Samotność we troje

"Jakobi i Leidental" - reż: Piotr Waligórski - Teatr Ludowy w Krakowie

Najnowszy spektakl Teatru Ludowego, "Jacobi i Leidental" w reżyserii Piotra Waligórskiego, to zgodnie z tym, co napisano na afiszu - "sztuka z piosenkami". Już podtytuł wskazuje chęć zaprezentowania dramatu Levina w kabaretowej formie. Rzeczywiście, jest zabawnie i przyjemnie, choć brakuje rozpoznania dramatyzmu scenicznej sytuacji

Tytułowi bohaterowie to dwójka przyjaciół wiodących monotonną i uporządkowaną egzystencję, w której rytm codziennych czynności wyznaczany jest przez kolejną herbatę na balkonie i partyjkę domino. Pewnego dnia Jacobi postanawia żyć pełnią życia, nie bacząc na swojego dotychczasowego kompana. Opuszczając przyjaciela, zmusza go do konfrontacji z własną samotnością. Ten gotów jest nawet poniżyć się i upokorzyć, byle w życiu nie pozostać samemu. Bohaterowie dramatów Levina wskazują społeczną izolację, na jaką skazana jest jednostka, marność egzystencji, a zarazem jej tragiczną prostotę.

Jacobi myśli, że sens jego życiu nada kobieta, szybko jednak wpada w sidła nowej relacji. Kontakty międzyludzkie są tu wykoślawiony, obnażony zostaje ich jednotorowy wymiar, pozorność. Jednocześnie miłosny trójkąt stanowi punkt wyjścia do humorystycznych sytuacji, szablon komediowej konwencji, za którą podąża reżyser. Waligórski przekształca dramat w prosty, niemal farsowy schemat. Trzeba przyznać, że robi to sprawnie i z dużą dozą humoru. Nieraz jednak zbyt grubo rysuje niektóre sytuacje i wydobywa przede wszystkim komiczny aspekt opowieści. Teksy izraelskiego dramatopisarza dają możliwość takiej inscenizacji, ale więcej w nich groteski niż farsy – uśmiech i zabawna nieudolność bohaterów w ich zmaganiach z życiem odsłaniają raczej tragizm egzystencji. Z tego zderzenia wynika napięcie, które zarówno bawi i cieszy, jak i przeszywa dreszczem niepokoju. Ten podskórny smutek w inscenizacji Waligórskiego drga wyjątkowo cicho.

W dramatach Levina bardzo ważna jest także cielesność, problem ciała i fizyczności. Sposób, w który Waligórski potraktował to zagadnienie, odsłania całościowy zamysł inscenizacji. Problem jest zarysowany lekko, dyskretnie – w obrębie przedstawienia stanowi raczej rodzaj skeczu, kabaretowego epizodu, a nie wskazuje na przyziemność egzystencji bohaterów czy narzuca konkretny kontekst filozoficzny. Ograniczająca fizjologia, odsłaniająca bezbronność bohaterów, w spektaklu wyraża się w wesołych piosenkach, wprowadzających nastrój frywolności i komediowości. Fizyczność jest stale obecna tylko w scenografii – olbrzymie piersi wystają ze ściany, przypominając o tym, co stanowi podtekst działania postaci. Człowiek bowiem w swej marności kieruje się prymitywnymi instynktami.

Magdalena Urbańska
Dziennik Teatralny Kraków
11 lutego 2012

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia