Rozkosze kameleona

Jerzy Stuhr - sylwetka

Będziemy wystawiać nieśmiertelne, choć zapomniane drobiazgi z Czechowa: "Oświadczyny", "Niedźwiedź" i inne. Andrzej Domalik reżyseruje, gra Krysia, ja i Ignacy Gogolewski. To, co robimy, to jest zabawa teatrem. I tę zabawę chcemy ludziom pokazać - mówi JERZY STUHR przed premierą w Teatrze Polonia w Warszawie.

"Zwyczajni" ludzie zawsze zazdroszczą aktorom tego, że mogą oni przeżywać różne życia, ale nie na swoje konto, czyli bez odpowiedzialności. Dopiero na tzw. wyższym etapie spoglądania na aktorstwo widać, że odpowiedzialność jest, tyle że wobec tekstu, który się przekazuje, wobec interpretacji, do której można się posunąć. A ja myślę, że aktorom można zazdrościć umiejętności zabawy, zaczarowania, choć nie wiem, czy ktoś potrafi się teatrem bawić i czarować?

- Kto potrafi, ten potrafi. Współczesny teatr trochę o tej umiejętności zapomniał. Ja nadal jestem z teatru i sztuki transformacji, więc chętnie zmieniam swoją osobowość "podług okoliczności założonych" i jak mam szansę, to się bawię. Na zasadzie żartu podjąłem się teraz pracy z Krysią Jandą, w jej teatrze.

Będziemy wystawiać nieśmiertelne, choć zapomniane drobiazgi z Czechowa: "Oświadczyny", "Niedźwiedź" i inne. Andrzej Domalik reżyseruje, gra Krysia, ja i Ignacy Gogolewski. To, co robimy, to jest zabawa teatrem. I tę zabawę chcemy ludziom pokazać. Jak powiedziałem w Moskwie, że coś takiego robimy, to się natychmiast "uruchomili" i postanowili się w to włączyć. Pomysł jest więc taki, aby dwoje ich wielkich aktorów w teatrze gdzieś na Tagance zrobiło to samo i potem my zostaniemy tam zaproszeni i przedstawienia będą się odbywać tak, że najpierw oni oboje, potem my oboje, a potem Krysia Janda z rosyjskim partnerem, a potem ja

z rosyjską partnerką. Bez tłumaczenia, z własną interpretacją. I to może być ciekawe!

Kiedyś Tadeusz Łomnicki grał też tak na zmianę w "Karierze Artura Ui" w Petersburgu. A tu jeszcze dodatkowo jest Czechow - a to dla nich świętość! A u nas -zupełnie inaczej się to ocenia. Gdy Tadzio Nyczek robił ze mną rozmowę, to powiedział -co, te ramoty będziecie grać? A Jacek Sieradzki skomentował: nie szkoda panu czasu?

A ja uważam, że to będzie śmieszne. Wiem, że tekst musi we mnie wejść. Godziny muszę z nim spędzić, żeby we mnie wrósł, bo inaczej, to nie będzie śmieszne!

Dla nas teatr to ciągle jeszcze było i jest miejsce transformacji, a nie obnażania się. A więc chodzi o to, że to nie ja sam jestem najważniejszy, ale najważniejsze jest to, co potrafię wykreować. Z siebie, z obserwacji innych, z wyobraźni, a wszystko przy pomocy klasycznego tekstu, którego zawsze byłem tylko interpretatorem. Choć jesteśmy dopiero po czwartej próbie, to już na nas sprzedają bilety...

Maria Malatyńska
Polska Gazeta Krakowska
28 lutego 2011
Portrety
Jerzy Stuhr

Książka tygodnia

Aktorki. Odkrycia
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

13. Międzynarodowy Fes...
Małgorzata Langier