Sekret pani domu

"Moralność Pani Dulskiej" - reż. Agnieszka Glińska - Teatr Współczesny

Najbardziej osobliwa w dramacie Zapolskiej jest jego forma, sytuująca go czasowo koło sztuk Bałuckiego, kryjąca w sobie pokłady znacznie szerszych możliwości. Nie ma już mieszczaństwa, dlatego ze sztuk autora "Grubych ryb" można wydobyć naciągany komizm a nie jakieś współcześnie aktualne diagnozy. Dowodem tego jest choćby "Klub kawalerów" Gajdzisa. Z kolei "Moralność...", mimo literalnego umieszczenia w konkretnym czasie, ma znaczenie bardziej uniwersalne, dające się dopasować do różnych kontekstów

Czy Agnieszka Glińska miała inne wyjście, niż umieścić rodzinę Dulskich w czasach obecnego kryzysu? Wystylizowanie scenografii Zawadowskiej na lata 20. ubiegłego wieku ma charakter jedynie umowny. Szaleństwo tamtego okresu daje pretekst nocnym eskapadom Zbyszka, jak i zaczynającemu się wtedy finansowemu Wielkiemu Kryzysowi. Reżyserka znana jest z pełnego empatii podejścia do postaci kobiecych, co udowodniła ,,Sztuką bez tytułu”. Świadome użycie mniej znanej nazwy sztuki Czechowa dało jej szansę do uczynienia głównymi bohaterkami Marii, Anny i Soni, nie Płatonowa.

W inscenizacji Zapolskiej jest podobnie. Na pierwszy plan wysuwa się Aniela, grana przez Monikę Krzywkowską. To rola bardzo dobrze skrojona i nowatorska. Dulska nie jest już, jak w wielu poprzednich inscenizacjach, zrzędliwą, wredną matką-despotką. Aktorka pokazuje ją jako znoszącą trudy codziennego znoju kobietę odpowiedzialną, choć w tym nadgorliwą. Jest przerażona światem, a jej nieraz ujawniające się wścibstwo nie wynika z wrodzonej złośliwości czy złości. Boi się o swoich domowników, dba o utrzymanie w ryzach całego swojego małego świata. Nikt jej w tym nie pomaga – Dulska pokazuje takie ,,małe bohaterstwo”, heroizm codziennego życia. Jednocześnie w Anieli tkwi cały czas uśpiona, wciąż młoda dusza. Gdy nikt nie widzi tańczy z zaaferowaniem w rytm jazzowych improwizacji. Jest wciąż atrakcyjna, mogłaby jak Nora Ibsena uciec, choć sama sobie wybiera swój los. Złożoność tej postaci intryguje i zachwyca. Dlatego za każdym razem, gdy na scenę wychodzi Krzywkowska, obserwujemy jedną z najlepiej skonstruowanych ról tego roku.

Taka centralizacja teatralnej dramaturgizacji w jednej postaci odbywa się kosztem innych. Hesia i Mela (Monika Pikuła i Marta Juras) to nie dzieci, a całkiem dorosłe dziewczyny o typowej mentalności nastolatek. Stroją się nieświadome wagi seksualności w gorsety, podwiązki, pasy do pończoch. Hesia jest bezczelna, uwodzi niczym Paulina z ,,Białego małżeństwa”, z kolei Mela to melancholiczka, choć ta rola jest niemrawa i nijaka. Nie dostrzegamy wcale Dulskiego (Wojciech Żołądkowicz); chociaż ma niewiele do grania, jego sugerowana nieobecność w życiu domu nie daje pretekstu do ciekawszych sugestii. Aczkolwiek mogą irytować Anielę jego tajemnicze wizyty w kawiarni (inna kobieta…?). Zbyszko Marcina Januszkiewicza to rola przeszarżowana, Hanka Natalii Rybickiej jest z kolei za mało wyrazista, brak jej brudu, który tę postać mógłby jakoś udwuznacznić. Weronikę Nockowską, jako Juliasiewiczową, widz zapamięta głównie z komediowych wstawek, choć na koniec nabiera ona charakteru bardziej serio. Po macoszemu potraktowano Lokatorkę Moniki Kwiatkowskiej, a Tadrachowa Agnieszki Pilaszewskiej jest dobrym epizodem w całej historii. Centralną postacią pozostaje pani domu i to ona ciągnie niczym lokomotywa cały spektakl.

Nieodpowiedzialność i lekkomyślność pozostałych person dramatu jest w tej sytuacji nawet uzasadniona. Wymowna jest scena, gdy wszyscy zgodnie ogłaszają, że Zbyszko bierze jako żonę Hankę, a potem stają w dumnych pozach, niczym do zdjęcia, na i przy wersalce. Dulska odchodzi z płaczem, a oni trwają. W końcu zaczynają wątpić i powoli wybiegają z pokoju. Decyzja o ślubie to heroiczny niemal pomysł dotychczas lekkomyślnego Zbyszka, ale… Co dalej? Młodzi wyżyją z kredytu? Czy poza słownym poparciem pomoże im Juliasiewiczowa, Lokatorka? Glińskiej nie obchodzą wielkie gesty, determinacja, z jaką popiera Dulską imponuje i jednocześnie całkowicie przekonuje. A że za tę cenę kuleje reszta aspektów przedstawienia? To właśnie specyfika najnowszej premiery Współczesnego. Czy widz ją przyjmie, czy nie – jego wybór.

Szymon Spichalski
Teatr dla Was
12 grudnia 2011

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia