Sanktuarium o cienkich ścianach

„Dziady po Białoszewskim" – reż. Anna Retoruk – Teatr Lalki i Aktora „Kubuś" w Kielcach – 31.10.2023 r.

Na Saskiej Kępie założono sanktuarium. Ascetycznie surowe wnętrze pokoju przy ulicy Lizbońskiej udekorowano prostymi ornamentami – świecami, zasuszonymi kwiatami zebranymi podczas nocnych przechadzek, figurkami świętych – z których szczególnie odznaczała się menora, uratowana z gruzów budynku zrównanego z ziemią w czasie powstania warszawskiego.

W owym sanktuarium każdego dnia adorowano słowo, eksplorowano lingwistycznie i awangardowo jego wszechpotęgę. Co wtorku, odbywały się tu szczególnie piękne nabożeństwa, podczas których wierni-przyjaciele Mirona Białoszewskiego zbierali się u niego w mieszkaniu, by wspólnie poprzez dyskusję (na wzór obiadów czwartkowych) celebrować sztukę słowa. Tak było za życia pisarza.

Spektakl zaczyna się po jego odejściu. W opuszczonym mieszkaniu na Lizbońskiej trwają Dziady. Trójka dawnych uczestników cowtorkowych spotkań przywołuje Białoszewskiego za pomocą powtarzanych jak w transie fragmentów mickiewiczowskiego dramatu. Sanktuarium odżywa – duch pisarza porusza przedmiotami, przemawia głosem z magnetofonu, wstępuje w ciała przyjaciół, by za ich pomocą przedstawić segment swojej biografii obejmujący życie na Saskiej Kępie. Wszechobecnego ducha Mirona Białoszewskiego fizycznie reprezentuje maska z ruchomymi oczami odwzorowująca jego głowę, którą trójka aktorów kolejno sobie przekazuje. Mateusz Drozdowski przedstawia widzom Mirona młodego, popychanego wrodzonym instynktem do poetyzacji codzienności.

Ta predyspozycja przejawia się w wyjątkowej wrażliwości do detali, które na porządku dziennym są zazwyczaj przeoczane: stukot deszczu spadającego na metalowy parapet, jaskółki szybujące w rytm Bacha, widoczne z okna rusztowanie, zdające się być klatką zamykającą w sobie cały Kosmos. Warto wspomnieć tutaj o ciekawym zabiegu reżyserskim, jakim jest obsadzenie w roli jednego z Mironów kobiety. Aktorka (Jolanta Kęćko) skomentowała to, mówiąc, że przedstawia „pierwiastek żeński osoby Mirona", właśnie ten wrażliwy, delikatny, czuły na metafizyczne piękno zawarte w detalach pospolitości.

Wraz z upływem lat, dar poetyckiej spostrzegawczości Białoszewskiego nie traci na mocy, a wręcz przeciwnie – czerpie swoją siłę z hałasów, sąsiedzkich niesnasek, czy osiedlowych perypetii mieszkańców „Chamowa", których pisarz kochał nienawidząc i nienawidził kochając. Przynależał do ich społeczności, jednocześnie pozostając autsajderem zamkniętym w świątyni swojej kawalerki. Warto zaznaczyć, że za rzetelnie odwzorowany pokoik odpowiada kielecka scenografka Justyna Banasiak, której pracę docenił przyjaciel Białoszewskiego Tadeusz Sobolewski, również autor książki „Człowiek Miron".

Poecie wstrętne były pospolite sprawunki. Zdzisław Reczyński – aktor grający starszego Mirona – podzielił się z widownią po spektaklu pewną anegdotą dotyczącą pisarza. „Nienawidził robić zakupów. Przez kilka dni mógł żywić się sproszkowanym mlekiem dla dzieci, tym z białą kropelką na opakowaniu, które można było kupić za PRL-u" – mówił aktor. Podobnie nie znosił chodzenia do urzędów, przychodni, wszelkich miejsc, w których obowiązywał „ogonek". Jedna z humorystycznych scen spektaklu doskonale oddaje jego awersję do niekończących się kolejek. Po zmaganiach z kłótliwymi pacjentami i długim oczekiwaniu, Mironowi udaje się dostać do recepcji, gdzie dowiaduje się, że skierowania do kardiologa (chorował na serce) w niej absolutnie nie otrzyma i musi udać się do innej placówki. Widz zdecydowanie może tutaj poczuć sympatię do rozsierdzonego Mirona.

Takie właśnie scenki wyjęte z codziennego życia stają się materią literacką dla poety. Sąsiedzi jednocześnie przeszkadzają mu w pisaniu i inspirują go do tworzenia. Kiedy cichną ich kłótnie, radia, śpiewy i stukoty butów, cichnie i sam Miron. Na jeszcze niedawno wypełnionej ruchem i dźwiękiem scenie, tętno życia powolnieje, a sam poeta ponownie odchodzi w zaświaty. Maska zostaje złożona do łóżka z zamkniętymi powiekami. Z krzeseł i domowych ornamentów przyjaciele Mirona wznoszą mu ołtarz. Zapach kadzidła unosi się jeszcze na sali, gdy scena niknie za pozszywaną z firanek kurtyną.

Spektakl Anny Retoruk – napisany na podstawie tekstów z okresu mieszkania Białoszewskiego na Saskiej Kępie: dziennika „Chamowo" i tomu poezji „Odczepić się" – prowokuje widza do spojrzenia na twórczość Mirona Białoszewskiego jako na całość zespoloną z jego życiem, tym odizolowanym i wspólnotowym zarazem, uświęconym i całkiem przyziemnym, przeplatającym ekstrawagancję ze zwyczajnością i metafizyczność z trywialnością.

Ostatni spektakl do zobaczenia w tym sezonie odbędzie się 4 listopada o godzinie 18:00. Warto odwiedzić Białoszewskiego i dać się ugościć w sanktuarium o cienkich ścianach.

Zuzanna Rusiecka
Dziennik Teatralny Kielce
16 listopada 2023
Portrety
Anna Retoruk

Książka tygodnia

Utalentowani jak Nardelli
Sekcja Krytyków Teatralnych ZASP
red.: Anita Nowak, Krystyna Piaseczna, Piotr Rudzki

Trailer tygodnia