Skrajność imion ma wiele

"Inteligenci" - reż. Robert Talarczyk - Teatr Śląski w Katowicach

Żyjąc codziennością rzadko dostrzegamy fakt, że każdy z nas kreuje siebie, tak żeby wyjść na kogoś lepszego w oczach innych. Nawet przed najbliższymi gramy i udajemy osobę, którą w rzeczywistości nie jesteśmy. Z pozoru idealni, kroczący dumnie do przodu, mający obrany cel życiowy, wyznając niezmienne reguły i zasady, ale czy tak jest naprawdę? Czasem wystarczy najdrobniejsza iskierka, by poszedł z dymem cały nasz świat.

Wówczas wszystko zaczyna się rozpadać i nawet nie zauważamy, kiedy puszczają wszystkie szwy, którymi skrzętnie zszywamy to co nazywamy "tu i teraz" i "ja". Później pozostaje nam tylko burzliwa operacja na otwartym sercu naszego jestestwa, która nie musi się zakończyć szczęśliwie.

O tych wszystkich aspektach naszej fasadowej codzienności opowiadają "Inteligenci" w reżyserii Roberta Talarczyka. Spektakl ten zaparł mi dech i skłonił do głębokich refleksji. Tekst Marka Modzelewskiego jest opowieścią o rodzinie z zamożnej klasy średniej, jakich wiele wśród nas. Jest to historia ludzi sukcesu, inteligentów, oczytanych, oświeconych, uważających, że wiedzą najlepiej, jak postępować. Czy jednak na pewno? Raczej nie.

Po raz kolejny można się przekonać, oglądając ten spektakl, że mniej znaczy więcej. Na scenie zobaczymy tylko czwórkę aktorów, w zupełności satysfakcjonująca liczba. Na pierwszy plan wysuwa się z pewnością Katarzyna Brzoska w roli Anny. Jest ona świadomą i otwartą na świat kobietą w średnim wieku, żoną oraz matką dwójki dorastających synów. Kieruje się w życiu lewicowymi poglądami, jest otwarta na różnorodność w kontakcie z drugim człowiekiem. Nie ma dla niej znaczenia pochodzenie, kolor skóry, wyznanie, czy orientacja. Jako wykształcona filozofka i redaktorka z przyjemnością wytyka innym ich przywary i wady. Mimo, że jest pozornie kobietą nowoczesną jej postawa jest przesycona przaśną dulszczyzną. Wszystko co poprawne, jej zdaniem, ma być na wierzchu, należy się tym chwalić. Natomiast to co niewygodne, niemodne, czy rodzące problemy należy wygłuszyć i jak najszybciej usunąć z pola widzenia. Podobna bohaterce Zapolskiej traktuje swojego męża z wyższością. Może nie jest do końca tak apodyktyczna, ale nie odmawia kiedy jej mąż - Szczepan (Mirosław Neinert) prosi ją o korektę swojego artykułu, która w rzeczywistości zmienia się w jej dyktando. Wszystko się jednak zmienia, kiedy świat Anny się załamuje po rasistowskim występku jej starszego syna. Można odczuć, że pod płaszczykiem intelektualizmu i obrazem silnej kobiety kryje się rozhukana i za głośna (dla uszu widza niestety też) Aniela Dulska, która za wszelką cenę chce utrzymać w ryzach rozpadający się świat.

Wspomniany Szczepan, to mężczyzna spełniony, traktujący życie z przymrużeniem oka i nie aż tak dosłownie, jak Anna. Mimo, że też jest dosyć postępowy w swym światopoglądzie, stara się poczynania synów zrozumieć. Zarówno młodszego, który pomimo ateizmu rodziców postanawia przystąpić do pierwszej komunii. Próbuje znaleźć w tym pomyśle choć jeden plus, jak fakt chęci przypodobania się pewnej dziewczynie. Podobnie w przypadku starszego syna. Nie przekreśla go od razu, jak matka. Usiłuje nawiązać dialog. Prowadzić cichą resocjalizację poprzez rozmowę i cierpliwie wysłuchując syna. Ta postać mimo, że pozornie podobna do Felicjana Dulskiego, jest różna. Szczepan nie poddaje się bezwiednie woli żony i jej dyktatowi. W kulminacyjnym momencie nawet jej się sprzeciwia i to w bardzo stanowczy sposób. Może mylić jego fasadowa wesołkowatość i obojętność. Tymczasem pamięta on postępowanie Anny z lat młodości. Uczucie to głęboko w nim siedzi i kumuluje się dając ujście w finałowym momencie spektaklu.

Trzecim bohaterem tej pełnej emocji i alegorii historii jest Łukasz, syn Anny i Szczepana (w tej roli Paweł Kruszelnicki). Prezentuje on obraz młodego człowieka wchodzącego powoli w świat dorosłych i próbujący postępować zgodnie z własnym sumieniem i wyborami. Nie jest to droga spójna z tym co prezentują rodzice. On otwarcie przyznaje, że "nie lubi pedałów, bo kto ich lubi?" i że nienawidzi czarnych. Pytanie tylko czy jest to jego zdanie, czy wpływ środowiska w którym się obraca. Przecież często młodzi ludzie robią rzeczy nie zgodne z ich światopoglądem, tylko po to żeby nie odstawać od rówieśników. Niestety w tym przypadku nocna impreza ze znajomymi skończyła się na policji, a finalnie w sądzie. Mimo to Łukasz niezmiennie obstaje przy swoim zdaniu, co wywołuje burzliwy konflikt z matką, a finalnie kryzys i test więzów rodzinnych.

Pozostaje jeszcze czwarta obecna na scenie postać, czyli Bożena (Violetta Smolińska). Jest ona starszą siostrą Anny, zupełnie się od niej różniącą. Po pierwsze jest wierząca, ma określone skierowane na prawą stronę poglądy polityczne, cechuje nią bardzo często obecna w społeczeństwie ksenofobia. Jako nauczycielka stara się być otwarta na różnice, ale zawsze wie swoje. Dla swojej siostry jest zawsze ostatnią deską ratunku. Zawsze obecna, kiedy Anna jej potrzebuje. Mimo, że na wielu płaszczyznach się nie zgadzają, kocha swoją siostrę i ją wspiera. Oczywiście próbuje przy okazji ugrać swoje. Jej mąż, emerytowany policjant, nie chce otwarcie przyznać, że oficer służb bezpieczeństwa, szuka sposobu, żeby dorobić, więc próbuje namówić siostrę na znalezienie jakiegoś stanowiska w jej redakcji. Pozornie różni się kompletnie od swojej siostry, ubiera się i czesze bardzo tradycyjnie, jest praktykującą katoliczką i ma lekko mówiąc umiarkowanie tolerancyjne poglądy, rzeczywiście niczym się od niej nie różni. Inne są z zewnątrz, z wyglądu, z prezentowanych wartości, nawet z ubioru. Tak naprawdę pod skórą obu sióstr drzemie gminna dulszczyzna, zazdrość i zafiksowanie na swoje.

Pozostaje jeszcze jedna kluczowa bohaterka tej wielowarstwowej historii. Mama obu Pań. Mimo, że nie zobaczymy jej na scenie, to obecność "mamy" jest mocno odczuwalna. Jest ona bardzo silną osobowością. Z powodów poglądów skłócona z Anną, nie przekracza progu jej domu, na co dzień manipuluje Bożeną. Wprowadza ona do spektaklu pewnego rodzaju humorystyczny wątek. Jej córki mimo, że już dorosłe i w gruncie rzeczy w średnim wieku nadal są pod jej wpływem i się jej obawiają. Należy się jednak zastanowić, czy taki wpływ rodzica na już dorosłe dziecko jest czymś wesołym, czy nie zaś fatalnym przekleństwem?

"Inteligenci" są niewątpliwie czarną komedią o bardzo dużym ładunku emocjonalnym. Historia ta jest dla mnie uniwersalna i równie dobrze mogłaby się odbyć w dwa tysiące dziewiętnastym roku w Katowicach, jak i w odległej przeszłości w tym samym, czy innym mieście. Bohaterowie są przesyceni polskością i cechami narodowymi, zarówno tymi pozytywnymi, jak i mniej chlubnymi. Należą się gratulacje dla Marka Modzelewskiego za ten tekst, który moim zdaniem trafia w punkt. Sam finał, który jest pełen niedomówień, może stać się polem do popisu dla wyobraźni każdego widza. Jedyną granicą, jaka pozostaje nam, żeby poznać do się dalej stanie jest nasza własna fantazja. Ta mieszanka charakterów, postępowań, poglądów i pozornych różnic skumulowana w nowocześnie urządzonym mieszkaniu, stanowi mieszaninę piorunującą i pretekst do szerokich przemyśleń.

Spektakl ten to przyjemnie podana historia idealnie, moim zdaniem, nadająca się dla rodziców dorastających dzieci, kiedy zaczynają się rodzić pierwsze rozterki z obu stron pokoleniowej barykady. Dodatkowo w pokazująca w przemyślany sposób, jak bunt dziecka może prowadzić do negacji wszelkich wartości dorosłych. W przejrzysty sposób też ukazuje, jak wieloletnie nawarstwienie się problemów i sekretów doprowadza w pewnym momencie do wstrząsu w rodzinie.

Paweł Kluszczyński
Dziennik Teatralny Katowice
20 lutego 2019
Portrety
Robert Talarczyk

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia