Recenzja z ostatniej premiery Bałtyckiego Teatru Tańca

"Windows" / "No More Play"/ "Six Dances"

Taniec, bardzo osobista sztuka.

Podczas ostatniej premiery w Operze Bałtyckiej na scenie obok siebie stanęli mistrz i uczennica, oboje na tyle dojrzali, by mówić własnym językiem, by po raz kolejny spotkać się jako równi ze sobą twórcy. Wieczór został podzielony na dwie części, w pierwszej odbyła się premiera spektaklu "Windows" Izadory Weiss, w drugiej widzowie obejrzeli "No More Play" oraz "Six Dances" Kyliana. Weiss rozpoczynając swoją drogę artystyczną, dokonała ważnego dla Bałtyckiego Teatru Tańca wyboru - nowego języka. Budując od podstaw swój zespół, konsekwentnie realizowała wizję baletu, którą w sobie nosiła. Zastrzegając, że nie przyjmuje moralizatorskiego tonu w swojej nowej choreografii, opowiedziała historię, która przyjęła formę przestrogi dla człowieka nowoczesnego, porzucającego świat realny na rzecz wirtualnej rzeczywistości.

Do współpracy Izadora Weiss zaprosiła wyróżniające się osobowości. Leszek Możdżer zaopiekował się stroną muzyczną przedstawienia, duet Paprocki i Brzozowski kostiumami, a skład BTT wzmocnili czterej zagraniczni tancerze. "Windows" to opowieść o walce z samym sobą, z samotnością czy wstydem. To uniwersalna opowieść, w której każdy może dostrzec najbliższy mu problem. Poetyka, w której porusza się w tym przedstawieniu BTT, jest inna niż poprzednie dokonania jego choreografki. Izadora Weiss tworzy bardzo gęstą w ruchu choreografię, którą realizuje aż 19 tancerzy. Chociaż główna postać, grana przez Paulinę Wojtkowską, przez większą część spektaklu stoi wycofana z tyłu sceny, akcja, która rozgrywa się na pierwszym planie, pozostaje bardzo dynamiczna. Wśród tancerek uwagę zwraca Amelia Forrest, która do BTT trafiła w kwietniu tego roku. Jej delikatność ruchu oraz doskonała technika wyróżnia ją spośród zespołu. Formuła spektaklu, w której zostały wykorzystane intermedia w języku tańca, wraca do formy klasycznej, wkraczając przez to w formułę bardziej schematyczną.

Izadora Weiss, łącząc tak wybitne nazwiska, jak Mozart, Możdżer, Marais i Bach, stawia kompozytorowi muzyki do tego spektaklu trudne zadanie- znalezienia wspólnego klucza do tak różnych muzycznych porządków. Eksponując emocjonalność wspólnych tonalności, kompozytor bardzo sugestywną muzykę, której brzmienie wypełnia opowieść reżyserki. Muzyka płynnie przechodziła od kompozycji Mozarta do Możdżera.

W drugiej części widzowie zobaczyli dwa spektakle jednego z najwybitniejszych czeskich choreografów. Druga odsłona wieczoru zaczęła się od „No More Play" Jiriego Kyliana. Każda z jego choreografii to laboratorium gestu. Chociaż twórca przyznaje się do dużej eklektyczności i wielu inspiracji, jego taniec przemawia językiem niezwykle charakterystycznym. Jest oryginalną poetyką o żelaznych regułach. Choreograf ograniczając do minimum ruch, potrafił precyzyjnie przekazać komunikat. Rozmawiając własnym językiem z widzem, raz go smucił, raz bawił, innym razem zachwycał.

W inspirowanej jedną z rzeźb Alberto Giacomettiego „No More Play" widz doświadcza całego spectrum emocji, od strachu po radość. Jednoaktówka jest prostą w swych środkach i niewiarygodnie piękną choreograficznie zabawą. W groteskowy sposób przedstawia człowieka jako marionetkę, miotaną własnymi emocjami, ambicjami i planami.Jiri Kylian w ciągu chwili potrafi na scenie zamienić ciało tancerza w abstrakcyjną figurę. Rzeźby Giacomettiego podobnie jak „rzeźba" Kyliana mogą być obrazem kondycji ludzkiej. Choreografia do tego spektaklu w żartobliwy sposób podkreśla wybrane ludzkie cechy. „No More Play" to niezwykle elegancka forma, przede wszystkim oszczędna gra ciałem. Ruch podobnie jak ciało ma dla Kyliana ogromną wartość estetyczną. W filozofii teatru tańca czeskiego choreografa widzimy, jak istotną rolę odgrywa również inteligencja widza, który uważnie musi obserwować złożone z warstw przedstawienie. Jak mówi choreograf: „W ruchu nie można być nieszczerym" i tę prawdziwość próbuje uzyskać również od tancerza. Jego asystenci pracując z BTT, wydobyli z nich to, co najlepsze.

Swoją rolę spełniła również muzyka Antona Weberna, pełna niepokoju i niespodziewanych muzycznych rozwiązań. Jego utwory, w których każdy dźwięk ma ustalone miejsce i funkcję, dopełniał przebieg akcji na scenie. Ścisły matematyczny styl muzyczny Weberna współgrał z precyzją ruchu tancerzy, tworząc piękną kompozycję. Całości towarzyszyła również stworzona przez Kyliana minimalistyczna scenografia, której prostotę podkreślało światło niezwykle ważne podczas całego spektaklu.

Trochę inny charakter tańca pokazał Kylianw „Six dances". „...ustawiłem sześć pozornie bezsensownych scen, które oczywiście za nic mają otoczenie. Miniaturowe w obliczu wiecznie trwającego zatroskanego świata, który większość z nas z jakiegoś nieustalonego powodu nosi w głębi duszy."Prawda tego spektaklu jest o tyle piękna, o ile kryje się w choreograficznym żarcie. Niby oderwane od siebie scenki tak naprawdę tworzą części jednej układanki. Choreografia pełna prostych, ale atrakcyjnych zabiegów odwołuje widzów do inspiracji Kyliana Mozartem. Niezwykła jest tu swoboda i umiejętność prowadzenia gry z konwencją, co jest ogromnym atutem BTT, w szczególności męskiej części zespołu. Dwa spektakle Kyliana, tak niezwykle intensywne i krótkie, pozostawiają widza nienasyconego, bijącego brawo na stojąco.

(-)
Materiały Opery
23 lipca 2012

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia