"Romeo i Julia" w Teatrze Wielkim w Łodzi

"Romeo i Julia" - chor: Jerzy Makarowski - Teatr Wielki w Łodzi

Od 400 lat symbol miłości silniejszej niż życie. Szekspirowską historię Romea i Julii opowiedziano już na setki sposobów, ale nic nie odbierze jej emocjonalnej siły.

Premierę baletu "Romeo i Julia" Sergiusza Prokofiewa Teatr Wielki poprzedził konkursem na list do wiecznych kochanków z Werony. Nadeszła aż setka. I jeśli nawet autorzy (gimnazjaliści i licealiści) czasem lekko kpią czy banalizują, to uczuciom nie odbierają znaczenia i marzą, by kochać aż tak...

A na scenie inscenizator i autor choreografii Jerzy Makarowski w przejścia Romea i Julii wpisał los, czyniąc go osobą dramatu, animatorem zdarzeń. Gienadii Rybalchenko jako odpychające zewnętrznością Fatum pantomimicznie zarysowuje przebieg zdarzeń. Historia rodowych sporów Montecchich i Capulettich staje się tylko tłem. O tym, że trwa ostry konflikt, widowiskowo zaświadczają sceny szermierki rozgrywane bardziej jak na sportowej planszy, niż w zgodzie z baletowym układem i choreograficzną symetrią, a Romeo z Tybaltem (Witold Biegański) walczy na noże. Konfrontację dwóch światów zaznaczają też kolory przypisane wrogim sobie rodom - czerwień i zieleń (symbole tego, co wieczne: miłości i nadziei). Całość zbudowana została ze scen (fatum, ulica, bal, konflikty, wieczór miłosny, potępienie, ślub, śmierć) "zmontowanych" w filmowym stylu.

W tym zapisie wrażeń plastyka ma swój dramaturgiczny wymiar. Ryszard Kaja maluje historię Romea i Julii, którzy są i na zawsze pozostaną samą miłością. Czerń walczy z bielą, czerwień podkreśla emocje. Oprawa do sceny balkonowej jest jedną z najefektowniejszych i wspaniale wizyjnych. Bal z udziałem manekinów urasta do symbolu świata, w którym ponad wszystko liczy się dbałość o formy i konwencje. Widowisko robi wrażenie.

Sam taniec zaś, zespalający różne formy, pozostawia niedosyt. Więcej tu z teatru ruchu niż baletu. Tytułowej parze choreograf dał okazję pokazać, jak rodziła się więź i bliskość. Próżno jednak oczekiwać obrazów brawurowych, układów pomysłowych, efektownie ujawniających talent młodych tancerzy. A oboje, Julia Sadowska i Sergii Oberemok, popisali się elegancją ruchów, dramaturgicznym wyczuciem i aż chciało się, by mieli więcej szans do odkrycia swoich umiejętności w opowiadaniu tej niezniszczalnej historii, którą Makarowski wpisuje w efektowny świetlisty finał.

Kierownictwo muzyczne nad realizacją sprawował Tadeusz Kozłowski, ale choroba zdecydowała, że podczas sobotniego wieczoru mógł tylko usiąść na widowni. Za pulpitem dyrygenckim stanął Michał Kocimski. Dla młodego utalentowanego dyrygenta była to pierwsza premiera. Muzyka naładowana emocjami, zmieniająca nastroje, wysuwająca na pierwszy plan wciąż inną grupę instrumentów to wielkie (miejscami za wielkie) wyzwanie dla orkiestry i dyrygenta, co nie znaczy, że zabrakło jej klimatu budującego tę dramatyczną konfrontację miłości z wyrokami fatum.

Renata Sas
Express Ilustrowany
29 stycznia 2010

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...