Sceniczny wykład o śmierci

"Plastynaci" - reż: Rafał Gąsowski - Teatr Wierszalin w Supraślu

Gdy kilka lat temu słynny niemiecki mumifikator zwłok Gunther von Hagens szokował swoimi objazdowymi wystawami Europę, i gdy później jego naśladowca Roy Glover pokazywał podobne dzieła w warszawskim centrum handlowym Blue City, nikt nie przypuszczał, że echa tych makabrycznych widowisk trafią na... teatralne deski.

Konkretnie na scenę teatru Wierszalin w podbiałostockim Supraślu, gdzie już dziś odbędzie się premiera spektaklu "Plastynaci", autorstwa reżyserii Rafała Gąsowskiego, na co dzień aktora Wierszalina.

Ale Gąsowskiego zainspirowała nie tyle sama ekspozycja prezentująca ludzkie ciała przetworzone metodą plastynacji, czyli skomplikowanego procesu odparowywania wody z organizmu i zastępowania jej silikonem, co raczej sam Gunter von Hagens, pomysłodawca artystycznego wykorzystania ciał nieboszczyków.

Dlatego w spektaklu nazwał go Wielkim Plastynatorem i sam wcielił się w jego postać, pytając ze sceny, czego tak naprawdę von Hagens szuka, bawiąc się w swoim laboratorium ze śmiercią.

Nie bez powodu sięga do "Boskiej Komedii" i wykorzystuje wątek wędrówki Dantego prowadzonego przez Wergiliusza po świecie zmarłych. W "Plastynatach" rzymskiego poetę zastępuje Anioł Śmierci Mamma (Katarzyna Siergiej), który zabiera scenicznego Hagensa w podróż po ludzkiej refleksji na temat umierania: od Platona przez Monteskiusza do Nietzschego.

- Nie chcę wartościować poczynań Hagensa. Chcę po prostu wiedzieć, po co to robi - wyjaśniał Gąsowski przed premierą "Plastynatów". - Dlatego pozwalam mu na scenie wypowiedzieć swoje racje, nawet gdy wydają się nieetyczne i odrażające.

Gdy zatem w spektaklu pada najważniejsze pytanie: "Po co pan to robi, panie profesorze?", Hagens odpowiada buńczucznie: "Aby poznać tajemnicę człowieka", nie przyjmując do wiadomości, że ludzkiego bytu nie da się poznać przez grzebanie we wnętrznościach, ale przez owoce pracy jego umysłu. Dlatego "Plastynaci" nie przypominają klasycznego spektaklu, lecz raczej filozoficzny wykład na temat eschatologicznych prawd.

I choć niektórym widzom takie spostrzeżenie może się wydać odkrywcze, dla Wierszalina nie jest niczym nowym. Działający na polsko-białoruskim pograniczu teatr czerpie obficie z filozoficznego i literackiego dorobku ludzkości. Dowodem jeden z najważniejszych tekstów Wierszalina, czyli napisany przez Tadeusza Słobodzianka "Merlin - inna historia" (przez długi czas można było oglądać go także w Teatrze Narodowym), który oparty został na legendzie arturiańskiej.

Z kolei "Ofiara Wilgefortis" to nawiązanie do średniowiecznego apokryfu o dziewicy, która stała się patronką nieudanych małżeństw i kobiet cierpiących od pożądania mężczyzn. Natomiast "Dom dzienny, dom nocny" oparty został na głośnej powieści Olgi Tokarczuk. Supraski teatr charakteryzują jednak nie tylko tematy, ale także estetyka zaczerpnięta z ludowej kultury.

Aktorstwo żywego planu współistnieje tu z teatrem lalkowym, pojawiają się figury i maski. Równie ważne są muzyka i śpiew. Jeśli więc Wierszalin to teatr prowincjonalny, to jedynie z tego powodu, że leży na prowincji, a swoją nazwę zawdzięcza miejscowości, w której Eliasz Klimowicz, podlaski prorok, w latach 30. XX wieku, postanowił zbudować Nowe Jeruzalem.

- Ta nazwa ma też znaczenie ukryte - podkreśla Piotr Tomaszuk, jeden z założycieli Wierszalina. - "Nowe Jeruzalem" to fakt duchowy. A nasz teatr to również fakt duchowy. I rzecz święta zarówno dla tych, którzy go robią, jak i dla tych, którzy oglądają - tłumaczy.

A oglądają go i zachwycają się nim od lat widzowie na całym świecie. Teatr kilkakrotnie został nagrodzony na prestiżowym festiwalu Fringe w Edynburgu, gościł również w nowojorskiej La MaMa, czyli na scenie, która jest największym marzeniem każdego artysty na świecie. Przez światową krytykę porównywany jest do Teatru Laboratorium Jerzego Grotowskiego czy do Cricot 2 Tadeusza Kantora. To wszystko zawdzięcza temu, że leży w takim miejscu jak Supraśl.

- Wierszalin, pojmowany jako zespół ludzi, którzy chcą razem pracować, nie mógłby istnieć w innym miejscu. Może i mógłby istnieć w jakiejś chacie w okolicach Supraśla, ale zawsze w oddaleniu od zgiełku miasta i panującej tam cywilizacji ciemności - twierdzi Tomaszuk.

Paulina Sygnatowicz
Polska
13 lipca 2009

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia