramczyk pośredniczy pomiędzy światem głuchych a mówiących po polsku. Ma za sobą operację wszczepienia implantu do mózgu. Zanim implant zadomowił się w jej czaszce przez jakiś czas słyszała tylko trzaski, a gdy o tym opowiada, okropny dźwięk nie do wytrzymania zalewa pomieszczenie. Jest jednak wdzięczna mamie za to, że kiedyś przymusiła ją do powiedzenia słowa po polsku. Dzięki temu może teraz tłumaczyć z języka migowego na polski, pracować ze słyszącymi czy robić filmy dla osób głuchoniemych.

Paweł Sosiński też zdecydował się na wszczepienie implantu, wyemigrował z Polski do Szwecji, gdzie pracował jako grafik dla koncernu samochodowego i projektował części do aut. Zdecydował się wrócić po latach do kraju - odpowiada mu tutaj klimat. Gdy ma założony tuż za uchem implant, który wysyła do mózgu sygnały, jest w stanie słyszeć, ale gdy tylko ściąga go, świat dźwięków staje się obcy.

Adam Stoyanov, miłośnik anime i twórca poezji migowej, wyrzuca słyszącym, że nawet nie uświadamiają sobie, jak łatwo jest ich zmanipulować za pomocą muzyki. Jego rodzice są niesłyszący, on sam nie zna języka polskiego, komunikuje się wyłącznie miganiem, nie chce nic sobie wszczepiać ani uczyć się polskiego. Opowiada o pierwszej samotnej podróży pociągiem, podczas której wszystkie napisy były dla niego obce, dopiero po czasie udało mu się znaleźć miejsce, któremu odpowiadał graficznie zlepek znaczków "peron".

Jest wiele języków migowych, dlatego głuchoniemi zawsze muszą ustalić znaki, by dojść do porozumienia. Kiedyś podjęto próbę stworzenia migowego esperanto, ale język pozbawiony kultury i konkretnych gestów był niczyj, skończyło się fiaskiem. Dlatego mamy możliwość obserwować jak aktorzy przez wycięte otwory w czterech kartonach gestami w zależności od kraju czy języka formują podobne znaczenia. I w jak zaskakująco wiele sposobów można wyrazić nagimi dłońmi znaczenie słowa "seks".

Publiczność na koniec poproszona jest o powstanie, aktorzy migają wtedy hymn głuchych, gdy kończą, można znowu usiąść. Pierwszy raz zwróciłam uwagę, że gest klaskania nie jest neutralny - po spektaklu aktorzy i widownia wyciągali obie dłonie do góry i potrząsali hojnie nadgarstkami. Dźwięk z uderzania dłoni o dłoń był zbędny.

Manifest cyborga

Włoski spektakl w nowym świetle stawia postać Kaspara Hausera, który dowolnie formowany przez społeczeństwo powraca jako ucieleśnienie mechanizmów władzy. W postgenderowym filmie Davida Manuliego "Legenda Kaspara Hausera" z 2012 roku Silvia Calderoni zagrała tytułową rolę (niemniej odjechaną niż w "MDLSX"). Jej Kaspar porzuca naukę języka, a skupia się na muzyce i didżejowaniu. Film przenosił w czarno-biały, techno dystopijny świat historię znajdy o nieustalonej tożsamości, który stał się wyzwaniem dla XIX-wiecznych naukowców i językoznawców. Wspólnota poprzez naukę języka szybko znormalizowała szesnastolatka o mentalności sześciolatka. Jednak jego postać do dziś owiana jest tajemnicą.

Okrągły ekran, długi stół z laptopem zmieniający się w diżejkę z playlistą ze Spotify, dzięki której performerka dodaje muzyczne i emocjonalne komentarze do opowiadanej przez mikrofon historii. Do tego kolorowe światła, hojnie używane stroboskopy, srebrna trójkątna mata, przeróżne ubrania, które pomagają jej żonglować tożsamością. Scenografię można zamknąć w kilku walizkach i podróżować z nimi po całym świecie. To historia coming-of-age, dojrzewania i naświetlania miejsc, w których pomiędzy ja a wspólnota rodzą się kolejne zgrzyty. Największą siłą tego zapisu jest bezczelne i cwaniackie spluwanie performerki na ujarzmiające jednostkę działanie i rozbrajanie kolejnych oczekiwań patrzących.

Na ekranie przewijają się osobiste filmy z kolekcji domowych VHS'ów, uzupełniane o wyznania Calderoni z czasów, kiedy ciało dziewczynki zaczęło zmieniać się w ciało chłopca, a ona stała się medycznym przypadkiem wynaturzeń fotografowanym do kolekcji niesamowitości. Zdała sobie sprawę, że jest postrzegana jako monstrum. Zaczyna się od odtworzenia zapisu wideo domowego karaoke, w którym Silvia będąc małą niewinną dziewczynką, śpiewa w rodzaju męskim popularną włoską piosenkę. Pomieszczenie zalewają dźwięki "Despair" Yeah Yeah Yeahs, performerka wbiega na scenę, by do końca numeru skakać i bez opamiętania tańczyć. Czy może być coś bardziej bezpretensjonalnego i pięknego (w sensie rozsadzającym to normatywne i skostniałe słowo) jednocześnie?

"Maszyny z końca XX wieku sprawiły, że różnica między naturalnym a sztucznym, umysłem a ciałem, samorozwojem a konstrukcją stała się na wskroś dwuznaczna. To samo dotyczy wielu innych rozróżnień, które zwykło się stosować wobec organizmów i maszyn. Nasze maszyny są niepokojąco żywotne, a my sami jesteśmy przerażająco bezwładni. Pobudzające z jednej strony wyobraźnię, a z drugiej - wolę kontestacji. Lubię czasem wyobrażać sobie coś w rodzaju klubów cyborgów. Na przykład mogłyby one podjąć próbę zreformowania laboratoriów, wymiotując nieustannie narzędziami technologicznej apokalipsy, dążąc w ten sposób prostą drogą do jej urzeczywistnienia, a także mogłyby zająć się wypracowaniem politycznych form, które naprawdę byłyby zdolne do zebrania w jedną gromadę tak różnych kreatur jak wiedźmy, inżynierowie, starcy, perwerci, chrześcijanie, matki i leniniści - zebrania na tak długo, aby można było unieszkodliwić i rozbroić państwo. Mój ulubiony klub nazwałam Fission Impossible. (Przynależność do niego to kwestia związku z wyboru a nie pokrewieństwa krwi, pełnej chciwości siły przyciągania jednej chemicznej grupy nuklearnej przez drugą)" - pisała Donna Haraway programując postgenderowy, wykrzykiwany przez performerkę w spektaklu "Manifest Cyborga".

"Czy myślicie, że ludzie, którzy ruszyli na Bastylię, wiedzieli co robią?" - odpowiedziała na spotkaniu Silvia na głosy wzdrygającej się publiczności, że historia wcale nie poruszyła ich z powodów politycznych, ale uniwersalnych i egzystencjalnych. Przy czym emocjonalną reakcję widzów, którzy w trakcie oklasków zaczęli ją przytulać, świadomie ulokowała w sferze obecnej sytuacji społecznej i politycznej na świecie. Jak powiedziała w jednym z wywiadów: "MDLSX jest bardziej jak impreza, każdej nocy. To zbiorczy coming out dla publiczności i dla mnie". I tą imprezę zamknął energiczny taniec do "Road To Nowhere" Talking Heads, a później wyciszył numer "Please Please Please Let Me Get What I Want" The Smiths.

Trzeba pamiętać, że kategoria "queer", mimo że mieści w sobie zróżnicowane przypadki osób niepełnosprawnych, starszych, wykluczonych ekonomicznie i społecznie, robotników, osoby LGBT, trans nie daje prawa do przeciągania ich na swoją stronę i wskazywania palcem - o, zobacz, są tacy jak my, normalni. I tworzenia z nich monolitycznych grup, po czym wyznaczania z zewnątrz kto jest reprezentatywny dla swojej grupy.

Nie, kolonizatorzy mają obowiązek zauważyć upośledzenie i pychę, po czym powiedzieć: są przede wszystkim sobą, są różni, kropka. Niebezpieczne jest legitymizowanie rzekomej wspólnoty jedynie poprzez dostrzeżenie w "nich" prawdziwości i szczerości dramatu, tylko po to by czuć się lepiej. Cyborgi są przecież wywrotowym połączeniem. To nie Inny powinien się znaleźć po naszej stronie, ale kolonizator przejrzeć w pozycji Innego.

Międzynarodowy Festiwalu Dialog - Wrocław 2017, 14-21 października 2017

"Jeden gest"

reżyseria: Wojtek Ziemilski

premiera: 24 września 2016, Nowy Teatr w Warszawie

obsada: Marta Abramczyk, Jolanta Sadłowska, Paweł Sosiński, Adam Stoyanov

"MDLSX"

reżyseria: Daniela Nicolo, Enrico Casagrande

premiera: 11 lipca 2015, Motus w Rimini

obsada: Silvia Calderoni

Kinga Kurysia
e-teatr.pl
25 października 2017

Książka tygodnia

Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie
Wydawnictwo Marginesy
Joanna Kuciel-Frydryszak

Trailer tygodnia