Raz, dwa, trzy, wrzucasz ty!

"Warszawa - Grabiny 6:12" - reż: P. Ratajczak - Teatr IMKA w Warszawie

Tytuł najnowszego spektaklu na deskach Teatru Imka luźno nawiązuje do "poematu prozą" rosyjskiego poety, prozaika i dramaturga Wieniedikta Jerofiejewa pod tytułem "Moskwa -Pietuszki".

Utwór opisuje podróż pociągiem ze stolicy Rosji do Pietuszek. Twórczość Rosjanina najlepiej scharakteryzował Andrzej Drawicz, jego tłumacz i przyjaciel : "() potrafił uczynić z monopolowego żywiołu tworzywo prawdziwej literatury". Podstawą scenariusza spektaklu, autorstwa Magdy Fertacz, jest "Bocian i Lola" Mirosława Nahacza. W jednym z rozdziałów książki odnajdujemy analogiczną sytuację: bohater podróżuje pociągiem w bliżej nieokreślonym kierunku, ale zamiast alkoholu towarzyszą mu wrażenia wywołane dopalaczami.

Autor powieści był jednym z najlepiej zapowiadających się pisarzy młodego pokolenia. Jego obiecująca kariera literacka została jednak gwałtownie przerwana. Pisarz popełnił samobójstwo. W wieku 23 lat Mirek podzielił los poetów przeklętych. Tworzywem prozy, którą pisał był język. Do fabuły "Bociana i Loli" dociera poprzez gąszcz porównań i neologizmów : " Czuliśmy się jak człowiek stojący na gzymsie, powiedzmy, piętnastego piętra, wichura, człowiek ubrany w płaszcz ze względu na dramaturgię powiewającego materiału, nad nim niebo, pod nim - nicość w takim samym kolorze ()". 

Okładka wydania powieści przedstawia mężczyznę trzymającego w ręku kolejny egzemplarz książki Mirosława Nahacza. Rysunek powtarza się sześciokrotnie. Rzeczywistość powieści jest zwielokrotniona. Młody prozaik wyposażył opowieść w szkatułkową narrację: " Po kilku tygodniach namiętnych romansów ze zmieniaczami wszystko zaczynało się chrzanić. W domach pojawiali się ludzie z historii, w historiach ludzie ze zwykłości, jedno mieszało się z drugim, nie było wskaźnika, żadnego wzorca wedle którego można sprawdzić co jest, a co nie jest." Autor stworzył "Bociana i Lolę" ze znanych wszystkim elementów kultury masowej, które w jego powieści przenikają do rzeczywistości. Czytelnik razem z bohaterami znajduje się w ciągłym zawieszeniu pomiędzy prawdą a fikcją, powagą i kiczem. Puzzle w tej układance tworzą oniryczny obrazek rodem z narkotycznego snu. 

Przepis na idealną prozę współczesną zawiera wyżej wymienione składniki. Pisarze tworzą w książkach kolaż obejmujący formę i treść : charaktery postaci, fabułę i język. Mirek Nahacz był bez wątpienia utalentowany, ale nie stosował oryginalnych zabiegów.

 Światy przedstawione dzisiejszych utworów literackich są całkowicie ulepione z języka. Potencjalnym inscenizatorom tych dzieł nastręcza to nie małych trudności. Zanim Xawery Żuławski zekranizował "Wojnę polską polsko- ruską pod flagą biało-czerwoną " Doroty Masłowskiej wydawało się, że utwór napisany przez maturzystkę z Wejherowa wymyka się wszelkim próbom opowiedzenia tej historii inaczej, niż poprzez literaturę. Tymczasem reżyser zaproponował dla tekstu Masłowskiej oryginalną poetykę. Prostymi środkami dostępnymi sztuce filmowej (wyostrzenie barw przez operatora kamery) stworzył wrażenie haju, tym samym uzyskując prawo do umieszczenia bohaterów w odrealnionych sytuacjach. Sukces filmu na krajowych i zagranicznych festiwalach pokazał nie tylko, że Żuławski użył odpowiedniego klucza do prozy Masłowskiej, ale też, że jego film odświeżył gramatykę polskiego kina. 

Piotr Ratajczak to jeden z najaktywniejszych twórców mijającego sezonu w polskim teatrze. Reżyserował między innymi w Szczecinie, Wałbrzychu, Bydgoszczy i Poznaniu. Szerokim echem odbiła się jego realizacja "Kartoteki" Tadeusza Różewicza w Koszalinie. Inga Iwasiów w recenzji dla "Teatru" scharakteryzowała spektakl jako godzinę multiplikujących się historii niedokończonych. W koszalińskiej inscenizacji aktorzy raz po raz przekraczają granice teatralnej rampy. Natomiast widzów śledzi kamera. Publiczność jest zmuszona reagować. Na tym tle "Warszawa - Grabiny 6:12" jawi się jako przedstawienie przygotowane w pośpiechu, gdzieś pomiędzy Szczecinem a Wałbrzychem. Najciekawszą postacią w widowisku inspirowanym prozą Nahacza w stołecznym teatrze jest Bocian (Jakub Kotyński). Narkotykowy dealer kontroluje całość akcji zza didżejskiej konsolety w głębi sceny. Niczym Tyler Durden z "Podziemnego Kręgu" jest rewersem osobowości głównego bohatera. Ma to coś, a oni chcą to mieć. Środki chemiczne odurzają postacie "Bociana i Loli" podobnie jak walka wręcz odurza bohaterów powieści Chucka Palahniuka.

Warszawski spektakl przypomina strojoną gitarę. Reżyser obawia się napiąć strunę zbyt mocno, by nie pękła. W rezultacie jednak, naciskana zbyt słabo, nie wydaje dźwięku. 

 Przedstawienie "Warszawa - Grabiny 6:12" nie odbiega od repertuaru prezentowanego w teatrze Tomasza Karolaka. Podobnie jak "Dzienniki" Witolda Gombrowicza czy "Sienkiewicz. Greatest Hits" według pomysłu Krzysztofa Materny, nie rości sobie prawa do odkrywania nowych obszarów sztuki scenicznej. Nie wydobywa niczego, czego nie zawarłby w tekście Mirosław Nahacz. To rozrywka na przyzwoitym poziomie.

Ksenia Lebiedzińska
Teatr dla Was
7 maja 2012

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia