Różne myśli o „Klątwie"

"Klątwa" - reż. Oliver Frljić - Teatr Powszechny w Warszawie

Jednak niestety nie. Doceniam w tym przedstawieniu intencje, które za nim stoją, emocje, które chce sprowokować, pewnego rodzaju odwagę, zdolność twórców do autoironii, zaangażowanie aktorów – ale nie potrafiłem patrzeć na spektakl w Powszechnym inaczej, jak na kabaret. Momentami bardzo śmieszny, momentami trafiający w czułe punkty, ale jednak przekaz został sformułowany bardzo grubymi środkami.

Pytanie: może dzisiaj nie da się już inaczej? Może tylko taki radykalizm, jak się okazuje, elektryzuje ludzi? Świadczyłoby to jednak dość marnie o naszej zdolności tworzenia i odbioru kultury. Na subtelności nie ma już miejsca.

Czy spektakl obraża tzw. uczucia religijne? Wobec takiego pytania człowiek jest bezradny, bo jeśli je traktować serio, to jak na nie obiektywnie odpowiedzieć? Moich nie obraża, choć jestem katolikiem, nie nazbyt może gorliwym, ale nie wypierającym się wiary. Mogę jedynie za ks. Tischnerem powiedzieć, że jak słabe muszą to być uczucia, skoro łatwo dają się obrazić. Ale oczywiście w tej kwestii nie o tzw. prawdę procesową chodzi, tylko o oręż w walce o całkiem inne sprawy. W tym sensie Klątwa w Powszechnym i histeria przez nią wywołana wpisuje się w wojnę polityczno-ideologiczną, która trwa u nas od lat, a w ostatnim czasie jeszcze bardziej się nasila. Wojna ma swoje wojska. Jedno stało wczoraj przed teatrem, z modłami na ustach (czasami jego przedstawiciele wchodzili do foyer i wygłaszali do nas, oczekujących na spektakl, różne przemowy). Drugie wojsko zasiadło na widowni, żywo reagowało na to, co padało ze sceny, a po zakończeniu przedstawienia natychmiast poderwało się do frenetycznych braw. Na miejscu tych, których Klątwa oburza, zastanowiłbym się, dlaczego u innych wywołuje tak silny pozytywny odbiór? Dlaczego sprawia on wrażenie, jakby był czegoś odreagowaniem?

Bodaj Julia Wyszyńska mówi w swoim monologu, że to, co aktorzy robią na scenie jest fikcją. Trochę to wygląda tak, jakby wszelkie czynione przez nich prowokacje były skonsultowane z prawnikiem. Jakby z góry zabezpieczono się na wiadomy wypadek. Ale jeśli twórcy cały czas mrugają do nas okiem: to wszystko, co widzicie, nie jest do końca prawdą, to co właściwie jest prawdą w tym spektaklu? Tych kilka słusznych skądinąd haseł o prawach kobiet, o zbrodniach pedofilii w Kościele? Trochę mało. A w każdym razie niezbyt głęboko. Wyznania aktorów, wygłaszane pod nazwiskiem, o ich doświadczeniach z księżmi-pedofilami brzmią tylko jak komunikaty, które pozostawiają wątpliwości: prawda – nieprawda?

Zastanawiam się, czysto teoretycznie, czy gdyby reżyser przedstawienia nie szukał inspiracji do zrobienia Klątwy u Brechta, a jednak spróbował zawierzyć tekstowi Wyspiańskiego (wiem, wiem, to w przypadku Olivera Frljicia niemożliwe), to czy nie osiągnąłby równie mocnego efektu? Bo u Wyspiańskiego wszystko jest, i krytyka Kościoła, i krytyka społeczna, ale jest jeszcze coś, czego w spektaklu w Powszechnym nie ma: tragedia jednostki. A ona zawsze najsilniej działa.

W finale spektaklu ścinany jest krzyż. Powiem szczerze, że większe wrażenie na mnie robi rozlegający się teraz zewsząd hałas pił, które obalają kolejne drzewa. To jest prawdziwe zło.

Twórcy Klątwy mówią: to tylko fikcja. Histeria wywołana przez spektakl ma wszelkie cechy rytuału, który odbywa się u nas nie pierwszy raz. Ale nie wszystko tutaj jest teatrem. Pozbawienie pracy mojej koleżanki z TVP Kultura w związku z materiałem o premierze w Powszechnym stało się naprawdę. I to niestety nie jest śmieszne.

 

Wojciech Majcherek
Nie tylko o teatrze - Blog Wojciecha Majcherka
3 marca 2017
Portrety
Oliver Frljić

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...