Rzecz o toksycznych relacjach

"Od -18° W Białymstoku do -7° w Trójmieście" - Teatr TrzyRzecze w Białymstoku

Na deskach TrzyRzecza dramat o potrzebie przecięcia pępowiny. Tej metaforycznej, a tak prawdziwej. Czy się uda? Tekst powstawał bardzo długo - mówi Anna Marta Pawłowicz, autorka sztuki "Od -18° w Białymstoku do -7° w Trójmieście" w Gazecie Współczesnej.

- Jest o odcięciu pępowiny od dziwnych i toksycznych relacji w życiu, od przeszłości. 0 potrzebie dorośnięcia poprzez "odpępowienie". I o tym, jaki nas wtedy ogarnia strach.

Ania dodaje, że to też rzecz o wyjściu z miejsc i sytuacji, które się bardzo dobrze zna i dlatego nie chce się ich opuszczać. Nieważne, czy to będzie relacja rodzinna, czy miasto, w którym się żyje, w którym się dorastało, w którym się zna każdy kąt. O potrzebie zmiany, która nie jest podyktowana żadną konkretną wizją. I o strachu przed jakąkolwiek zmianą. Na pierwszym planie opowieści jest Białystok - miasto, w którym młodzi ludzie marzą o wyjeździe do Warszawy, albo Londynu. Gdzieś, gdzie według nich będą mieli szansę na karierę. Większość z nich tylko mówi, ale nigdy nie wyjeżdża.

Napisana poetyckim językiem opowieść składa się z szeregu scen o charakterze snu. Nic tu nie jest naprawdę, obracamy się w sferze symbolu i metafory. Akcja dzieje się w przedziale pociągu oraz w wielu innych miejscach, które tymi miejscami nie są.

To wszystko zobaczyć będzie można w białostockim Teatrze

TrzyRzecze (ul. Młynowa 19) w sobotę i niedzielę o godz. 19.

- Ten tekst dorastał we mnie przez długi czas - twierdzi Anna. - Miałam akurat w tym momencie życia właśnie to do powiedzenia. Nie potrafiłabym napisać tekstu o rasizmie czy o sytuacji na Ukrainie, bo to mnie nie dotyczy. Być może to ja jestem tą dziewczyną, która chce wyjechać? Tego nie zdradzę. Wiadomo jednak, że w każdym tekście jest trochę z autora. Ale nie jest to w żadnym razie moja autobiografia. A co do moich bohaterów, to chyba nie znam ich dobrze. Cały czas ich poznaję i przekonuję, czy w ogóle ich lubię.

Na scenie zobaczymy dwójkę aktorów: ją (Agnieszka Findysz) i jego (Krzysztof Koła). W roli epizodycznej pojawi się też Paweł Rutkowski. Nie mają imion, niewiele o nich wiemy. I może właśnie dlatego każdy z nas będzie w nich mógł odnaleźć cząstkę siebie.

Adaptacją tekstu i reżyserią zajął się Konrad Dułkowski, a o warstwę muzyczną zadbała Natasza Topor. Na żywo zagra zespół, w skład którego poza Nataszą wchodzą Krzysztof Ostasz i Zbyszek Rusiłowicz.

- Moja bohaterka to zagubiona młoda dziewczyna, która staje przed możliwością wyjazdu z rodzinnego miasta - mówi Agnieszka Findysz. - Na jej drodze stają relacje z rodzicami, z których nie może się wyplątać. Te relacje są toksyczne. Dziewczyna boi się stanąć twarzą w twarz ze swoimi problemami. Próby ich rozwiązania pojawiają się jedynie w jej głowie. Tak jak większość z nas mówi, że wyjedzie, że coś zrobi, a jednak trwa w chorych relacjach. To zmusza do zastanowienia się nad pytaniem, czy marzenia mają szansę się spełnić?

- Mój bohater to mężczyzna samotny, którzy poszukuje w życiu szczęścia i miłości - dodaje Krzysztof Koła. - I w naszych ciężkich, współczesnych czasach nie może tego szczęścia znaleźć. Myślę, że dzieje się tak dlatego, że nie dorósł do prawdziwej miłości.

Pieczę nad całością spektaklu trzyma Konrad Dułkowski, dyrektor artystyczny TrzyRzecza, a zarazem reżyser.

- Tak samo jak trzeba odejść od matki, przestać trzymać się kurczowo jej spódnicy, tak samo trzeba w pewnym momencie zerwać z miejscem, w którym wydaje się, że jesteśmy bezpieczni -zapewnia Dułkowski. - Bezpieczeństwo nie jest najwyższą wartością. Czasami po to, żeby żyć pełnią życia, trzeba się oderwać. Przeciąć pępowinę, zaryzykować. Niektórzy wygrywają, niektórzy nie. Ważne, żeby spróbować.

Bilety można rezerwować na stronie www.trzyrzecze.pl.

Urszula Krutul
Gazeta Współczesna
25 stycznia 2014

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia