Rogi wzajemne

"Prawda" - reż. Marcin Sławiński - Teatr bo Tak w Rzeszowie

Oszczędna scenografia Małgorzaty Woźniak, którą stanowią wysmakowanie różniące się odcieniami wrzosu prostokąty i kwadraty zamierzenie zlewa się ze zbliżoną kolorystyką ścian i foteli widowni. Jeszcze zanim rozpocznie się akcja sztuki „Prawda" Floriana Zellera w nowopowstałym rzeszowskim Teatrze Bo Tak ta zależność już zwraca uwagę i wycisza publiczność.

A kiedy już podczas przedstawienia światła na moment przygasają i aktorzy przestawiają elementy tej scenografii, kolejno zgrabnie przenosimy się do pokoju w hotelu, dwóch mieszkań, gabinetu terapeuty i szatni klubu tenisowego. Jeśli tylko jeden element zostanie przesunięty od razu wiemy, że jesteśmy tu, a nie tam. Zwłaszcza, że równie nie narzucająca się muzyka Stéphane Grappelliego w aranżacji Jarosława Babuli subtelnie współgra z poszczególnymi scenami. Dzięki takim zabiegom nic widowni już nie rozprasza i możemy skupić się na zabawnych dialogach i błyskotliwej fabule. Raczej przewidywalnej od początku do końca.

Oto bowiem mamy dwójkę kochanków – Alicję i Filipa. Alicja jest żoną przyjaciela Filipa – Paula. Filip ma żonę –piękną i elegancką Laurę, która z kolei zdradza go z Paulem. Kłamstwo staje się treścią ich życia. Nawet jeśli w efekcie mniej lub bardziej finezyjnego okłamywania współmałżonków zwycięża prawda. Ale czy ostatecznie? Bowiem przewrotnie  zaczynamy zastanawiać się na widowni, czym jest kłamstwo? Nie mówieniem prawdy? A prawda? Niewypowiedzianym kłamstwem?

Kiedy na scenie pojawia się Filip – rewelacyjnie grany przez Grzegorza Pawłowskiego, te wątpliwości w nas rosną. Jego Filip budzi nieco politowania i wywołuje salwy śmiechu, kiedy coraz bardziej niezdarnie wikła się w sieć kłamstw tak, że sam już nie wie, co jest prawdą, a co nią nie jest. Naiwnie stawia siebie w roli ofiary zamierzonej intrygi, nie przyjmując do wiadomości, że on sam, Filip, w życiu małżeńskim i pozamałżeńskim egocentryk i napuszony bażant, był jej ofiarą od samego początku. Uważając siebie za doświadczonego i wytrawnego kłamcę długo nie zdaje sobie sprawy, że sam jest najbardziej bezlitośnie oszukiwany przez swego przyjaciela, jednocześnie męża jego kochanki, i jak się okazuje na końcu, również przez swoją żonę, kochankę tegoż przyjaciela. Groteskowość Filipa wywołuje nie tylko śmiech widowni, ale – jak sądzę – w zamierzeniu aktora, również ma przyczynić się do uwiarygodnienia granej przez niego postaci. Bowiem Filip w tak perfekcyjnej interpretacji komediowej jest wciąż sympatycznym człowiekiem, jednym z nas, ludzi przeciętnych wplątanych w sieć kłamstw. Kimś, kogo da się lubić.

Mariola Łabno – Flaumenhaft – jako Laura, wysmakowanie i z wielka precyzją tworzy stonowany portret kobiety nieprzeciętnie inteligentnej, dla której kłamstwo w jej życiu jest w sumie tragiczną koniecznością żeby ono nieudane z Filipem z kimś innym było bardziej spełnione. Laura – jak się okazuje pod koniec przedstawienia, jest w tej sztuce najbardziej w kłamstwo uwikłana. Kłamstwo jest jej tragedią, ale także rodzajem życiowej gry którą prowadzi perfekcyjnie i piekielnie inteligentnie, o niebo przewyższając pozostałych jej uczestników. Świetna rola, od początku do końca prowadzona starannie, bez chwili luzu na aktorski oddech. Znakomity portret kobiety, której młodość mija. Która wie, że ta brutalnie zakończona miłość z przyjacielem Filipa, jest najprawdopodobniej jej ostatnią. Scena mimiczna, kiedy mimochodem dowiaduje się od męża, że jej kochanek wyjeżdża gdzieś daleko i na długo, w tej komedii przecież, ściska za gardło.

Inną kobiecość prezentuje na scenie Beata Zarembianka – w roli Alicji. Udanie tworzy przekonywującą postać kobiety prostodusznej i pogodzonej z życiową koniecznością kłamania. Pogodnie i bez kompleksów znoszącej swój podwójny status żony i kochanki. Dla Alicji kłamstwo również jest życiowo konieczne, lecz w odróżnieniu od Laury, nie robi z tego życiowego problemu. Dla niej opozycja prawdy i kłamstwa najprawdopodobniej albo nie istnieje albo  nie ma szczególnego znaczenia. Aktorka tworząc postać Alicji bardzo umiejętnie łączy groteskowość z naturalnością. To sprawia, że jej kreacja idealnie funkcjonuje na granicy szczerości i absurdu.

Największą sympatię widowni zjednuje sobie Marek Kępiński. Z wielką wyrazistością, wdziękiem i dezynwolturą gra Paula, z pozoru życiowego fajtłapę, którego Filip ogrywa w tenisa, a w pozostałych sprawach owija sobie wokół palca. W istocie wcale tak nie jest. To Paul ogrywa w tenisa Filipa i owija go sobie wokół czego chce. Paul bowiem, jak się mimochodem dowiadujemy, jest wziętym menedżerem i finansistą, chwilowo bezrobotnym, który pod maską dobroduszności ukrywa twarz brutalnego cynika, dla którego kłamstwo jest życiową oczywistością. Świetna rola, wiele mówiąca o naszej obłudzie i bezduszności. Zagrana komediowo, ale z wyraźnym zaznaczeniem ukrytego głębiej dramatu.

Reżyser Marcin Sławiński nadając przedstawieniu błyskotliwe tempo sprawił, że widzowie ani przez sekundę się nie nudzą. Dyskretnie tak ustawił aktorów, że w zasadzie grają oni nie do końca postacie komediowe. Bo jeśli się dobrze przyjrzeć, każda z nich w stopniu większym bądź niewielkim naznaczona jest piętnem tragedii. Na tym polega inteligentna przewrotność tej sztuki. Czego publiczność raczej nie widzi, skoro na okrągło śmieje się tak bardzo radośnie. A nie widzi pewnie dlatego, że każdy z nas z osobna jest przeświadczony, że co się dzieje na scenie dotyczy tego kogoś tam albo sąsiada siedzącego na widowni obok, ale na pewno nie jego. Z osobna każdy jest pewien, że jest prawdomówny. A nawet świątobliwy.

Teatr Bo Tak w Rzeszowie. „Prawda" Floriana Zellera. Reżyseria Marcin Sławiński. Premiera w sali kameralnej Filharmonii Podkarpackiej 8 września 2013 roku.

 

Andrzej Piątek
Dziennik Teatralny Rzeszów
16 września 2013

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

"Edyta Stein" - Synago...
Roberto Skolmowski