Rozważny i romantyczny

Koncert symfoniczny - Opera i Filharmonia Podlaska w Białymstoku

Haydn to rozsądek, pogoda ducha i poczucie humoru, a Rachmaninow uczuciowość, melancholia i dramatyzm. W naturze razem nie występują, chyba, że Filharmonii Podlaskiej.

Wolę tego rozważnego. Nie miał łatwego życia - dzieciństwo to forsowna nauka i „więcej chłosty niż jedzenia”, dorosłość to ciężka praca dla węgierskiego arystokraty księcia Miklosa Esterházego i uzależnienie od protektora. A mimo to Joseph Haydn potrafił zachować radość i cudowną umiejętność żartowania nawet z przykrych zdarzeń. Gdy książę w przystępie złego humoru postanowił rozwiązać całą orkiestrę,  jej kierownik skomentował to pisząc „Symfonię Pożegnalną” z zaskakującym finałem. Poszczególne instrumenty po kolei cichły, a muzycy opuszczali scenę, gasząc wcześniej świece przy pulpitach, co tak rozbawiło Esterházego, że postanowił orkiestrę jednak dalej utrzymywać. Co cenniejsze, Haydn potrafił tę pogodę ducha zachować do końca życia, żartując nawet z pogłosek o swojej śmierci i planowanych w Paryżu koncertach ku czci szacownego nieboszczyka. Zaproponował, że osobiście poprowadzi „Requiem” Mozarta, którym paryżanie chcieli się z Haydnem pożegnać, a potem jeszcze cztery lata kazał żałobnikom na siebie czekać.

Symfonię koncertującą B-dur na obój, skrzypce i wiolonczelę skomponował w 1791 roku w Londynie, dla przyjaciół muzyków. To był dla niego dobry czas. Haydn miał prawie 60 lat i zaczynał pisać swoje najważniejsze utwory, co w czasach przesuwającego się wciąż wieku emerytalnego brzmi bardziej niż optymistycznie. Poza tym symfonie koncertujące to znakomity XVIII-wieczny wynalazek, który daje jednocześnie zatrudnienie i orkiestrze, i solistom, a słuchaczom nie przysparza zbędnych trosk, bo tonacja mollowa zdarza się rzadko. Mają być szczęśliwi, co zresztą wielbicielom Haydna przychodzi zwykle bez trudności, a nawet… niechcący.

Podobno po londyńskim koncercie Haydna, gdy zachwycona publiczność zerwała się z miejsc i otoczyła estradę, na ziemię runął olbrzymi żyrandol, zawieszony pod sufitem. Ponieważ jednak słuchacze opuścili już swoje miejsca, nikomu nic się nie stało. A Haydn, rozładowując przerażenie, zażartował: - Proszę państwa, a więc moja muzyka na coś się jednak przydała – ocaliła życie kilkunastu ludziom...

Całej reszcie daje radość, o czym Haydn marzył, zdradzając się zresztą z tym pragnieniem w liście do wielbicieli w Bergen: „Często, gdy walczyłem z różnego rodzaju przeciwnościami przeszkadzającymi mi w pracy, często gdy słabły moje siły czy to fizyczne, czy umysłowe, i gdy miałem trudności w wytrwałym kroczeniu po drodze, na którą wszedłem, coś tajemniczego szeptało mi: - Jest na tym padole niewielu zadowolonych i szczęśliwych, wszędzie panuje smutek i troska, być może pewnego dnia twoja praca stanie się źródłem, z którego zmęczeni czy przygnębieni kłopotami ludzie będą mogli zaczerpnąć parę chwil odpoczynku i pokrzepienia”.

A jak już zaczerpną, będą mogli zmierzyć się z melancholią słowiańskiej duszy czyli II Symfonią e-moll op. 27 Siergieja Rachmaninowa, dedykowaną jego nauczycielowi, Siergiejowi Taniejewowi. Emocjonalny dramat łatwiej znieść, jeśli rozpacza mistrz, a II Symfonia  jest skrojona po mistrzowsku: kompozytor wykorzystuje starorosyjskie śpiewy obrzędowe i cerkiewne, zachwyca słuchaczy bogactwem melodii i epickim stylem narracji.
Orkiestra Opery i Filharmonii Podlaskiej pod batutą Wojciecha Rajskiego będzie miała szansę, by zerwać słuchaczy z foteli i zgromadzić ich wokół estrady. A ci, którzy nie zechcą okazywać entuzjazmu, niech uważnie patrzą w górę i niech pamiętają, że muzyka ratuje życie.         

Beata Maciejewska
Materiały OiFP
12 kwietnia 2012

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...