Sama przeciwko ciszy

"Pani z Birmy" - reż: Anna Smolar - Teatr Polonia

Anna Smolar na scenie Teatru Polonia przedstawiła historię birmańskiej opozycjonistki Aung San Suu Kyi jak dobry reportaż. Materiały dokumentalne, kontrapunktowane obecnością na scenie Grażyny Barszczewskiej, tworzą wielopoziomową opowieść o walce jednostki przeciwko reżimowi.

Gdyby spytać przeciętnego widza serwisów informacyjnych, w jakim rejonie odbyła się masakra, którą przed chwilą oglądał w telewizji, pewnie by się zawahał. Kambodża? Iran? Kaszmir? Wiele reżimów utrzymuje się przez dekady właśnie dlatego, że dla świata zachodniego są tak nierozróżnialne i nieprzeniknione, jak twarze Azjatów. Co z nimi robić? Jak na nie reagować? Pani Aung San Suu Kyi postanowiła, że o cierpieniu jej narodu dowiedzą się wszyscy. Laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, córka birmańskiego męża stanu porzuciła życie rodzinne w Wielkiej Brytanii. W 1988 roku w pierwszych demokratycznych wyborach stanęła na czele opozycji i zwyciężyła. Rządząca krajem generalska junta nie zamierzała jednak uszanować wyników głosowania. Zaostrzyła rygor, a niedoszłą panią premier umieściła w areszcie domowym, w Ragunie. Aung San Suu Kyi spędziła ostatnie 20 lat jako więzień polityczny (większość czasu we własnym mieszkaniu, od maja - w więzieniu). Opór "Pani" (jak nazywają ją po kryjomu Birmańczycy), której wielokrotnie oferowano wolność w zamian za opuszczenie kraju na zawsze, to manifestacja. O pięknej, więzionej "Pani" wiedzą nawet ludzie polityką niezainteresowani. Jest romantyczną bohaterką zbiorowej wyobraźni, egzotyczną księżniczką schwytaną przez złoczyńców.

Anna Smolar, wystawiając na małej scenie Teatru Polonia tekst "Pani z Birmy" Richarda Shannona, mogła przedstawić go jako kolorową bajkę czy melodramat o "pięknej", która porzuca męża i synów, by żyć wśród "bestii". Ale "Pani" San Suu Kyi wielokrotnie powtarzała, że nie lubi melodramatów. Reżyserka zmontowała więc swoją opowieść niby multimedialny reportaż, chłodno, z dystansem. Na ścianach małej salki Teatru Polonia pojawiają się najpierw wyniki googlowania hasła "Aung San Suu Kyi". Grafika, artykuły, linki do poświęconych jej stron. Komputerowy obraz zostanie zastąpiony abstrakcyjnymi obrazami azjatyckiej przyrody, a potem zdjęciami dokumentalnymi z Birmy. Zamieszki, uśmiechnięci generałowie, mundury, karabiny, uciekający przesiedleńcy. Z nagrania słychać głos reportera "Gazety Wyborczej" Pawła Smoleńskiego, który powoli, spokojnym tonem prowadzi widzów przez historię Birmy. Tak opowiada się przyjaciołom wrażenia z podróży albo objaśnia dziecku działanie najprostszych urządzeń. Cierpliwie, wiarygodnie, fascynująco. Na maleńkim, utopionym w sztucznej roślinności podeście trwa cały czas Grażyna Barszczewska. W skupieniu, z namaszczeniem powtarza monotonne, rutynowe czynności, tak jak "Pani" San Suu Kyi powtarza swój plan dnia niezmiennie od 20 lat. Stopniowo wrzask z offu odbiera jej kolejne środki wyrazu. Usta zostają zaklejone. Oczy zasłonięte, kolana dociśnięte do ziemi, dłonie skrępowane ciasną rękawicą kuchenną. Kolejne małe ustępstwa, stopniowa utrata siebie. Barszczewska nie udaje Azjatki, jej podobieństwo do "Pani" zaznaczają jedynie drobne detale. Kwiat we włosach. Skupienie. Oszczędne ruchy pełne gracji. 

Rozbicie narracji na wiele planów współgra ze złożonością dramatu San Suu Kyi - z jednej strony przywódczyni narodu, z drugiej kochającej matki, decydującej się opuścić najbliższych. Nigdy nie zobaczyć wnuków. Nie wesprzeć umierającego męża. Wszystko, by sprawa Birmy nie pogrążyła się znów w ciszy. Anna Smolar ma już na swoim koncie spektakl o polityce, która niszczy życie rodzinne, i ciszy, pod którą kryją się zbrodnie - "Jedną ręką" Joela Pommerata (Teatr Studio). Sztuka przypominała jednak niekończącą się zagadkę, w której złośliwy mistrz gry mnożył komplikacje i wątki, dla samej przyjemności słuchania własnego głosu. "Pani z Birmy" dzięki swojej niekonwencjonalnej formie spektaklu dokumentalnego o wiele ciekawiej i prościej prezentuje najtrudniejsze tematy. 

Świetnie wybrzmiał np. motyw różnic między pojmowaniem polityki przez zasadniczych ludzi Zachodu a buddystami, dla których pojęcia walki ze złem czy skuteczności nie liczą się tak bardzo jak empatia, zrozumienie, duchowość, cierpliwość.

Joanna Derkaczew
Gazeta Wyborcza Stołeczna
29 czerwca 2009

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...