Schaeffer nadal aktualny

"Scenariusz dla nieistniejącego, lecz możliwego aktora instrumentalnego" - reż. Jan Peszek

W 1963 roku Schaeffer napisał „Scenariusz dla niesiniejącego, lecz możliwego aktora instrumentalnego" z myślą o jednym konkretnym aktorze – Janie Peszku. Premiera odbyła się w 1976 roku i od tamtego czasu spektakl odniósł ogromny sukces w kraju i na świecie zdobywając przy tym liczne nagrody. Monodram ten stał się wizytówką Mistrza Jana. Rok 2019, a Peszek kolejny raz gra „Scenariusz (...)". Mimo upływu czasu (56 lat od powstania tekstu i 43 lat od jego premiery) jest to tekst wciąż aktualny.

Jan Peszek – aktor, który na scenie wygłasza swoisty wykład o kondycji współczesnego artysty, sztuki oraz problemach człowieka w obecnej rzeczywistości. On mówi, a widownia słucha w skupieniu i w mig łapie każdą jego myśl. Między publicznością, a aktorem wytworzyła się nić porozumienia, która pozwalała na zrozumienie słów wypowiadanych ze sceny. Pozornie sztampowy wykład o sztuce staje się pełnym pasji procesem twórczym. Peszek ucieleśnia myśli, pozwala im płynąc swobodnie i odkrywa bogactwo najprostszych czynności. Wygłasza swój wykład, który co chwilę przerywa ciekawość i zainteresowanie przedmiotami wokół. Te przerywniki są naturalne i wynikają jakby z chwilowego impulsu. Poszczególne rzeczy skupiają uwagę aktora, a ten niczym dziecko jest zaczarowany odkrywając coraz to nowe dźwięki drewnianych desek, linek, chlapiącej wody czy mokrej szmatki. Peszek potrafi stworzyć muzykę z niczego i zaiste jest aktorem instrumentalnym.


Znany z niezwykłej charyzmy i donośnego głosu aktor potrafi oczarować widownię swoją mową, ale prócz tego zachwyca również swoją kulturą fizyczną. Peszek z wdziękiem biega, skacze, pląsa, tańczy jakby z hiszpańska i zwisa z drabiny głową w dół. Różne „akrobacje" aktora wywołują śmiech widowni, ale jednocześnie na twarzy pana Jana widać ogromne skupienie i da się wyczytać potrzebę szukania i znalezienia czegoś. Czego? Tutaj odpowiedzi może być wiele, bo żeby na to odpowiedzieć należy uważnie słuchać tekstu. Między różnymi interakcjami z rekwizytami, Peszek mówi o pozycji artysty w dzisiejszych czasach – o jego potrzebie zarobku, a tym samym często obniżaniu swojej własnej wartości na rzecz potrzeb materialnych, o systemie dofinansowań, który bardziej przypomina pomoc socjalną niż prawdziwy mecenat, o tym, jak artyści przechodzą ze skrajności w skrajność – od romantycznych, misyjnych uwarunkowań sztuki do zbytniej bliskości z prawdziwym życiem, gdzie trudno odróżnić obecność artyzmu od jego braku... Peszek zwraca również uwagę na nadmierne nazywanie wszystkiego sztuką, co utrudnia jej definiowanie, a tym samym odbiera jej charakter elitarny. Dobitnie uzmysławia, że dzisiaj nie da się być artysta bezinteresownym, a często o utrzymaniu się na scenie decyduje zainteresowanie młodej, ambitnej widowni, którą (jeszcze) sztuka pociąga.

W czasach, gdy wszystko musi być po co coś, a każda profesja ma obowiązek okazać się praktyczną, brakuje miejsca i czasu na sztukę przez wielkie S. W tej całej praktyczności można zauważyć też pewien paradoks – brak faktycznej wiedzy wśród młodych pokoleń ludzi wykształconych. Peszek mówi o tym, jak bardzo w dzisiejszych czasach przywiązuje się uwagę do nic nie znaczących szczegółów, że wiedza młodych jest dokładna niczym książka telefoniczna, której nikt od 50 lat już nie używa. Zwraca uwagę, że w porównaniu z wiedzą starszych pokoleń, młodzi wypadają blado. Zatem kim jest prawdziwy człowiek współczesny? „Cierpi na brak możliwości krystalizacji" – odpowie Peszek prześmiewczo w odwołaniu do filozofów egzystencjalnych. Ciągły pęd i nacisk na bycie praktycznym okazuje się pozbawiony sensu, skoro nabyta wiedza jest bezużyteczna. Peszek wspomina również o tym, jak bardzo ludzie są sobie obcy. Opowiedział o mężczyźnie, który wypadł z autobusu –nikt nie wiedział kim był, co tam robił, gdzie jechał, ale wszyscy wiedzieli, ze wypadł i zginął. Zwraca uwagę na to, że w tłumie nie ma jednostek i ginie indywidualność człowieka – staje się on jedynie częścią szarej masy.

„Scenariusz dla nieistniejącego, lecz możliwego aktora instrumentalnego" to bardzo dobrze wyważony spektakl, Peszek zachwyca charyzmą i formą fizyczną. Tempo spektaklu jest istotne – fragment wykładu, a później szukanie dźwięku, nowych rozwiązań ruchowych i cały układ sceniczny idealnie się dopełniają tworząc spójną całość. Ten monodram chłonie się całym sobą a sensy czyta się od razu, wypowiedziane słowa zostają w głowie i są niczym kropla, która drąży skałę. Schaeffer wiedział dla kogo pisze, a Peszek gra całym sobą i jest w tym niezwykle prawdziwy – on spaja się z tekstem i daje pełen obraz prawdziwego kunsztu gry aktorskiej.

Hasła tegorocznej edycji Festiwalu Teatr na wolnym to ikona i muzyka. „Scenariusz dla nieistniejącego, lecz możliwego aktora instrumentalnego", który otworzył festiwal idealnie wpisuje się w te hasła, ale dodatkowo dodaje jeszcze wykładnię o współczesnej sztuce i ludzkiej kondycji.

Natasza Thiem
Dziennik Teatralny Poznań
23 sierpnia 2019
Portrety
Jan Peszek

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia