Serce na dłoni, dusza na ramieniu

2. Międzynarodowy Festiwal Trans/Misje - Wschód Sztuki w Rzeszowie

Podobno wszystkie piosenki są o miłości. A czy wszystkie spektakle też?

Gdy lato chyliło się ku zachodowi, a Zachód odmrażał swe podwoje, w Rzeszowie na niedalekim wschodzie otwierano upragniony 2. Festiwal Trans/Misje - Wschód Sztuki. Jak przystało na międzynarodowe wydarzenie gospodarze, czyli Teatr im. Wandy Siemaszkowej, gościli u siebie przybyszy zza granicy. Tym razem byli to Bułgarzy z Teatru Credo w Sofii i Rumuni z Teatru Narodowego im. Vasile Alecsandriego w Jassach. Mieli przybyć także Litwini z Teatru Dramatycznego w Szawlach, jednak na drodze stanął im główny bohater roku 2020 – Covid-19. Szczęśliwie pojawili się w Teatrze przy pomocy ekranów i Internetu. Mimo pierwotnych planów nie zobaczyliśmy wcale Estończyków, Gruzinów i Ukraińców.

W czasie wojny muzy milczą, ale to na szczęście tylko pandemia. Trzeba kochać sztukę miłością bezwarunkową i mieć głowę na karku, by zdecydować się na organizację międzynarodowego wydarzenia w takich okolicznościach dziejowych. Czasy jakie są, każdy widzi. Kiedy spełniają się odwieczne marzenia uczniów o kilkumiesięcznych wakacjach, a komunistów o zamkniętych kościołach, nie ma już w przestrzeni publicznej nic pewnego. Spodziewaliśmy się kolejnej fali zachorowań pod koniec wakacji – gdy zaplanowany był festiwal – i nie było to nic niezwykłego biorąc pod uwagę kuszące bony turystyczne i tysiące przestrzennie wyposzczonych obywateli. Dyrektor wydarzenia, Jan Nowara, miał nie tylko odwagę, ale i dużo szczęścia. Wystarczyło jedno niepomyślne „obostrzenie", by zniweczyć cały misterny plan.

Na festiwalu obowiązywał wzmożony reżim sanitarny, ale nie było to nic, czego byśmy już nie spotkali w marcu czy kwietniu. I czego byśmy nie oswoili. Uczestnicy wytrwale i godnie stosowali się do nakazów. Największa trudność polegała na tym, by dopasować maseczkę do wieczorowej kreacji, wszak do teatru można wreszcie ubrać się wytwornie. Po miesiącach pracy zdalnej to przyjemna odmiana. Nie wiem, jak rzecz ma się w przypadku mężczyzn, ale u kobiet zmiana ubioru ma nierzadko moc zmiany osobowości. Oto niewiasta przebrana z dresów w suknię wieczorową już nie je, a spożywa, już nie gada, a gawędzi. Powiem szczerze, że dobór masek do przyodziewku musimy jeszcze społecznie przepracować. Może z biegiem miesięcy powstanie odpowiedni poradnik i paragraf modowej legislacji. Źle dobrana zasłona psuje wystrój. Niewygodna utrudnia odbiór. Przyznaję, że trzy godziny Wesołych kumoszek z Windsoru spędzone w fachowo założonej maseczce dały mi w kość. Ale niczego nie żałuję.

W czasach pandemii oglądaliśmy spektakle o innym świecie, ale już niedługo będziemy czytać sztuki o tych czasach i oczekiwać na ich sceniczne adaptacje. Festiwal za motyw przewodni wziął sobie miłość. Temat szeroki i pojemny, a do tego praktycznie nie stawiający ograniczeń. Widzieliśmy na tej i owej scenie, a nawet na ekranie, różne odsłony zjawiska. Były szacowne związki, wierne połowice, zazdrośni mężowie, łakomi kochankowie, wdowia tęsknica, wskrzeszone żary i roztropne małżeńskie kompromisy. Trudno wymienić wszystko. Nie bez powodu skrupulatni Grecy rozróżniali cztery rodzaje tegoż uczucia, a każdy określali innym słowem. Być może na Festiwalu widzieliśmy wszystkie cztery miłości.

Była też taka, którą oglądaliśmy dopiero po spektaklu. Jej owocem okazał się też sam Festiwal. Ważną część głównego wydarzenia danego dnia stanowiła rozmowa z aktorami po zakończonym widowisku. Aktorzy w miejscu pracy, bo wciąż na deskach, jeszcze w kostiumach, ale już poza kreacją. Dyskusję prowadził Tomasz Domagała, a w razie potrzeby tłumaczki pomagały w komunikacji. Miłość do teatru to coś, co przewijało się w rozmowach. Wielopokoleniowe zespoły, w których najstarszy pieczołowicie przekazuje swój warsztat, a najmłodszy drży, gdy ma grać z mistrzem, tysiące kilometrów pokonanych w trasie, inspiracje, o jakich nie mieliśmy pojęcia i emocjonalne przeżywanie roli to tylko niektóre tematy, jakie poruszano. Trupa teatru Credo zdradziła, że jest w stanie zagrać pokazany nam spektakl Tata ma zawsze rację w kilkunastu językach. Co więcej, pasję literacką i teatralną wykazywali także widzowie, w których wypowiedziach widoczna była zarówno znajomość tematu, jak i fascynacja. Teatr jest porywający.

Z przyjemnością oczekuję na kolejną, przyszłoroczną edycję Festiwalu. Myślę, że po tym, co udało się zrobić w 2020 roku, nic już nie będzie trudne.

Giovanna Jakimowicz
Dziennik Teatralny Rzeszów
25 września 2020

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia