Rodzina

Jerzy i Maciej Stuhrowie

Nie są bohaterami skandali, a mimo to od lat utrzymują się na szczycie. Jerzy ostatnio zniknął z mediów. Zmaga się z chorobą - Rodzina Stuhrów po raz kolejny została wystawiona na próbę. Czy i tym razem wyjdzie z niej zwycięsko?

Z powodu choroby Jerzego Stuhra nie odbyły się zaplanowane na październik spektakle "32 omdlenia". Czekamy na informacje, kiedy spektakl znów znajdzie się w naszym repertuarze - powiedziała "Party" Marta Bartkowska z Teatru Polonia. Informacja o pobycie w szpitalu Jerzego Stuhra (mówi się, że trafił tam z powodu poważnych problemów laryngologicznych) zbiegła się z galą wręczenia Wiktorów, w trakcie której jego syn odebrał nagrodę w kategorii Osobowość Telewizyjna. Słowa ze sceny skierował do ojca. "Chciałbym dedykować tego Wiktora tacie, który otrzymał w życiu mnóstwo nagród, m.in. Superwiktora. Mam nadzieję, że jest dumny i z tej mojej nagrody", powiedział Maciej.

Obaj mają to samo spojrzenie na świat, poczucie humoru i podobną drogę kariery. Zawsze byli skupieni na pracy. Maciej przez lata był porównywany do ojca, ale nie tylko dlatego, że wybrał ten sam zawód. Również jego życie prywatne potoczyło się podobnie jak jego ojca. Są jak dwie krople wody?

Człowiek orkiestra

Jerzy Stuhr wiele razy mówił, że najbardziej szaloną rzeczą, jaką zrobił w życiu, była decyzja o zostaniu aktorem. Zawsze marzył o pisaniu. Dlatego, zanim zdał do krakowskiej szkoły teatralnej, studiował filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim. "Na polonistyce wszyscy pisali. Wokół mnie byli sami poeci. Tylko ja nic nie stworzyłem.

No i popadłem w kompleksy", powiedział w jednym z wywiadów. Prawdziwą popularność Jerzy zdobył w latach 70., gdy wystąpił w programie TVP "Spotkania z Balladą". To pomogło mu pozbyć się etykiety aktora dramatycznego, od której zawsze

uciekał. Rozśmieszał i zachwycał widzów, ale nie wszystkim to odpowiadało. Po piosence "Śpiewać każdy może" jeden ze starszych kolegów wziął go na bok: "To nie wypada, żeby aktor Starego Teatru tak się wygłupiał".

Dużo podróżował po Europie, ale nie wyobrażał sobie życia nigdzie indziej niż w Krakowie. Ze względu na żonę Barbarę nie opowiadał o życiu prywatnym. "Moja żona nie lubi wywiadów i pokazywania się w mediach", mówi aktor. Tylko raz zrobił wyjątek. Napisał książkę "Stuhrowie. Historie rodzinne" i zadedykował ją wnuczce Matyldzie. "Uwielbia słuchać opowieści z mojego dzieciństwa", zdradza aktor. Wcześniej na premierze filmu "Shrek" Jerzy Stuhr zrobił wnuczce niespodziankę. "Matylda bardzo się zawstydziła, kiedy w wypełnionym po brzegi kinie Kijów otrzymała owację po tym, jak tato powiedział przed projekcją, że jej dedykuje rolę Osiołka", wspomina Maciej. To właśnie zdjęcie Matyldy zamyka książkę Jerzego.

Na przekór czasom

Maciej w zasadzie nie miał wyjścia - musiał zostać aktorem. Całe dzieciństwo spędził w krakowskim Starym Teatrze, gdzie grał jego ojciec. "Nie siedziałem na widowni. Przy stanowisku inspicjenta było okienko, przez które patrzyłem na scenę", wspomina Maciej. Lata spędzone za kulisami nauczyły go szacunku do sztuki i pracy w teatrze. Jednak podobnie jak ojciec nie od razu poszedł na studia aktorskie. Wybrał psychologię na UJ. "Pomyślałem, że fajnie byłoby choć na chwilę podjąć się czegoś innego. Z perspektywy czasu nie żałuję tej decyzji", dodaje. Jednak cały czas ciągnęło go do grania. Jako student psychologii zadebiutował w Kabarecie Po Żarcie i wystąpił w kilku filmach. Dużą popularność przyniosła mu rola w produkcji "Chłopaki nie płaczą" Olafa Lubaszenki. Po ukończeniu psychologii zaczął studia aktorskie na krakowskiej PWST. "Poszedł w tym samym kierunku co ja, a szczęście polega na tym, że on się do tego nadaje", komentował decyzję syna Jerzy. Drzwi do kariery aktorskiej otworzyła Maciejowi rola w "Przedwiośniu". Jeden z krytyków tak ocenił jego talent: "Maciej jest skażony genetycznie dobrym aktorstwem". Syn długo mierzył się ze sławą ojca. "Musiałem podwójnie pracować na swoje. Udowadniać", opowiada Maciej. Sympatię publiczności przyniosły mu nie tylko filmy, ale też występy w kabaretach. Parodie Mariusza Maxa Kolonki czy Stanisława Soyki w jego wykonaniu przeszły do historii kabaretu.

Tacy sami, a jednak...

Ojciec nauczył syna, że miłość jest najważniejszym wyzwaniem dla mężczyzny. W bardzo młodym wieku stał się popularny, ale zamiast na bankietach wolał spędzać czas z rodziną. Przyszłą żonę Samantę Maciej poznał, gdy miał 24 lata. Po raz pierwszy spotkali się na festiwalu filmowym w Słupcy. "Kiedy ją zobaczyłem, poczułem, że żarty się skończyły, czas stać się odpowiedzialnym", mówił Maciej. Oświadczył się jej na dachu kamienicy przy ulicy Celnej w Krakowie. Rok później na świat przyszła ich córka Matylda. "W moim środowisku model rodzinny jest nieco w odwrocie, więc jak ktoś po spektaklu zamiast imprezować, wraca do żony i dziecka, to jest trochę dziwny", mówi Maciej. Córka przewartościowała jego życie. "Kariera, walka o sukcesy, tworzą człowieka, budują jego wartości, ale bez rodziny życie nie ma właściwego wymiaru", napisał Jerzy Stuhr w książce "Stuhrowie. Historie rodzinne". Maciej zrozumiał to dawno, na dachu kamienicy w Krakowie. Praca zawsze była dla niego na drugim miejscu. Inaczej sytuacja wyglądała w przypadku jego ojca. Gdy kariera Jerzego nabrała tempa, najbliżsi byli z niego

dumni, ale jednocześnie ciężko im było zaakceptować jego ciągłe wyjazdy. "Tak bardzo pochłonął mnie zawód, że zaniedbałem rodzinę", wspominał Jerzy. To Barbara Stuhr dbała o to, żeby dzieci nie odczuły braku ojca. "Pamiętam z dzieciństwa problem nieobecności ojca w domu. Staram się, żeby moja córka tego problemu nie miała", mówił Maciej.

Kolejna próba


Oczkiem w głowie Jerzego jest córka Marianna, która w przeciwieństwie do starszego brata Maćka nie poszła w ślady ojca. Skończyła ASP w Krakowie i pracuje jako graficzka w agencji reklamowej. Nigdy nie chciała obracać się w kręgach aktorskich. Całkowicie poświęciła się swojej pracy. Kilka lat temu rodzina Stuhrów przeżyła chwile grozy, gdy lekarze podejrzewali u Marianny raka kręgosłupa. "To było nieszczęśliwe miejsce, drugi krąg. Operacja była niebezpieczna. Mogło skończyć się paraliżem", opowiada Jerzy. To ojciec przejął na siebie cały ciężar przeraźliwych diagnoz i prowadził ją za rękę przez kolejne etapy leczenia. Marianna wyzdrowiała, Stuhrowie unikali jednak w wywiadach tematu jej choroby. "Przed laty zawarliśmy pakt o ochronie naszej prywatności. Układ, by jak najmniej mówić o rodzinie", mówi Jerzy. Maciej i Marianna też się go trzymają. Choroby ojca nie komentują. Teraz role się odwróciły. To oni są największym wsparciem dla rodziców, gdy Jerzy dochodzi do zdrowia po operacji.

Ewelina Zadrożna
Party
18 listopada 2011

Książka tygodnia

Kryptonim Dziady: Teatr Narodowy 1967-1968
Wydawnictwo Bellona
Janusz Majcherek, Tomasz Mościcki

Trailer tygodnia

2. Teatroteka Fest - 2018
„Sprawa Rity G." Jolanty Janiczak w r...