Skrojony na miarę

"Barbelo, o psach i dzieciach" - reż. Małgorzata Bogajewska - Teatr Bagatela

Spektakl Bogajewskiej jest skrojony na miarę. Zgrabny, konsekwentny w formie, w całości podporządkowany zamysłowi reżyserki. Kluczowe pytanie sztuki - dlaczego wszyscy jesteśmy martwi? - pozostaje jednak bez odpowiedzi

Biljana Srbljanović jest dla reżysera parterem wygodnym, ale bardzo wymagającym. Swoje sztuki osadza w ściśle określonych, serbskich realiach. Przeważnie jednak (z wyjątkiem gniewnego „Upadku”, napisanego jako reakcja na sytuację polityczno-ekonomiczną kraju wyniszczonego przez reżim Slobodana Miloševicia) zawiera w nich przekaz tak uniwersalny, że chętnie sięga się po nie niemal w całej Europie. Zresztą, poza Starym Kontynentem również. Dlaczego?

W dramatach Srbljanović znajdziemy problemy współczesnego człowieka, zamknięte najczęściej w ramach jednej rodziny lub mikrospołeczności, której Srbljanović wnikliwie się przygląda. To dlatego Marek w „Barbelo, o psach i dzieciach” jest pesymistyczną kreacją ojca XXI wieku – prowadzącego barwne, w pełni absorbujące życie zawodowe w kontraście do żałośnie skromnego, nieudanego życia rodzinnego. Będący na fali, uwikłany w szemrane interesy polityk na rodzinę nie ma już czasu, a swojego ośmioletniego syna po prostu się boi. Wycofuje się więc z kontaktów z dzieckiem, przerzucając odpowiedzialność za jego wychowanie na zaniedbywaną żonę. Macocha Zorana, młodziutka Milena, musi błyskawicznie dojrzeć do roli matki, bo bohaterów poznajemy na cmentarzu, po samobójczej śmierci rodzicielki Zorana.

To ledwie jeden z kilku podstawowych wątków „Barbelo”, choć to jemu reżyserka Małgorzata Bogajewska w spektaklu krakowskiego Teatru Bagatela przypisuje szczególną wartość. Problem relacji ojca i syna rozłożyła na wszystkich występujących w spektaklu aktorów, a ci wymieniają się męskimi rolami tekstu Srbljanović. Każdy z nich w pewnym momencie wciela się zarówno w Marka, jak i Zorana, bo sprawa ojcostwa należy do problemów cywilizacyjnych, dotykających nas wszystkich. Mężczyźni są nieprzygotowani do roli ojców i (jak Marek) nie potrafią się w niej odnaleźć. W tym punkcie obie panie – Srbljanović i Bogajewska – są zgodne: niedojrzałość emocjonalna mężczyzn czyni z nich duże, nieporadne dzieci.

Łatwo więc w Biljanie Srbljanović odnaleźć sojusznika, ale jest to możliwe tylko przez bardzo dokładną, precyzyjną lekturę jej tekstów. Szybko okazuje się, że prowokowany przez autorkę śmiech, w kolejnej scenie zamiera na ustach widzów, a bierne podporządkowanie się didaskaliom prowadzi do gmatwaniny wątków i spiętrzenia paradoksów. Bogajewska na „Barbelo, o psach i dzieciach” znalazła sposób mało odkrywczy, ale skuteczny. Stworzony na scenie świat traktuje jak zabawę, psychodramę na kształt najbardziej znanego w Polsce tekstu Serbki, „Sytuacje rodzinne”.

Aktorów prowadzi narratorka, wcielająca się w rolę Mileny (Ewelina Starejki), która za pomocą zredukowanych didaskaliów szkicuje sytuacje przedstawiane później przez aktorów na scenie. Oszczędna scenografia Macieja Chojnackiego nieprzypadkowo przypomina przestronny salon przeciętnego mieszczańskiego wnętrza, w którym siódemka młodych aktorów Bagateli, niczym gromadka dzieciaków pod przywództwem Eweliny Starejki, gra w „Barbelo”. Sprowadzenie świata bohaterów do ścian jednego pokoju daje Bogajewskiej możliwość przyjrzenia się bohaterom w potrzasku.

Między naiwną Mileną a sąsiadem, policjantem Draganem, wytwarza się niebezpieczna więź. Dragan znajomość z dziewczyną traktuje nie tylko zawodowo i ma wielką ochotę na romans z żoną wpływowego polityka; ta z kolei, złakniona uwagi i zainteresowania, prowokuje ryzykowne spotkania sam na sam. Reżyserka prezentuje je w lubiany przez siebie sposób – fizycznie, agresywnie, dając widzowi perwersyjną możliwość podglądania bohaterów w sytuacjach granicznych. Milena nie zdradza jednak męża, więc Dragan mści się na niej, pozwalając swojemu wielkiemu psu dokonać tego, czego sam nie zdołał. Dla suczki Mileny (w tej roli najciekawsza aktorsko Anna Rokita) spotkanie z psem Dragana przyniesie opłakane skutki.

Reżyserka zrezygnowała z wątków sztuki, które trudno byłoby wytłumaczyć domową zabawą – nie ma więc najbardziej efektownego w „Barbelo” monologu Włóczęgi, nie ma wariatki nazwanej przez Srbljanović Psiarą, wypatrującej wszędzie swoich martwych dzieci, nie ma również pobrzmiewającego w dramacie echa wojny. Natomiast silnie obecny u Srbljanović żałobny lament i bezgraniczne cierpienie ludzi samotnych, opuszczonych i przede wszystkim nieszczęśliwych, poprzez konwencję zabawy ulega znacznemu złagodzeniu. Bogajewska nie waha się zmienić też zakończenia sztuki Srbljanović, podkreślając tym samym międzypokoleniową zmianę warty.

Spektakl Bagateli jest skrojony na miarę. Zgrabny, konsekwentny w formie, w całości podporządkowany został zamysłowi reżyserki. Ceną za spore retusze jest urwany wątek ojca Dragana i niezbyt zrozumiała przez reżyserskie skróty obecność na scenie Milicy. Kluczowe pytanie sztuki – dlaczego wszyscy jesteśmy martwi? – pozostaje jednak bez odpowiedzi.

Łukasz Rudziński
Dwutygodnik
28 grudnia 2011

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia