Rzecz o dobrych Polakach

„Sprawiedliwi. Historia rodziny Ulmów" - reż. Beniamin M. Bukowski - Teatr W. Siemaszkowej w Rzeszowie

Słowo sprawiedliwi w tytule sztuki o ratującej Żydów za niemieckiej okupacji podczas drugiej wojny światowej rodzinie Ulmów z Markowej spod Rzeszowa ma uzasadnienie niejasne. W istocie chodzi o niezachwianą moralność, uczciwość, bezinteresowność i krystaliczną szlachetność. Cechy człowieka z natury wydaje się, że oczywiste, jednak w praktyce życia rzadkie.

Niełatwo mówić bez patosu o ludziach zdobywających się na czyny wyjątkowe. Tym trudniej, że my Polacy mamy patos we krwi. A przyzwyczaiła nas do jego nadużywania cała nasza obolała historia i służąca jej bezkrytycznie literatura. O czynie Józefa i Wiktorii Ulmów z Markowej polegającym na przechowywaniu w swoim domu i utrzymywaniu przy życiu przez kilka lat każdego dnia z narażeniem własnego życia skazanych na śmierć przez niemieckiego okupanta Żydów, tylko dlatego, że byli Żydami, na pewno łatwo jest mówić patetycznie.

Młodemu autorowi scenariusza spektaklu i reżyserowi Bukowskiemu udało się tego uniknąć. Podjął temat trudny i skomplikowany, realizując przedstawienie kameralne - zgrabnie, delikatnie, z subtelnym wyczuciem. Nie do podobania się i przeżywania estetycznego, raczej uruchamiające emocje i potrzebę refleksji o tym, na co, na jakie czyny szlachetne potrafi zdobyć się człowiek, jeśli chce. A w podtekście, jaki jest, kim współcześnie bywa często, tak globalnie, jak na długość ręki. Bukowski otwiera dyskusję - o chęci i nie chęci człowieka do bycia moralnym. Czy one są w nas, czy też bardziej stymuluje je otoczenie. A jeśli tak, to jak bardzo się człowiek sam zapętlił. Bo otoczenie przecież, to nic innego jak ludzka zbiorowość. Czy tylko warunki ekstremalne są w stanie uruchomić w nas te głębsze pokłady moralne? Skądinąd dane nam i przynależne naturalnie.

Spektakl toczy się wolno i refleksyjnie. Zdecydowanie lepsze są sceny dialogowe, jednoosobowe chwilami są manieryczne i deklamatorskie. Bukowski ma silne oparcie w aktorach - Justynie Król, Małgorzacie Pruchnik-Chołka, Waldemarze Czyszaku, Pawle Gładysiu i Robercie Żurku oraz oszczędnej, zamierzenie ubogiej i siermiężnej scenografii Katarzyny Stochalskiej. Aktorzy tworzą postacie nasycone prawdą. Wrażenie robi scena spożywania chleba co do okruszyny przez wygłodniałego człowieka zagrana przez Waldemara Czyszaka. A także robienia zdjęć, także widzom, starym aparatem przez grającego wiejskiego fotografa Józefa Ulmę – Roberta Żurka, sugerująca ponadczasowy współudział nas widzów w opowiadanej historii. Może też wymuszająca mentalne opowiedzenie się po której stronie moralnie stajemy, pomocy czy bezczynności. W tej sprawie, i w każdej innej, podobnej.

Spektaklem Bukowskiego, kto wie, czy nie otwiera się przestrzeń do ważnego i ciekawego zagospodarowania szerzej przez nasze lokalne teatry zawiłą i skomplikowaną problematyką relacji polsko - żydowskich. Także tuż zaraz po wybuchu drugiej wojny światowej, upadku państwa polskiego, wkroczeniu Niemców, którzy jeszcze nie zajęli terenów całej Polski. Zdarzenia jakie zaistniały wtedy w wymiarze polsko - żydowskim w niektórych środowiskach są do dzisiaj plamą na polskim honorze. Tak samo jak na honorze żydowskim udział funkcjonariuszy stalinowskiego bezpieczeństwa pochodzenia żydowskiego w niszczeniu Polaków po wojnie.

Historie rodzin, jak Ulmowie z Markowej, są świetlaną, chociaż prawdziwą, skromną cząstką relacji i wydarzeń, których skomplikowanie stawia przed teatrem wyzwania na miarę greckiej tragedii.

Andrzej Piątek
Dziennik Teatralny Rzeszów
24 października 2018

Książka tygodnia

Wybór poezji
Wydawnictwo Ossolineum
Zbigniew Herbert

Trailer tygodnia

Wiele demonów
Jacek Gomb