Salonowa draka

"Lekkomyślna siostra" - reż: Agnieszka Glińska - Teatr Narodowy

Zapala się światło w salonie i gosposia froterując podłogę wnosi list od Marii. Te prześmieszne, groteskowe ruchy sugerują, że będziemy oglądać parodię domu i rodziny. Agnieszka Glińska z "Lekkomyślnej siostry" Perzyńskiego uczyniła majstersztyk złośliwej komedii.

Zajrzyjmy do wnętrza Henryka Topolskiego zirytował list, bo jego siostra wprost z objęć wiedeńskiego kochanka wraca do Warszawy do domu. Na głos męża pojawia się Helena, wychodzi z cienią bo żyje w cieniu mężczyzny, ale umie skutecznie zmanipulować całą rodzinę jak wszystkie Żabusie i Koteczki. W tej inscenizacji nie jest to przedwczorajszy typ kobieciątka, jakich już dawno nie ma Agnieszka Glińska mierzy w twoje i moje hipokryzję, egoizm, głupstwo. Osadza Topolskich w czasach, gdy Gombrowicz demaskował pretensjonalność Młodziaków. I układa pamflet na salon warszawski. 

W dyskusyjnym w swojej epoce utworze Perzyński celując w kołtuna strzelał w cary system dławiący wszelkie swobody życiowe. Zdaniem czujnego świadka epoki Boya, dramaty takie jak "Lekkomyślna siostra" i "Moralność pani Dulskiej" to była nadliteratura, "to w swoim czasie były czyny", wspominał tamte lata w recenzji, bo wspierały rewolucję obyczajową i prawną. Późniejsze zmiany stylu życia osłabiły tę moc. I sam Boy w międzywojniu, a po wojnie Jan Kott widzieli u Perzyńskiego różne anachronizmy i przekornie bronili mieszczucha przed lekkomyślną siostrą. Dziś salon to metafora. U Agnieszki Glińskiej to pretekst dla krytyki wartości, dla wypominania naszych wad. 

Wszyscy załgani i skłamani, przekłamani na wylot. Począwszy od Heleny, która gładko obdziela frazesem kobiety bez skazy zarówno męża, jak kochanka Ewa Konstancja Bułhak w grze niezmiernie intensywnej, gęstej, skoncentrowanej na wypowiedzeniu żongluje filozofią moralnej niemoralności i tworzy arcydzieło mentalności psychicznej mątwy. Cudowny egzemplarz bez mózgu i serca Tacy sami są pozostali Zarówno filister doskonały Krzysztofa Stelmaszyka, czyli naiwny mąż, jak i żigolak Piotra Grabowskiego, sercowy łajdaczyna żyjący z kobiet. Bubek salonowy Pawła Paprockiego polujący na posag odpowiednio duży, by pokryć jego długi karciane. I gąska Ada, w której Patrycja Soliman odsłania budzenie się zmysłów w atmosferze dulszczyzny tak, że nie sposób się nie śmiać. Pomiędzy nimi krąży gosposia, prześmieszna w niemych pantomimach Wiesława Niemyska, wszystko widzi, ale język trzyma za zębami, okaz kołtuńskiej edukacji. 

Są płascy i płytcy duchowo. A wszystko to w najlepszym stylu. Wśród ludzi z towarzystwa, obytych, inteligentnych, ciągle podczytujących książki. Aktorzy obnażają ich wątpliwą elegancję, cary ten kicz salonowy, tandetny trójkąt małżeński, podłotę, pazerność, okrucieństwo. To kruki polujące na ochłap pospolitego życia W pewnym momencie Helena, rozerotyzowana kocica, miauczy przywabiając kochanka Ten obraz może być odczytany jako metafora animalna zawieszona nad całym spektaklem, w niej zaszyfrowany jest osobisty stosunek realizatorów, drwina i pogarda dla tych wszystkożernych ludzkich zwierząt. 

Wszyscy mają gęby pełne frazesów na temat rodziny, godności, miłości, nawet kraju. Ib ochronna powłoka dla instynktów i pieniądza. Jesteśmy dobrzy na tyle, na ile to się zgadza z naszym interesem. To wiemy. Ale reżyserka chce pokazać coś więcej. Każe nam wsłuchać się w dykcję codzienności, wybrzmiewąją tu wszystkie zafałszowania, miny i gęby. Obserwujemy, jak postaci omotują się pojęciowo, w tych gębach ginie cały uroczysty wymiar egzystencji. 

Maria pokazana jest zadziornie wobec tradycji Sprawdźmy u Boya, pisał, że to bardziej literacki "odczynnik" niż żywa figura Czyli dusza z papieru wymyślona dla przeprowadzenia krytyki znienawidzonego mieszczucha. Zaś Jan Kott oglądał jakąś istotę poważną, szlachetną i nieszczęśliwą. Maria Agnieszki Glińskiej przynależy do komedii, bo ma duszę z Topolskich. Wcale nie jest sentymentalna, nie szuka pokuty za wiedeńskie dzieje grzechu. A gdy prosi brata o załatwienie pracy, to ma świadomość, co to znaczy w Warszawie. Rola przetkana krytyką współczesności Ta siostra nowocześnie odczytana jako egocentryczna kobieta w pogoni za pełnią życia nie wie, kim jest, nie zna samej siebie. Jest lekkomyślna Krzywda jej synka i szlachetnego męża Władysława - Zbigniewa Zamachowskiego - demaskuje kamienne serca całej rodziny. 

Topolscy to salon, do którego nie chcemy się przyznać. W nim przeglądają się twoja i moja gęby. Reżyserka "Lekkomyślnej siostry" wywołuje śmiech, by rozmawiać poważnie. Nie kryje nienawiści do sfilistrzenia, oskarża salon warszawski, zarzuca- nam brak litości dla ludzkiej łzy. Swój prawdziwie własny komentarz dopisuje w śmieszno ponurym finale. W groteskowej paraboli z czarnym humorem, z wisielczym dysonansem, z ludzkimi kukłami wkręconymi w błędne koło dulszczyzny. Agnieszka Glińska kończy spektakl skrzywieniem ust - w nim gorycz i szyderstwo. Wyznaje, z tragifarsy kołtuńskiej można uciec w śmierć, ale nie sposób jej przeciwdziałać. Jakże polscy Topolscy trzymają się mocno.

Barbara Hirsz
Trybuna
30 października 2009

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia