Romantyk (nie)dzisiejszy

"Lenz" - reż: Barbara Wysocka - Teatr Narodowy w Warszawie

Jakob Lenz jest dzisiaj znany bardzo wąskiemu kręgowi odbiorców. Niektórzy badacze literatury wskazują, że jego ,,Pieśń z Sessenheim" czy ,,Leśny brat" nie ustępują co wybitniejszym dziełom niemieckiego romantyzmu. Cierpiący na schizofrenię poeta rywalizował z Goethem o względy słynnej Fryderyki Brion. Choć dla tego drugiego kontakt z dziewczyną był tylko jednym z wielu podbojów miłosnych, dla Lenza był to cios w serce. Późniejszy wyjazd bohatera noweli Buchnera do Waldersbach mógł być skutkiem wcześniejszych wydarzeń. Szukając odosobnienia w górach, popadł w szaleństwo. Opowiadanie ,,Lenz" może być właśnie opowieścią o szaleństwie samotności, odejścia od problemów wielkiego świata w labirynt własnych urojeń.

Na scenie Narodowego adaptacja utworu Buchnera posługuje się podobnym typem wrażliwości. Kluczowy staje się zatem i tutaj problem, jak oddzielić artystyczną działalność od choroby psychicznej? Miejscem tego badania czyni reżyserka scenografię Mirka Kaczmarka. Odtwarza ona zimny, surowy klimat górzystego krajobrazu. Wszędzie leży sztuczny śnieg, w lewym, tylnym rogu można zobaczyć duże, ogołocone z liści drzewo. Projekcja filmowa pokazuje błądzącego w białym puchu tytułowego bohatera, szepczącego do siebie kolejne ustępy z noweli. Polem akcji staje się także sufit, na którym rzutnik wyświetla pejzaż szczytów górskich.

Ukazujący się wkrótce oczom widzów Lenz (Szymon Czacki) jest przestraszony i zmęczony. Spektakl stanie się przede wszystkim zobrazowaniem jego obłędu, przybierającego jednak konkretne formy poszukiwań – tylko czego? Inspiracji? Boga? Idealnego świata? Biel nie koi nerwów, ani nie wzbudza zaufania, wprost przeciwnie. Poeta powtarza własne słowa, gesty. Wysocka zwielokrotnia motyw jego maniakalnego skakania do lodowatej wody. Nie ogranicza się tylko do liryzmu, pozwala na bardziej racjonalne wyjaśnianie przyczyn postępowania Lenza. W końcu Jakob, jako romantyk, czujący więź z naturą, najbezpieczniej czuje się na drzewie… Przedstawienie nie unika takich właśnie ironicznych skojarzeń. Postać Czackiego jest jak dziecko, drażniące wszystkich dookoła, wymagające bezustannej opieki. Zajmie się nim Oberlin (Oskar Hamerski), wysoki i postawny mężczyzna, mający do swojego ,,podopiecznego” wyraźną słabość. Inteligentny i zdroworozsądkowy, stara się trzymać w ryzach zapędy Lenza. Jednak ten ostatni pozostanie niezrozumiany, także przez Narratora/Kaufmanna (Modest Ruciński). Jest on zarówno opowiadającym, jak i uczestnikiem akcji. Przychodzi z suszarką i nowymi ubraniami, aby ogarnąć mokrego po kąpieli tytułowego bohatera; śmieje się z niego i wyzywa go; powtarza jego słowa, jakby to właśnie schizofreniczny poeta mu je podsuwał. Wysocka zdaje się tworzyć polifonię, w której tożsamość postaci zostaje zachwiana, a całość może być projekcją chorego umysłu.

Metanarracje dzieła Buchnera próbują być zatem przełożone na język teatru. Niestety, spektakl ponosi porażkę na wielu płaszczyznach. Rozbicie tekstu na trzy postaci i bardzo nierównomierne jego rozłożenie powoduje komunikatywny chaos. Jednolitość noweli źle w dodatku znosi granie na różnych tonacjach. Przestarzały już nieco przekład Iłłakowiczówny jest bardzo wyważony, poszczególne działania sceniczne szkodzą w jego odbiorze. Przedstawienie jest w dodatku po prostu nudne. Czacki, który dźwiga je na swoich barkach, wypada przeciętnie, chociaż wyraźnie robi wszystko, by widowisko udynamicznić. Monotonny jest Hamerski, pozwalający sobie jednak na zdrowy dystans do roli. Najlepszy jest Ruciński, bawiący się własną, niewielką partią tekstu. Z tym że to Wysockiej raczej zabrakło pomysłu na ciekawszą adaptację Buchnera.

Niewiele wynika z rozważań na temat roli artysty. Nie jest to ciekawie wyłożone, ramy szaleństwa, w jakich porusza się Lenz, nie intrygują, nie zmuszają nawet do współczucia. Wyraźne nawiązania do wcześniejszego ,,Kaspara” pokazują wtórność skojarzeń. Figura odrzuconego, oszalałego twórcy jest ograna na wszelkie możliwe sposoby, stąd ,,Lenz” jest wyważaniem otwartych drzwi. Wykład reżyserki staje się więc po prostu łopatologiczny. Niedostatek środków formalnych pokazał całe niedopracowanie intelektualnego pola przedstawienia.

Szymon Spichalski
Teatr dla Was
20 lutego 2012

Książka tygodnia

Tajemnicze dziecko
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann (Ernst Theodor Amadeus Hoffmann)

Trailer tygodnia

Miłość do trzech pomar...
Zbigniew Głowacki