Romans w półmroku migoczącej świeczki

''Świeczka zgasła" - reż. Jerzy Stuhr - Teatr Telewizji

Aleksander Fredro, wybitny komediopisarz, napisał utwór sceniczny ''Świeczka zgasła'', opierając się na komizmie sytuacyjnym oraz charakterologicznym postaci. Poeta miał w zamiarze wyśmiać mechanizm immanentnego przypisywania gęby, jakim kierują się ludzie przy skąpej ilości informacji, jakimi dysponują na temat danej osoby, a także odwiecznej potęgi stereotypu. Reżyser spektaklu – Jerzy Stuhr, nie odchodzi literacko od utworu Aleksandra Fredry. Komedia miała swoją premierę 22. 04. 2013 roku wraz z 220 rocznicą urodzin Fredry, niedawno obchodziliśmy również rocznicę jego śmierci (15 lipca).

Reżysera – Jerzego Stuhra, charakteryzuje dosadny, wyrazisty styl, który jednocześnie w równomiernym tempie, łączy poszczególne sceny odpowiadające za dozowanie ładunku emocjonalnego fabuły. Tematykę walczących ze sobą odwiecznie płci, tak często poruszany w twórczości literackiej i poza literackiej oraz relacji międzyludzkich reżyser akcentuje, koncentrując się przede wszystkim na odpowiednio pokierowanej grze aktorskiej. Inteligencja reżysera urzeczywistnia się w znakomicie zaaranżowanych postaciach. Nie bez powodu wybitna i pełna poświęceń gra aktorska, za którą na przestrzeni lat Jerzy Stuhr jest doceniany, rzutuje na dogłębnym wydobyciu z aktorów przez reżysera, cech osobowościowych bohaterów komedii.

Bohaterowie w ''Świeczka zgasła'' należą do szlachty, co można wywnioskować po specjalnym ukształtowaniu języka, epokowych strojach oraz wyeksponowanych w wypowiedziach manierach. Mężczyzna i kobieta, jako dwoje obcych sobie ludzi, podróżują pocztowym dyliżansem w konkretnych celach osobistych. W rolę zdystansowanej i złośliwej Jadwigi Manieckiej wcieliła się Agnieszka Radzikowska. Mężczyzna przepełniony zgryźliwym i temperamentnym usposobieniem, pełni rolę pisarza. Władysław Poraj (Maciej Stuhr), to człowiek impulsywny, a w niektórych momentach wręcz obscesowy. Wypadek pocztowego dyliżansu przymusza tych dwoje do spędzenia nocy w swoim towarzystwie i łączy jednocześnie dwoje charakterów. Pani pozbawiona wygód, nieporadna i pozostawiona w spartańskich warunkach, stara się przejąć kontrolę nad mężczyzną wyuczonymi żądaniami w ugrzecznionej, jak przystało na damę dobrych obyczajów, na pozór formie. Bohater zdaje się tym poirytowany, a jego frustracja prowadzi fabułę i eskaluje, aż do punktu zwrotnego historii. Im bardziej mężczyzna jest potrzebny damie, tym w większą nerwowość on wpada. Komedia opiera się jak duża część utworów Fredry, na relacji damsko-męskiej. W tym wypadku to dwoje nieznajomych, którzy utknąwszy w starej chacie, wzajemnie sobie dogryzają i robią sobie po złości. Jednocześnie, przez większość czasu trwania aktu pozostają w półmroku, domyślając się tylko swojej metryki. Tajemnica, kto znajduje się po drugiej stronie stołu, przy akompaniamencie osobistych uprzedzeń, to idealny grunt do rozwoju konfliktu. Córka pułkownika jest piękną, młodą kobietą. Fakt ten zostaje odkryty przez bohatera dopiero w momencie wspólnego zejścia się przy jedynym źródle światła – tytułowej świeczce.

Pozbawieni konkretnej wiedzy o sobie, szczególnie świadomości swojego wizerunku, w dystansie pod przysłoną półmroku starej chaty i jedwabnego kapelusza u Pani Jadwigi, prowadzą wojenkę słowną naszpikowaną ciętą ripostą, drwiną i zgryźliwością. Kobieta jest przekonana, że ma do czynienia z podstarzałym kawalerem. Mężczyzna, użalając się na swój pech nierozerwalnie łączący go z płcią piękną, zakłada bez jakiegokolwiek zwątpienia, podstarzałość i brak walorów urody swojej przymusowej towarzyszki. Scena przypomina kłótnię starego małżeństwa z przerzucaniem na siebie winy o znalezienie Si w tak niewygodnej sytuacji. Śmieszy nie tylko dziecinne zachowanie bohaterów, ale też ponadczasowe dialogi.

Punkt zwrotny w relacjach tych dwojga następuje w momencie spotkania twarzą w twarz przy stole.

Wizerunek młodej damy, już odsłoniony przed obliczem bohatera w świetle świecy, zmienia diametralnie jego podejście i zachowanie do Jadwigi.

W tym momencie, jak przystało na dżentelmena, próbuje w komiczny sposób zrehabilitować swój portret malkontenta i gbura. Taki obraz mężczyzny, szarmanckiego tylko w zderzeniu z obecnością w swoim otoczeniu młodej damy, z pewnością przynosi na usta uśmiech niezależnie od upływu lat.

Scenografia tej jednoaktowej komedii, została utrzymana w kolorach komplementarnych — ciepłej żółci, czerwieni i dla kontrastu, chłodnej, butelkowej zieleni przechodzącej lekko w turkus ekranów pozawieszanych w sali. Barwy ubrań świetnie korelują z temperamentem bohaterów. Zdystansowana i poprawna Jadwiga nosi chłodne odcienie zieleni. Nie umiejący panować nad swoimi emocjami Władysław, ubrany jest w dużo cieplejsze beże i żółcie. Aranżacja scenografii i projekty kostiumów to wynik wspólnej współpracy Katarzyny Sobańskiej i Marcela Sławińskiego. Kompozycja sceny opiera się na prostych, surowych i drewnianych meblach XIX wieku. Strop chaty oparto na drewnianych palach, a w sali umieszczono dookoła widzów kolorowe ekrany, mające za zadanie budować atmosferę i obrazować krajobraz nocy. Dostatecznie dozowane światło ma za zadanie wprowadzić widza w intymność dwojga osób oczarowanych swoimi atutami, którą reżyseruje Jerzy Stuhr pod koniec aktu.

Scenografia nie przytłacza, ale działa dostatecznie na wyobraźnię widza. Można zwrócić uwagę na oszczędność rekwizytów, tak jakby duet Katarzyny Sobańskiej i Marcela Sławińskiego chciał podkreślić we współpracy z pozostałą częścią zespołu, że w tym spektaklu nadrzędną rolę odgrywa wyśmienita gra aktorska.

Najmocniej z tła scenicznego wybija się gra aktorska Macieja Stuhra, któremu nie można odmówić naturalności i umiejętnego wcielenia się w odgrywaną postać. Aktorzy współdziałają ze sobą, ukazują odwieczne, pełne stereotypów przeświadczenie o rolach oraz wadach kobiety i mężczyzny. Ostatecznie ich potrzeby zdają się wzajemnie uzupełniać. Agnieszka Radzikowska swoją grą aktorską stanowi idealną przeciwwagę dla postaci cholerycznej Macieja Stuhra. Widownia nie oddziałuje w żaden sposób na przebieg akcji. Nadrzędną funkcję percepowania na widza pełnią dialogi oraz ekspresja stanów emocjonalnych granych postaci.

''Świeczka zgasła'', to utwór, który z dystansem podchodzi do oceny zachowań kobiet i mężczyzn oraz generalizacji cech danej płci. Cała historia, choć oparta jest na nieszczęśliwym wypadku, kończy się pozytywnie zakochaniem dwojga bohaterów. Ukryte pod przysłoną żartu wartościowanie kobiet na podstawie ich metryki i urody przez Władysława Poraja, bawi i w równomiernym stopniu skłania do refleksji, jak powinien postępować mężczyzna. Czy można uznać, że mimo wad, kobieta i mężczyzna są sobie wzajemnie potrzebni? Fabuła na to pytanie każe odpowiadać twierdząco. Spektakl zdaje się z przymrużeniem oka traktować ludzkie przywary i ostatecznie z humorem uwydatniać ludzkie dążenie do przynależności i połączenia z drugim człowiekiem. Dzieło Aleksandra Fredry w reżyserii Jerzego Stuhra to komedia warta zobaczenia przez wzgląd na swoją ponadczasowość i pogodę ducha, jaką wywołuje u odbiorcy.

__

Inne spektakle, które warto poznać, mierząc się z mimetyzmem reżysera, to ''Wielebni'' Sławomira Mrożka, czy genialny spektakl ''Ich czworo'' Gabrieli Zapolskiej.

Monika Fasula
Dziennik Teatralny Warszawa
24 lipca 2020
Portrety
Jerzy Stuhr

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia