Rynsztok i odraza

"Neron" - reż. Wiktor Rubin - Teatr Powszechny w Warszawie

Nie zamierzałam pisać o spektaklu "Neron" w reżyserii Wiktora Rubina w warszawskim Teatrze Powszechnym (głównie znanym z "Klątwy"), ponieważ to, co obejrzałam, w żaden sposób nie mieści się w kategorii teatr. Propagowanie zboczeń w obrzydliwych scenach tzw. twardej pornografii oraz aktywne wciąganie w to publiczności siedzącej na widowni to przecież nie domena sztuki teatru, lecz domów publicznych. A już manipulowanie widzem w tak ohydnej sprawie domaga się natychmiastowej interwencji prokuratury.

Postanowiłam jednak temat podjąć, albowiem ostatnie doniesienia prasowe poinformowały, iż Sąd Okręgowy w Słupsku oddalił wnioski o wstrzymanie bluźnierczej, pornograficznej "Klątwy", która budzi silny sprzeciw ogromnej części polskiego społeczeństwa. Chodzi o gościnny występ Teatru Powszechnego właśnie z "Klątwą" w Nowym Teatrze im. Witkacego w Słupsku w ramach festiwalu Scena Wolności. To, że prezydent Słupska Robert Biedroń - który z tej racji, że jako prezydent Słupska jest organizatorem teatru, finansuje go i tym samym sprawuje nad tą instytucją nadzór - nie ma nic przeciwko prezentacji "Klątwy" w zarządzanym przez niego mieście, nie powinno nikogo dziwić. Ale przecież Słupsk nie jest jego prywatnym kondominium. Miasto zamieszkują też Polacy, katolicy, ludzie, dla których wartości podstawowe są najpierwsze. Rodziny wychowujące dzieci w duchu właśnie tychże wartości. Tymczasem, jak widzimy, Biedroń zawłaszcza sobie miasto, dopuszczając do propagowania w ten sposób wyniszczającej człowieka lewackiej ideologii.

A cóż można powiedzieć o postaci dyrektora Nowego Teatru im. Witkacego w Słupsku Dominika Nowaka, który takie bagno antyartystyczne w postaci bluźnierczej "Klątwy" zaprasza na festiwal? I to mimo sprzeciwu mieszkańców miasta, którego Ojciec Święty Jan Paweł II jest przecież honorowym obywatelem. Mało tego, dzieje się to w roku Wielkiego Jubileuszu, roku stulecia odzyskania niepodległości przez naszą Ojczyznę.

Pornografia na koszt podatnika

Wracając zaś do spektaklu "Neron", można najkrócej powiedzieć, iż jest to próba "przebicia" pod względem perwersji, wyuzdania, promocji zboczenia spektaklu Olivera Frljicia "Klątwa". Zatem nasilenie obscenów, obnażanie się aktorów i paradowanie po scenie niczym na wybiegu mody. Ogrywanie dolnych fragmentów ciała z silnym eksponowaniem części intymnych, łącznie z masturbacją na żywo i narzuconym przez aktorów uczestnictwem w tym widzów. Swoją drogą, moje ogromne zdziwienie budzi brak zdecydowanej reakcji sprzeciwu ze strony publiczności. Choćby w takiej scenie, gdzie aktor - w ramach łamania przedziału między sceną i widownią - zaprasza do współuczestnictwa dziewczynę z widowni, jakoby do masażu. Ona, nieświadoma (tak myślę), kładzie się na leżance, po czym aktor rozbiera się do naga i kładzie się na nią. Patrzę na reakcję chłopaka, z którym przyszła (siedzi tuż przede mną) - reakcja żadna. To znaczy śmieje się, pewnie uważa, że to świetna zabawa.

Nie wspomnę już o krzyżach na scenie i zawieszaniu się na nich widzów, co ma charakter prześmiewczy i szyderczy. Tak jak parodia "ślubu", którego udziela Neron trzem osobom, wstępującym w "łańcuch małżeński trójosobowy", gdzie następuje pomieszanie płci itd., itd.

O stronie artystycznej nie ma co wspominać, bo taka tu nie istnieje. Aktorzy pławią się wręcz w zadaniach narzuconych im przez reżysera, błąkają się po scenie, patrzą na widzów, szukając w nich sprzymierzeńców swego patologicznego zachowania. Dość wymienić Michała Czachora w roli Nerona czy awansowaną na naczelną aktorkę Teatru Powszechnego (po słynnej pornograficznej scenie z figurą Papieża Jana Pawła II w "Klątwie") Julię Wyszyńską (obsadzana prawie w każdej premierze Powszechnego). Próżno by mówić o budowaniu ról, transformacji postaci. Czy ci aktorzy mają jakiekolwiek pojęcie, co to oznacza? Myślę, że prawdziwe aktorstwo jest im niedostępne ani intelektualnie, ani warsztatowo. Tak uważam na przykładzie spektakli Teatru Powszechnego, w których grają. To znaczy, w których skandalizują, bo tylko w takich rolach ich widuję. Zresztą, Teatr Powszechny pod dyrekcją Pawła Łysaka gra już tylko spektakle na wzór "Klątwy".

Co jeszcze powinno się zdarzyć w tym paskudnym teatrze, aby wreszcie minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński skutecznie zainteresował się tą placówką. Na władze Warszawy w obecnym składzie nie ma co liczyć. Finansują ten teatr i bronią dyrektora tego przybytku jak niemal własnego życia. A przecież nazywanie tego miejsca teatrem jest już tylko nazwą z szyldu.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
17 września 2018
Portrety
Wiktor Rubin

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...