Sceniczna proza Gombrowicza

13. Międzynarodowy Festiwal Gombrowiczowski w Radomiu

Czwarty dzień Międzynarodowego Festiwalu Gombrowiczowskiego w radomskim Teatrze Powszechnym im. Jana Kochanowskiego obfitował w te teksty Gombrowicza, których autor nie tworzył z myślą o teatrze. Na Scenie Kameralnej wystawiano „Tancerza mecenasa Kraykowskiego" z Lubuskiego Teatru z Zielonej Góry, natomiast na Dużej Scenie – „Trans-Atlantyk" z warszawskiego Teatru Ateneum.

„Tancerz mecenasa Kraykowskiego", wyreżyserowany przez Jacka Bunscha, okazał się być pomysłową i funkcjonalną inscenizacją, uwzględniającą użycie ruchomych, półprzeźroczystych ścian wykonanych z półprzeźroczystego materiału, które efektownie komponowały się z zastosowanymi projekcjami multimedialnymi Jacka Katosa. Połączenie wspomnianych ścian z obrazami wyświetlanymi z rzutnika dawało efekt zwielokrotniania projekcji przedstawiających mecenasa Kraykowskiego, w efekcie czego obłęd głównego bohatera wywołany jego osobą został znacznie bardziej uwydatniony i nabrał oryginalnej formy.

Sztuka była również ciekawsza, także z racji aktualności zjawiska opisanego w opowiadaniu Gombrowicza jakim jest szaleństwo Tancerza. W dobie Internetu stalking (naprzykrzanie) jest czymś, co właściwie może dotyczyć nas wszystkich. Wielu z nas, mniej lub bardziej świadomie, może dość łatwo zostać swego rodzaju Tancerzem mecenasa Kraykowskiego. Wspominając osobę Tancerza, warto powiedzieć dobre słowo o kreacji Jamesa Malcolma, który nadzwyczaj trafnie i dobitnie oddał szaleństwo tańczącego stalkera. Aktor dość przekonująco zaoferował publiczności możliwość ułatwienia zrozumienia intencji głównego bohatera, która w tekście Gombrowicza, pozostała niedopowiedziana. Kameralne, nieco ponad godzinne, przedstawienie Jacka Bunscha było dojmującym doświadczeniem trafności i zasadności gombrowiczowskich obserwacji zawartych w opowiadaniu. Spektakl został ciepło przyjęty przez doświadczoną radomską publiczność.

Drugim spektaklem czwartego dnia Festiwalu był „Trans-Atlantyk" w interpretacji Artura Tyszkiewicza, który dopatrzył się w złożonym tekście Gombrowicza wielu ważnych w naszych czasach kwestii, takich jak pobudzenie poglądów nacjonalistycznych, samotność człowieka w otaczającym go świecie, stereotypowe zachowania w Polonii czy wszechobecny nasz polski kompleks, który sprawia, że chętnie żywimy się porażkami z czasów minionych. Mowa tu oczywiście o wszelkiego rodzaju nieudanych powstaniach, przegranych wojnach i tragicznych w skutkach rozbiorach. Inscenizacja ta, podobnie jak autobiograficzna powieść Gombrowicza, obnażała wiele wad naszego narodu, a nawet więcej: podkreślała fakt, iż w dalszym ciągu nie wyciągnęliśmy wniosków z lekcji, którą ten pisarz w swoim „Trans-Atlantyku" wyłożył nam czarno na białym. Oczywiście, jak to zwykle bywa z twórczością Gombrowicza, i w tym spektaklu, było wiele absurdalnych sytuacji i zachowań bohaterów, które wywoływały u widzów szczery śmiech, jednakże w przypadku inscenizacji Tyszkiewicza, następstwem owego śmiechu była gorzka refleksja. Warto też zaznaczyć, co było bezpośrednim powodem do śmiechu, poza oczywiście bazą spektaklu, którą stanowił zgrabnie pocięty przez Tyszkiewicza ironiczny tekst. Między innymi scenografia zaprojektowana przez Justynę Elminowską, do której należał taśmowy mechanizm transmisyjny w rzeczywistości służący do transportu walizek, a w spektaklu reżyser zastosował ją do wprowadzania i wyprowadzania dumnie i pewnie stojących na nogach Polaków na emigracji czy polskich nacjonalistów wystylizowanych na przedstawicieli dzisiejszego Obozu Narodowo-Radykalnego, coraz popularniejszego ugrupowania politycznego o charakterze faszystowskim. Jednak podstawą spektaklu, jego urody i naturalności jest jednoznaczność zastosowanych środków aktorskich Artura Barcisia (Posła), Krzysztofa Dracza (Gonzala) oraz głównego bohatera, samego mistrza Gombrowicza w którego wcielił się Przemysław Bluszcz. „Trans-Atlantyk" według Artura Tyszkiewicza okazał się być wzorowym przykładem na to, jak teatr powinien obchodzić się z gombrowiczowską prozą na scenie.

Czwarty dzień potwierdził, iż autor, któremu poświęcony jest radomski festiwal, to nie tylko teksty dramatyczne. Kreatywność i kunszt obu reżyserów jak zwykle wykazał, że każde kolejne odczytanie tekstów pisarza pozwala na znalezienie czegoś nowego i nieodkrytego. To tylko utwierdza nas w przekonaniu, parafrazując samego autora, iż „Gombrowicz wielkim pisarzem był".

Jan Gruca
Dziennik Teatralny Radom
24 października 2018

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia