Skrzyżowanie góry Synaj z Grand Guignolem

"Ślub" - reż. Waldemar Śmigasiewicz - Teatr Miejski w Gdyni

Przed jubileuszową premierą "Ślubu" w Teatrze Miejskim w Gdyni. Zapis konferencji prasowej przed premierą Ślubu w Teatrze Miejskim w Gdyni*

Waldemar Śmigasiewicz po raz kolejny w Teatrze Miejskim w Gdyni.

Pytanie: Kiedy czytamy obsadę, nazwiska aktorów, widzimy, że niektóre postacie są zdublowane: mamy dwie mańki, dwóch pijaków, ojciec i syn o niewielkiej różnicy wieku. Czy jest w tym jakiś klucz? To już pana trzeci Ślub…

Waldemar Śmigasiewicz: Historia ze Ślubem ma się tak, że to się tak nie da. Jarocki robił 6 czy 7 razy Ślub. Nie z powodu intratności tego przedsięwzięcia podejmuję ten temat. Raz, że zostałem zaproszony przez Teatr. W dzisiejszych czasach jest to niemożliwe, żeby przyjść z utworem i powiedzieć, że się „robi”. Musi być jeszcze akceptacja firmy. Druga sprawa, że znam dobrze tych aktorów, wiem dużo o nich, a teraz się okazuje, że nie wiem o nich nic, paradoksalnie. Obok jubileuszu Teatru Miejskiego, zbliża się rocznica nadania imienia Gombrowicza Teatrowi z Gdyni i dlatego o tym teraz rozmawiamy. Jest to warunek sine qua non realizacji tego utworu. Oczywiście najlepiej byłoby zobaczyć przedstawienie. Jak mówił Konstanty Stanisławski w swoim dziele o aktorstwie i interpretacji: Praktyka teoriuju jebiot. I ja się boję dysonansu pomiędzy praktyką, a teorią. To, co się zdarzyło, to że pewne postacie się dublują, to jeszcze wytłumaczę. Cały utwór jest partyturą, twardą partyturą, która w zależności od tego, jak się ją czyta, daje określone rezultaty. Cała historia, którą opowiadamy, jest historią o próbie odnalezienia się człowieka w świecie, który został pozbawiony takich elementarnych słupów milowych, którymi były np. etyka normatywna. To jest historia lęku człowieka, jednego przed drugim, o zagubieniu w ogóle, w świecie. Ten utwór jest ukryty, pozakrywany różnymi znaczeniami, nic tam nie dzieje się dosłownie, tak jak w dramatach realistycznych, gdzie się dzieje wszystko 1:1. I dlatego też pozwoliłem sobie na taki zabieg zwielokrotnienia, które wydawało mi się to słuszne w momencie, kiedy bohater np. śpi i budzi się we śnie, ale nadal śpi i wydaje mu się, że jest w świecie realnym. Taki przypadek występuje w przypadku Henryka. On otwiera oczy, ale ciągle jest w tym śnie. Antropologia kultury odpowiedziałaby wiele na to. To rodzaj lęku przed nicością, która się zjawia.

Człowiek z powodu lęku musi sobie stworzyć coś najwyższego, jak boga czy diabła. Ten lęk jest potworny, to jest opowiedzenie prehistorii, prapoczątku człowieka. To właściwie nie jest lęk, a trwoga przed czymś, co ma nastąpić, przed brakiem odwołania się do jakiegokolwiek punktu, dlatego że budzi się człowiek w nicości. Z tego lęku rodzi się wołanie o ojca, czyli o Boga, wołanie o ten świat i on powołuje ten świat. Tutaj odwołujemy się trochę do tradycji prof, Janion, do nurtu eposu romantycznego. Bohater prowokuje, wywołuje świat i ten świat się zjawia. Ale ten świat jest już umarły. Wiemy, że sen jest metonimią śmierci, a słowo zasnąć to eufemizm. Bohater przywołuje świat i ludzi, jednak postacie są pokawałkowane, ukrzesłowione jak mówi/maluje Wróblewski. Nie potrafią przeciągnąć linii, żadnej ciągłości w swoim życiu. Boli ich istnienie, które Henryk im zaaplikował. To coś takiego, jak byśmy poszli na cmentarz i powołali do życia ludzi, którzy umarli. Nawet jeżeli stałoby się to w naszych najskrytszych snach, czy mówiąc metaforycznie, w rzeczywistości, ci ludzie nie byliby chętni, by wracać do swoich ciał, do swojej bolesności, do swoich lęków, do czegoś, czym był obarczony człowiek. I tak też jest, że bohaterowie chorują na amnezję, nie przypominają sobie. Kolejna przewrotka Gombrowicza, to że możemy porównać bohatera do artysty w stanie tworzenia. Artysta oddziaływuje na dzieło i dzieło oddziaływuje na artystę. On wchodzi w pewne relacje z tymi ludźmi . I stąd jego świat ulega pewnej deformacji. Zjawia się Mańka wczorajsza, Mańka dzisiejsza. Zjawia się Matka, która była wczoraj i matka, którą on pamięta. I każda domaga się współuczestnictwa w tym zdarzeniu . Zjawia się pijak, jeden już to takie zło umierające, a pod nim rodzi się drugi pijak - zło nowoczesne, kazuistyczne, bardzo sformalizowane. Robimy tutaj odniesienia do współczesności.

Wiemy, że ten utwór jest zanurzony i w Weselu, i w Boskiej Komedii Dantego i jest masa przygód z tym. Wybór drogi, to jak wyjście z labiryntu.Jak mówi Borges, najtrudniejszym labiryntem jest pustynia. I to jest właśnie taka pustynia i nie wiadomo, jak wyjść z tego labiryntu. Myśmy trochę pracowali nad tym, aby uruchomić żywioł, który jest w obieży kartezjańskich definicji. Żywioł chamstwa i religijności, skrzyżowanie góry Synaj z Grand Guignolem. Te żywioły nieustannie się tutaj splatają. Chyba jest to pewne odbicie społeczne, prowokuje do tego cały utwór. Na razie wszystko uporządkowaliśmy i zabieramy się do najważniejszego etapu, nadawania takich ostatecznych znaczeń temu wszystkiemu. Rafał gra Henryka, piekielnie trudna rola, bardzo skomplikowana, która nieustannie musi być na granicy pomiędzy szaleństwem, a logiką. Tu chyba Szulc powiedział o Gombrowiczu, że jest to wariat logiczny. I to jest to taki wariat logiczny, który doszukuje się jakiejś logiki w tym wszystkim, próbuje znaleźć jakiś punkt odniesienia. Kasia Bieniek gra Manię młodszą, Boguś Smagacki gra ojca, to wszysko jest opowiedziane przez Henryka. Więc nie stosujemy takiej metody, że ojciec ma 87 lat, tylko to jest ojciec jakby ponadczasowy. Jest tu dużo przesunięć w czasie, wszystko nieustannie przepływa. I to jest główna linia, teza. Plus scenografia Macieja Preyera, plus muzyka Krzesimira Dębskiego.I tyle na ten temat.

Pana ostatnią realizacją był Proces Kafki. Pojawia się wspólny motyw aresztowania…

Nie,nie. Tutaj mamy taki Cumusowski trop. Henryk tak naprawdę bierze odpowiedzialność za całość swojego czynu. Mówi słowami Gombrowicza: „niech wasze ręce mnie dotkną”. Bierze odpowiedzialność za wszystko. To jest bardzo ważne zdanie. W świecie, który jest pozbawiony lub gdzie akcenty są poprzesuwane tego brania odpowiedzialności za siebie, on przyznaje, że jest wszystkiemu winny, oczywiście w słowach. Dlatego, że szukał, była to kara za poznanie tego świata.

Znalazłem kiedyś w korespondencji Gombrowicza do jego brata Janusza, taki tekst. Śnił mi się sen, wszyscy spotkaliśmy się, chyba w Soli, była cała rodzina, ja i ty, było już po wojnie, wszyscy opowiadaliśmy swoje historie, ale nikt nikogo nie słuchał, nikt na nikogo nie reagował. I tutaj u nas w przedstawieniu, tak naprawdę nikt nikogo nie słucha, każdy próbuje nanieść perspektywę swojego zdarzenia.

Od wielu lat pracuje pan z tym samym zespołem. Proszę nam opowiedzieć o pracy z zespołem. Zna go pan doskonale…

Znam ich doskonale i... nie znam. Aktorzy, ludzie o tysiącu twarzach, ludzie kameleoni. Dobrze się pracuje. To jest bardzo trudny utwór. Dziś mamy trzy utwory: Dziady, Wesele i Ślub Gombrowicza, które wytyczają kierunek współczesnego myślenia o świecie. Słyszałem taką rozmowę o Gombrowiczu we Włoszech, o jego filozoficzności: mówi się, że jest to autor, który bardziej interesował się filozofią, „wpada” na Kartezjusza, Heideggera, odwołuje się, czasami kpi. Filozofię traktuje prześmiewczo, mówi, że to teoria, a praktyka jest zupełnie inna tym wypadku. Włoski pisarz Italo Calvino powiedział, że trzeba by tak myśleć o filozofii Gombrowicza, że jest ona punktem wyjścia do znalezienia różnych przygód z literaturą. To nie jest czysta filozofia, ani podszywanie się i dlatego on jest wielokrotnie mieniący się i tak bardzo interesujący i ciekawy. Wydaje mi się, że daje on ogromne pole do popisu widzowi. Widz może sobie składać, układać, tworzyć własne podróże. Calvino porównał to do filmów Felliniego. W filmach Felliniego jest tak, że jest jakaś scena , która posiada montaż wewnątrzkadrowy, to wszystko, co się dzieje, nie jest zmontowane, tylko stoi kamera i tam się dużo rzeczy dzieje. Pytanie, jak to teraz zrobić, aby te rzeczy, które się tam dzieją, miały swoje znaczenie? To jest taka historia, która wewnątrz kadru nasyca się różną ilością znaczeń.

Zrobił pan najlepszy spektakl w ostatnich dwóch sezonach Teatru Miejskiego...

Który spektakl?

Proces na piachu.

Nie widziałem o tym, ale miło mi to usłyszeć. Muszę podziękować aktorom. Szkoda, że tylko jeden sezon graliśmy.

No właśnie. Życzymy Panu, aby Ślub nie podzielił losu Procesu i żeby nie splajtował…

Spektakl jest trudny. I polega na tym, że jest „grany”. Jeżeli nie będzie grany, to on umrze. Dlatego, że jest nasycony taką ilością niuansów, gier wewnątrz-tekstowych, wewnątrz- aktorskich, w których aktorzy się rozwijają. To nie jest robione ,,na sztywno’’, a częściowo na zasadzie improwizacji. Oni muszą grać wobec siebie nie zawsze w ustalonych ramach i to jeżeli nie jest trenowane, powielane, to te przedstawienia umierają.

Jak to wyglądało od strony technicznej: kiedy rozpoczęliście próby, jak długo to trwało, w ulotkach cały czas mamy p. Sławomira Lewandowskiego w roli Pandulfa…

Nadal jest. Na ulotce i w spektaklu.

Wideo ?

Nie, wideo to głupota, niemieckie chwyty. Proszę samemu zobaczyć. Nie mogliśmy tak nie zrobić, bo próbowaliśmy ze Sławkiem. Myśl o grze trzymała go przy życiu. Do ostatniej chwili, gdy byliśmy na pogrzebie w piątek, razem z zespołem, jego siostra powiedziała mi, że on do ostatniej chwili martwił się, jak mi powiedzieć, że on nie może przyjść na próbę. Widać, jak daleko był posunięty jego świat. Wiedzieliśmy o jego stanie. Przychodził na próby, „robiliśmy sytuacje”, pracowaliśmy. Chciałem koniecznie, żeby on został, ale nie wiedziałem, jak to zrobić. Nie będziemy się wygłupiać i robić wideo. Ale jest taki moment, kiedy bohater w II akcie jest już tym Henrykiem, który zdobył władzę, wpada w różne stany i pewnym sensie on wywołuje tego Pandulfa. Jak to jest zrobione, to państwo zobaczycie. Wydawało mi się, że jak zaczynamy razem, to kończymy wszyscy razem. Wydaje mi się, że on tak naprawdę nie umarł, tylko wyjechał. Miał tyle wspaniałych kreacji i tyle ról zagrał. Był bardzo ciekawym człowiekiem, być może trudnym osobowościowo, ale któż z nas jest łatwym?(…)

Waldemar Śmigasiewicz (ur. 19 września 1953 roku w Warszawie) - polski reżyser filmowy i teatralny.Jest absolwentem PWSFTviT w Łodzi i wykładowcą w PWST w Warszawie. W 1987 roku otrzymał Grand Prix na Europejskim Festiwalu Szkół Teatralnych w Lyonie za spektakl "Ferdydurke" Witolda Gombrowicza i główną nagrodę na Festiwalu w Millwakuee w USA za Tango Mrożka.

Katarzyna Wysocka
Gazeta Świetojanska1
21 października 2010

Książka tygodnia

Opowieści
Wydawnictwo MG
Fiodor Dostojewski

Trailer tygodnia

(F) Paralele
Marek Zimakiewicz
„Paralele”, to inicjatywa Fundacji An...