Romans w Gnieźnie

"Tango" - reż. Józef Jasielski - Teatr im. A. Fredry w Gnieźnie

Recenzent jedzie do Gniezna obejrzeć ,,Tango" - ostatnie przedstawienie stworzone za poprzedniej dyrekcji. ,,Kończy się pewna era" – myśli recenzent z ulgą, bo trudno obejrzeć ten spektakl do końca.

„Tango" Mrożka jest niezwykle dokładną i zwartą konstrukcją dramatyczną. Didaskalia rozbudowane i drobiazgowe. Napięcie w tekście tworzy groteska, kategoria niełatwa, kapryśna, fantazyjna, łączy to, co  straszne z tym, co komiczne. Wystawając ,,Tango" na deskach teatru trzeba wyczuć groteskę, obejść się z nią tak, aby jej nie zepsuć. Niestety w inscenizacji Józefa Jasielskiego zabrakło jej zupełnie. Groteska stała się farsą. Aktorzy grali przeźroczyście, jakby nie wcielali się w bohaterów, ale odgrywali swoje role. Konstruowali  postaci na najprostszych, oczywistych skojarzeniach. Eleonora (Katarzyna Czubkówna) to po prostu wulgarnie rozerotyzowana czterdziestka w negliżu. Artur (Szymon Kołodziej) zupełnie stłumiony, bez energii, mówiący każdą kwestię  tym samym tonem. Grę aktorską oparto na przerysowaniu gestów. Kostiumy infantylizowały postaci. Stworzone wbrew tekstowi, uwspółcześnione. W trzecim akcie stroje leżały na aktorach perfekcyjnie, a przecież dramat wyraźnie zaznacza, że nowe – stare ubrania nie pasują, są przyciasne, niewygodne. To jedynie detal, ale jakże znaczący. Scena eksperymentu Stomila (Wojciech Siedlecki) jest szczytem farsowości, bowiem ojciec Artura zakłada czerwony nos klowna, a jego eksperyment polega na wyświetleniu na ekranie pary szympansów.

Można odnieść wrażenie, że recenzent życzyłby sobie oglądać ten spektakl z dramatem na kolanach, tak, by mógł sprawdzać, czy to co na scenie zgadza się z tym co w tekście. Otóż nie, nie o to chodzi. Recenzent tylko chciałby, by nie banalizować tak kanonicznego tekstu Mrożka. By twórca miał pomysł zanim podejmie się inscenizacji, by każde odstępstwo od tekstu miało swój sens. Jednak najbardziej przerażająca była reakcja publiczności, która śmiała się do końca spektaklu. Komizm wpisany w tekst działa ze sceny, a ponieważ zabito grozę wpisaną w ten dramat, przedstawienie pozbawiono przesłania, zostawiając widza bez refleksji.

Recenzent wyszedł ze spektaklu z ciężkim sercem. Choć wciąż liczy, że recenzencki romans z teatrem gnieźnieńskim jest możliwy, że teatr ten poruszy intelektualnie, emocjonalnie, zasieje wątpliwość, tak, że będzie o czym pisać.

Agata Łukaszewicz
Dziennik Teatralny Poznań
12 listopada 2013
Portrety
Józef Jasielski

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia