Romeo i Julia na trawce

"Romeo i Julia" - reż: Krzysztof Babicki - Teatr Śląski w Katowicach

Jedna z najsłynniejszych historii miłosnych - "Romeo i Julia" Williama Szekspira jest prezentowany na deskach Teatru Śląskiego w Katowicach. Cóż, mimo niegasnącej popularności sztuk Stratfordczyka, wciąż trudno jest się zmagać z jego geniuszem.

I co tu począć z tą wielką miłością? Zdaje się, że problem ten dotyczył nie tylko bohaterów spektaklu, lecz również jego twórców. Wszak wiadomo, że klasykę gra się inaczej niż współczesne dzieła. Chyba, że reżyser ewidentnie zdecyduje się na prowokację. Niestety Krzysztof Babicki tego kroku nie zrobił. Co, w konsekwencji, zaowocowało ładnymi lecz kompletnie pozbawionymi emocji obrazkami na scenie.

Gdyby tak przewrotnie zacząć oglądać spektakl od końca okaże się, że rodzice zakochanej pary w ogóle nie rozpaczali po stracie swoich dzieci. Mało tego, przez całe przedstawienie zdawali się być nieobecni, pojawiali się jak mary, żeby za chwilę pozostawić widza w oczekiwaniu na niewiadomo co. Jedynie wybuch gniewu Capulettiego na widomość o niezgodzie Julii na ślub z Parysem, był przejawem jakiejkolwiek emocjonalności, co na tle pozostałych scen znowu wydawało się zbyt mocnym uderzeniem.

Pomysł na wyścielenie całej powierzchni sceny murawą był całkiem ciekawy, bowiem łączyło się to z założeniem o dwóch zwaśnionych rodach, jako wrogach z przeciwnych drużyn piłkarskich. Jednak nawet w pojedynkach i spotkaniach przeciwników nie dało się odczuć ani krzty agresji. Aktorzy wyglądali na groźnych, ale nimi nie byli.

Taneczna scena balu, podczas którego Romeo (Michał Rolnicki) i Julia (Monika Buchowiec) zapoznają i zakochują się w sobie, niestety odstawała od reszty przedstawienia. Podobnie z resztą jak Piastunka (Alina Chechelska) i brat Wawrzyniec (Grzegorz Przybył), którzy byli najmocniejszymi elementami tej adaptacji, co udowodni (po raz kolejny) dając wspaniały pokaz swoich aktorskich umiejętności.

Trudno też nie wspomnieć o głównych bohaterach, którzy (jakby nie patrzeć) stali się niczemu winnymi ofiarami fabuły. Romeo z jednej strony kobieciarz, z drugiej oddany mąż i kochanek zdawał się być bardzo przekonujący. Julia również, jako niewinna i może lekko naiwna dziewczyna podołała przemianie z dziecka w kobietę. To są pozytywy tego spektaklu, w którym mimo wszystko dało się odczuć brak swoistego spoiwa i energii, która powodowała tymi jakże tragicznymi rodami.

Anna Broniszewska
Dziennik Teatralny Katowice
15 lutego 2010

Książka tygodnia

Trojanki Jana Klaty
Wydawnictwo Universitas
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia