Sami zrobili "Samych"

rozmowa z Katarzyną Dworak i Pawłem Wolakiem

Wywiad z Katarzyną Dworak i Pawłem Wolakiem, autorami spektaklu "Sami" z Teatru im. Modrzejewskiej z Legnicy.

Spektakl „Sami” jest Państwa dramaturgicznym debiutem. Jednocześnie podjęliście się reżyserii tego przedstawienia i obsadziliście siebie w głównych rolach. Skąd wziął się pomysł na stworzenie własnego „scenicznego dziecka”?

Paweł Wolak: Chcieliśmy napisać coś swojego, aby obsadzić siebie w głównych rolach.
Kasia Dworak: To był żart, choć w każdym żarcie jest trochę prawdy. Kilka lat temu, będąc w kompletnej głuszy w górach, nakręciliśmy etiudę filmową - dwuosobowy, czterdziestominutowy film. I od tego filmu wszystko się zaczęło. Pokazaliśmy go kiedyś na zakończenie sezonu w teatrze i przyszedł nam i naszemu dyrektorowi pomysł, aby przenieść tę opowieść na deski teatru.

Jak się gra we własnym, autorskim spektaklu? Czy było Państwu łatwiej, ze względu na to, że byliście sami sobie sterem, żeglarzem i okrętem, czy też brak dystansu wobec dzieła uczynił tę pracę bardziej wymagającą?

K. D.: Bardzo trudno jest reżyserować spektakl, będąc jednocześnie cały czas na scenie i grać. To jest rzeczywiście dość karkołomne zajęcie.
P. W.: Bo nie można oglądać.
K. D. Można oglądać wszystko jedynie od środka, co z jednej strony pomaga, a z drugiej strony jest trudne. Tak naprawdę ten spektakl zagraliśmy dopiero na premierze. Wtedy mogliśmy się wyłączyć i przestać się starać go oglądać.
P. W.: Mogliśmy przestać pilnować technicznych kwestii, zmian świateł czy muzyki. Dopiero na premierze tak naprawdę „odpaliliśmy”. Co koledzy mieli nam trochę za złe, bo oni już wszyscy byli gotowi i czekali, żebyśmy zaczęli grać. A my wciąż chodziliśmy podenerwowani. Na premierze całe to organizacyjne zamieszenie z nas opadło i mogliśmy już swobodnie grać.

Jak koledzy aktorzy reagowali na Państwa nową rolę w teatrze? Czy łatwo było ich „poskromić”?

K. D.: w naszym teatrze w Legnicy zdarzały się już takie sytuacje. Co prawda, koledzy aktorzy nie pisali scenariuszy dramatów, ale mieli już do czynienia z reżyserią. Dlatego w naszym zespole nie ma z tym żadnego problemu. Zresztą bardzo dobrze nam się współpracowało, gdyż dobrze się wszyscy znamy. A postaci dramatu pisaliśmy dokładnie pod naszych kolegów. Dali nam duże wotum zaufania. I to się, mam nadzieję, sprawdziło.
P. W.: Byliśmy nieco „upierdliwi”, ale wszyscy aktorzy przeżyli i praca zakończyła się bez szkody dla przyjaźni.

Bohaterowie Państwa sztuki przeprowadzają się na łono natury, aby po tragicznych doświadczeniach na nowo odnaleźć siebie i wzajemną miłość. Czy uważacie, że taka ucieczka na wieś może okazać się zbawienna?

P. W.: My usiłujemy przedstawić ten problem, ale w spektaklu nie dajemy odpowiedzi.
K. D.: Na to pytanie każdy z widzów musi sobie odpowiedzieć sam. Lubię teatr, który nie odpowiada wprost, że wszystko jest  albo białe, albo czarne. I taki spektakl chcieliśmy stworzyć – nie czarno-biały.

Czy po tym udanym debiucie dramaturgiczno-reżyserskim planujecie stworzyć kolejny spektakl? Czy pojawiły się nowe pomysły?

K. D.: Tak, jesteśmy w trakcie pisania spektaklu o biznesie. To także będzie duży projekt i mamy nadzieję, że jakoś wspólnie przeżyjemy wspólną pracę pisarską. Jesteśmy piszącym w dwójkę ewenementem. Rzadko się zdarza, że ktoś pisze swoje dramaty z mężem albo z żoną. Nam się to na razie udaje i piszemy bez szkody dla związku. Zobaczymy, jak będzie dalej.

Trwa Karnawał Komedii, na którym prezentujecie swój spektakl. A czy widzieliście ostatnio sztukę, która bardzo by was rozbawiła?

P. W.: To pytanie, czy my chodzimy do teatru? Otóż jako widzowie nie chodzimy.
K.D.: W Legnicy nie ma drugiego teatru. A w naszym teatrze gramy we wszystkich spektaklach. Ale chwalić swoje spektakle jest mi głupio. Poza tym, legnicki teatr bardzo rzadko robi komedie. „Sami” to też nie jest typowa komedia a tragikomedia. Pisząc ten dramat, nigdy byśmy nie pomyśleli, że to jest komedia. Potem dopiero ktoś zauważył, że to jest śmieszne. Publika nas bardzo zdziwiła na premierze. Okazało się, że taki czarny humor jest potrzebny. Ludzie śmieją się z tego, co mnie osobiście w ogóle nie śmieszy.
P. W.: Okazuje się, że im kto komu bardziej dokopie, im to jest bardziej bolesne, tym jest to również bardziej śmieszne. Lubimy śmiać się z tego, jak komuś jest źle.
K. D.: Taka jest, niestety, nasza przewrotna ludzka natura.

A z czego prywatnie się śmiejecie? Co Państwa bawi na co dzień?

K. D.: Ja z mojego męża. To jest jedna z niewielu osób, która potrafi mnie rozbawić, bo ma bardzo wisielcze poczucie humoru. Co zresztą, wydaje mi się, widać na scenie.P. W.: A ja się śmieję z wyborów do PZPN-u. Tak naprawdę ja się w ogóle nie śmieję. I nie było te
go pytania.

Dziękuję za rozmowę.

II Katowicki Karnawał Komedii

Maria Marchewicz
Dla Dziennika Teatralnego
19 stycznia 2009
Portrety
Paweł Wolak

Książka tygodnia

Utalentowani jak Nardelli
Sekcja Krytyków Teatralnych ZASP
red.: Anita Nowak, Krystyna Piaseczna, Piotr Rudzki

Trailer tygodnia