Requiem dla ofiar Zagłady

Opera i Filharmonia Podlaska w Białymstoku

Mozart nazywał śmierć "prawdziwą i najlepszą przyjaciółką człowieka", w liście do ojca pisał, że się z nią zżył i wcale go nie przeraża, a wręcz uspokaja i pociesza. Ale jego Requiem, które w piątek zabrzmi w Filharmonii przywoła pamięć o śmierci będącej samym złem.

Kilka lat temu specjaliści z UJ sprawdzili, co uczniowie szkół podstawowych i średnich wiedzą o Holocauście. Prawie 13 proc. z 1000 respondentów uważało, że większość zbrodni popełnionych w Auschwitz i innych obozach koncentracyjnych to fikcja. Na pytanie: „Czy sądzisz, że Polacy w czasie wojny pomagali Żydom?” aż 42,9 proc. uczniów odpowiedziało: „Nie wiem”.  Szokujące, ale tylko dla tych, którzy nie znają programów szkolnych. Uczniowie mają dwie godziny historii tygodniowo i dzieje całego świata do opanowania. Dostają garść podstawowych informacji powielających prosty schemat podziału wojennej rzeczywistości na oprawców i ofiary. Nie ma czasu na pokazywanie mechanizmu zła i uświadomienie, że wciąż istnieją warunki umożliwiające jego powrót.  Ale Holocaust to nie historia starożytna. Miał miejsce w czasach naszych dziadków i pradziadków, wciąż żyją świadkowie,  a ofiary nie są liczbami zapisanymi w podręcznikach, mają imiona i twarze. Doświadczenie Zagłady jest przestrogą adresowaną do wszystkich, bo każdy może stać się oprawcą i ofiarą.  

Piątkowy koncert poświęcony jest ofiarom Holocaustu, co w Białymstoku oznacza przywołanie pamięci o okrutnie zamordowanych dawnych obywatelach tego miasta. Z 50 tysięcy Żydów, którzy w 1939 roku zamieszkiwali Białystok i jego okolice, końca wojny doczekało nie więcej niż 13 procent. W tej grupie znalazła się Ewa Krasowski, która przeżyła śmierć swojego ojca Samuela, miejscowego lekarza spalonego w wielkiej Synagodze, śmierć matki i malutkiego braciszka w obozie koncentracyjnym, śmierć swoich przyjaciół i znajomych zabitych podczas likwidacji białostockiego getta. W 2009 roku napisała, że jeden obraz wciąż ją prześladuje. „Był to drugi dzień likwidacji. W schronie, przez otwór wybity w murze, widziałam na ul. Fabrycznej około 100 dzieci w wieku od trzech do siedmiu lat, kroczących po bruku, z małymi tobołkami, a z boku dwie wychowawczynie. Po dwóch stronach kolumny, z każdej strony – dwaj żandarmi z nastawionymi karabinami. To był sierociniec. Dzieci nie płakały. Szły spokojnie do wagonów, nie wiedząc co je czeka. Ta scena najbardziej utkwiła w moim sercu i w pamięci. Tyle lat przeszło.”

Tadeusz Konwicki, w rozmowie z Joanną Szczęsną i Anną Bikont, opublikowanej w „Gazecie Wyborczej” w 2005, wspominał spotkanie w latach 80. z pewną Niemką i burzliwą dyskusję na temat Holocaustu i antysemityzmu: „Czy zrozumiała, że to nie była zwykła zbrodnia, ale coś, co przewróciło cały dotychczasowy moralny porządek świata? Czy w ogóle to jest do zrozumienia? Przecież z tą wiedzą, doświadczeniem Holocaustu nie sposób się uporać. To zatruło całą naszą cywilizację, stąd jej nihilizm, zagubienie i rozpacz”.

Pamiętajmy o tym, gdy orkiestra pod dyrekcją znakomitego dyrygenta Jerzego Maksymiuka zagra „Requiem” Mozarta.  Niech to będzie moment łączności mieszkańców Białegostoku z ich ziomkami, którzy padli ofiarą najgorszej dżumy XX wieku.

Beata Maciejewska
Materiały OiFP
25 stycznia 2012

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...