Sen, czyli heroina dla mas

"Życie jest snem" - reż. Kuba Kowalski - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

"Czym jest życie? Szaleństwem? Czym życie? Iluzji tłem, snem cieniów, nicości dnem. Cóż szczęście dać może nietrwałe, skoro snem życie jest całe i nawet sny tylko snem!" - najnowszy spektakl Teatru Wybrzeże zachwyca miłośników mocnych, efektownych interpretacji klasycznych dzieł literackich. Jednak reżyser, Kuba Kowalski nie ma litości dla delikatnego widza i nie pobłaża gustom tych, którzy przyzwyczajeni są do tzw. klasycznego teatru.

Ekspresjonistyczne przedstawienie treści spektaklu burzy krew w żyłach, szczególnie tym, którzy nie przepadają za taką śmiałością, okraszoną dodatkowo krwawymi scenami rodem z filmów Quentina Tarantino. Kuba Kowalski jest ryzykantem. Może jednak rzucanie się na głęboką wodę nie zakończy się tragicznie, tym bardziej, jeśli po swojej stronie ma się tak wspaniały zespół. "Życie jest snem" to przede wszystkim tekst, niezwykle mocne, charakterystyczne role, a co najważniejsze sceny, z których każda jest na tyle długa, że mogłaby stworzyć osobny spektakl. W inscenizacji zachwycają wyraziste, energetyczne dialogi, a scenografia Katarzyny Stochalskiej jest jedną z lepszych, jakie widziałam w Teatrze Wybrzeże.

Historia oparta na powieści Pedro Calderóna de la Barki przenosi widza w świat zdominowany przez politykę. W Polsce władzę sprawuje król Bazyli. Tę rolę wyśmienicie odtwarzał Krzysztof Gordon i mimo że podczas całego spektaklu widzieliśmy go tylko na telebimie, był niezwykle przekonujący. Jego pojawienie się na scenie w ostatnich minutach spektaklu było spektakluarne.

Ciężarna żona króla śni, że urodzi syna, który zostanie potworem i zniszczy królestwo. Przerażony król zamyka pierworodnego w specjalnie dla niego zbudowanym pałacu na pustkowiu. Rolę Sigmunda, uwięzionego syna Bazylego, gra Michał Jaros. Ten fenomenalny popis aktorstwa z pewnością na długo zapadnie w pamięć, szczególnie delikatniejszym widzom. Szokuje scena, podczas której Sigmundo przegryza gardło jednemu ze swoich sług. Rekwizyty, scena, aktorzy - wszystko ubrudzone krwią. Aktorzy, grają tak niemal do końca spektaklu, przypominając widzom, przez trwający 160 min. spektakl, o krwawej rzeźi, jaka miała miejsce w pierwszej połowie sztuki. Takich momentów w spektaklu było jednak dużo więcej (scena topienia Sigmundo w wiadrze z wodą brudną od krwi). Dalej historia toczy się niezbyt szybko. Bazyli postanawia przekazać królestwo synowi, poddać go próbie odpowiedzialności. Pozwala Sigmundo powrócić z wygnania i daje mu do ręki władzę. W razie, gdyby eksperyment się nie powiódł, Bazyli ma oznajmić synowi, że to był tylko sen.

Doskonale w spektaklu wypada duet Anna Kociarz, czyli Estrella oraz Marek Tynda (Astolfo). Aktorzy stworzyli wyraziste, mocne role. Na specjalne wyróżnienie zasługuje natomiast Piotr Biedroń, który w spektaklu gra Clarina - osobę transeksualną, barwną i nietuzinkową. "Kurewna", pochodząca z "domu rodzinnego publicznego", czyszcząca królewskie szalety, lojalna wobec przyjaciółki Rosaury, dodaje spektaklowi humoru, tempa i intryguje mnogością pomysłów i świetnymi monologami. Rola Clarina jest z pewnościa jedną z najlepszych w całym spektaklu. Na uwagę zasługuje także Justyna Bartoszewicz, czyli Rosaura. W scenie, w której aktorka zrzuca z siebie pończochy, jednocześnie wyrzejkając się w pewnym sensie swojej kobiecości, jest piękna i wzruszająca. Ekspresja tej sceny sprawia, że pozostaje ona na długo w pamięci. Widać tutaj wspaniałą pracę choreografki Katarzyny Chmielewskiej. Świetnym pomysłem jest również wprowadzenie do spektaklu, grających na żywo wiolonczelistki Edyty Czerniewicz oraz skrzypaczki Julii Ziętek.

Mimo że spektakl oparty jest na powieści czytelnej i jasnej mnogość elementów inscenizacyjnych przytłacza. Perypetie bohaterów powieści nie są zbyt zawiłe. Na pewno nie tak bardzo, jak zostały przedstawione przez Kubę Kowalskiego i dramatrurg Julię Cholewińską. Przedstawienie jest odważne, śmiałe i pełne szczegółów, które są kluczem do zrozumienia świata przedstawionego. Sztuka nie jest niestety czytelna. Ten spektakl to mętlik, chaos, natłok i szarpanina. Mnogość szczegółów, rozciągnięcie w czasie i brak dobrze umiejscowionej sceny kulminacyjnej, powodują że może spektakl może zostać niezrozumiany. Do myślenia skłaniają sceny, w których występują dilerzy snów. Bogatym sprzedają sny, które są urzeczywistnieniem realnych fantazji, natomiast biednym sprzedaje się sen o "człowieku przeczypionym do krzyża". Dlaczego biednym najłatwiej sprzedaje się wiarę, a bogaci mogą śnić cudowne sny bez zobowiązań? Czyżby wiara rzeczywiścia była opium dla mas? Czy bogaci posiedli monopol na luksus? Śmiało za bohaterami spektaklu możemy powtórzyć: "może to ja się śnię sobie". Czasami rzeczywiście bezpieczniej jest śnić, aby prawda nie sprowadziła na nas szaleństwa.

Aleksandra Rzewuska
www.portkultury.pl
6 marca 2013

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia