Sceniczne uderzenie: patrząc z oddali

"Greta Garbo przyjechała" - reż. Anna Augustynowicz - Teatr Współczesny w Szczecinie

Zmiany w tekście, zmiana płci i komunistyczny twist - co jeszcze zdarzyło się w irlandzkiej sztuce granej zagranicą?
"Prawdziwa podróż odkrywcza - pisał Prost - nie polega na szukaniu nowych lądów, lecz na nowym spojrzeniu". Ok., może to tylko truizm - motto z przestrzeni "bussines class", którego znaczenie zatarło się w epoce emigracji i wyjazdów służbowych Ale czy wciąż można podróżować tak, żeby się zatracić, a potem odnaleźć lub ostatecznie - zobaczyć coś inaczej?

Takie pytania przyszły mi do głowy, gdy przed kilkoma tygodniami oglądałem szwedzką ikonę amerykańskiego kina w irlandzkiej sztuce polskiej produkcji. Zastanawiałem się, przyjemnie zaskoczony, dlaczego Greta Garbo zmieniła płeć.

Sztuka była fikcyjną relacją Franka McGuinnessa z prawdziwej wizyty, jaką "wielka ponura Szwedka" złożyła w irlandzkim Big House w końcu lat 60-tych ubiegłego wieku.

Dramat "Greta Garbo przyjechała" jest napisany w podręcznikowo naturalistycznym stylu i stanowi dobrą ilustrację skomplikowanego powiązania narodowych i seksualnych tożsamości. Dlatego irlandzki widz mógł poczuć się zaskoczony, gdy akcja sztuki na moment ustaje i cała obsada tańczy w rytm popowej piosenki z ery komunistycznej - "Walentyna Twist", poświęconej Walentynie Tiereszkowej, pierwszej kobiecie w kosmosie. To był zabieg nie tyle wynikający z niewłaściwego odczytania, co lekkie "wychylenie" poza orbitę znaczeń oryginału.

Trzeba włożyć wiele wysiłku, by być na bieżąco z McGuinnessem, którego sztuki - podobnie jak w przypadku wielu wybitnych dramatopisarzy - mają najczęściej premiery zagranicą. "Greta Garbo przyjechała" była po raz pierwszy wystawiona w 2010 roku w Londynie, a jej polskie tłumaczenie debiutowało właśnie na Kontrapunkcie w Szczecinie, podczas którego zaprezentowano także nową antologię dramatów McGuinnessa.

Byłem zafascynowany tym, jak reżyserka - Anna Augustynowicz, rozładowała różne problemy (kreując inne) i odczułem naprawdę głęboką zazdrość, widząc jej swobodę w podejściu do sztuki. Irlandzka premiera tak samo jak londyńska trzymałaby się pewnie litery tekstu i koncentrowałaby się na tworzeniu żywej imitacji Garbo.

W polskiej realizacji sztuki zostały wycięte fragmenty dialogów, a w roli Garbo obsadzono łysego Macieja Wierzbickiego (który wśród swoich kreacji scenicznych ma m.in. jedną z wiodących ról w "Testosteronie") i nikt nawet nie mrugnął. Takie podejście sprawiło, że kilka subtelniejszych symboli wybrzmiało ostrzej, jednocześnie jednak wydobyło na powierzchnię znajdujące się w dramacie elementy skierowane przeciwko elitom władzy. Nawet długo krążąc można trafić we właściwe miejsce.

Pokazana w spektaklu sytuacja, polskiemu widzowi może się wydać znajoma. Polska publiczność, szczególnie wyczulona na przekaz, w którym kraj można bez końca odzyskiwać i tracić, rozumiała więc wątek, w którym poprzedni właściciele domu pracują obecnie dla angielskich posiadaczy majątku. To stawia w innym świetle twista poświęconego Walentynie i każe się zastanowić nad spuścizną komunizmu: tematem, którego tutaj nikt nie owija bawełnę.

Na spotkaniu poświęconemu McGuinnessowi, w trakcie festiwalu, nazwano go odległym krewnym Szekspira, podkreślając jego znaczenie jako pisarza. Uderzyło mnie jednak wyjaśnienie Augustynowicz, jak jej zespół zbliżył Irlandię i Polskę - nie przez nakreślenie historycznego czy geograficznego kontekstu, ale poprzez głębsze i odmienne spojrzenie na siebie samych.

"Wyraziliśmy sztukę naszymi własnymi słowami, co pozwoliło przekroczyć kwestię narodowości i granic" - powiedziała.

Teraz, pomyślałem, mówisz naszym językiem.

Peter Crawley , Ewa Madruj
www.irishtimes.com
17 maja 2013

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia

Faust
Tobias Kratzer
Nowy "Faust" z Opery Paryskiej 29 lis...