Rzeczywistość to ból, ideał to sen

"Mefistofeles" - reż. Tomasz Konina - Opera Krakowska w Krakowie

Motyw bohatera, którego wygórowane ambicje zaspokojone zostać mogą tylko przez siły nadnaturalne był wielokrotnie powtarzany, odtwarzany i odnawiany na scenach teatrów i oper, jak również na ekranach, tych większych i mniejszych. W „Mefistofelesie" w reżyserii Tomasza Koniny okrutny zakład o duszę alchemika, chociaż jest głównym wątkiem opowieści, blednie w konfrontacji z dramatem innej postaci – Małgorzaty. Zaskakuje fakt, że to właśnie nieszczęście niewinnej jednostki – tak niepozornie prezentujące się na tle silnych postaciami Fausta i Mefistofelesa – wywołuje u odbiorcy największe wzruszenie.

Początek przedstawienia utrzymywany jest w subtelnie żartobliwym tonie. Oto wytworny elegant podnosi się z miejsca na widowni i pewnym siebie krokiem zmierza w kierunku sceny. Zanim otoczony anielskimi zastępami rzuci wyzwanie Bogu, potyka się o niedoskonałości podłogi, kwitując sytuację zniecierpliwionym prychnięciem. Mefistofeles w tej historii pełni rolę przewodnika Fausta, który jednak niedługo po zawarciu umowy atrybuty wytwornego mężczyzny zamienia na kaptur ponurego mnicha. Szatan lawiruje między tymi dwoma wizerunkami – przyjacielskiego doradcy i króla piekieł – a każda zmiana pociąga za sobą zmianę scenerii.

Inscenizacyjna moc przedstawienia opiera się na zabiegach świetlnych i ruchach komponentów sceny. Efekty pracy inscenizatorów oraz scenografów podkreślają moc muzycznej kompozycji Arrigo Boito. Wizualne szaleństwa doskonale dopełniają obraz walki Fausta z diabelskimi sztuczkami, jednak największe emocje zdaje się wywoływać postać Małgorzaty. Skupia na sobie uwagę do tego stopnia, że oczekiwanie na sławne słowa „Chwilo, trwaj wiecznie" stopniowo się zmniejsza. To głównie za sprawą tej bohaterki pierwsza część sztuki, będąca swoistym wprowadzeniem i zawiązaniem akcji, niesie ze sobą dużo mniejszy ładunek emocjonalny niż część druga, podczas której miejsce ma m.in. monolog Małgorzaty. Jej zagubienie, ból spowodowany śmiercią matki i dziecka, świadomość bycia potępioną na wieki ubrane zostają w formę przejmującej muzycznej aranżacji. Nawet poruszające się nad głową kobiety wahadło, będące w rzeczywistości zawieszonym podestem sceny, jakby dla żartu wprawionym przez Mefistofelesa w ruch, zyskuje tu symboliczny wymiar. Coraz wolniejsze ruchy unoszącej się nad bohaterką konstrukcji zdają się być przełożeniem coraz wolniejszego bicia serca Małgorzaty, gasnącej nadziei i niknącej żywotnej siły. Jej dramatyczne położenie wzmaga fakt, że osadzenie w gruncie rzeczy niewinnej dziewczyny w piekielnej scenerii wydaje się być tak samo nieadekwatne, jak bluźniercze wręcz naruszenie przez Mefista sakralnej przestrzeni na początku opery, gdy stojąc pod świetlnym krucyfiksem rzuca wyzwanie Bogu.

„Mefistofeles" w reżyserii Tomasza Koniny z jednej strony zachwyca partiami solowymi, z drugiej hipnotyzuje scenami zbiorowymi – to majestatycznym i statycznym anielskim chórem, to znowu histerycznymi ruchami czarownic podczas Nocy Walpurgi. Niepotrzebnie wprowadzono jednak zabiegi inscenizacyjne mające uwspółcześnić fabułę. Helena zostaje przedstawiona jako filmowa gwiazda, otoczona błyskiem fleszy. W tle widoczna jest również sylwetka tajemniczego ochroniarza w ciemnych okularach. Eklektyczny charakter końcowych scen zapewne miał wprowadzić powiew świeżości i przyciągnąć uwagę widza. Wprowadzony za późno i bez wcześniejszej zapowiedzi, okazał się dość siermiężnym i niewpisującym się w resztę sztuki elementem. Na szczęście Małgorzata zaznacza swoją obecność nawet wtedy, gdy scena wypełniona jest przez paparazzi, a Helena pozuje do zdjęć. Jej umarłe ciało spoczywa na niższej kondygnacji sceny. Na tle grupy poruszonych ludzi zdaje się być jedynie niknącym echem przeszłych wydarzeń i jednocześnie zwiastunem nadchodzących, jakby przewidując przyszłe słowa Fausta „rzeczywistość to ból, ideał to sen".

Monika Boguska
Dziennik Teatralny Kraków
22 października 2014

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia