Skutki czytania szmiry

"Opętani" - reż. Tadeusz Bradecki - Teatr J. Słowackiego w Krakowie

Na ścianie kicz, w salonie cham, ziemianka-bankrutka jako wywłoka w świecie szmalu i tanich skandali, powieści dla kucharek i brukowa prasa. Gombrowiczowskie „puszczenie się w taniec z pospolitą” w najnowszej produkcji Teatru im. J. Słowackiego to podróż do początków kultury popularnej, czyli czasów, gdy podziały klasowe odpowiadały podziałom na „niskie” i „wysokie” w sztuce.

Tadeusz Bradecki stworzył spektakl realistyczny. Jego „Opętani" nie są groteskowi, przerysowani czy nawet ekspresjonistyczni. Forma nie stoi na pierwszym miejscu. Gombrowicz- narrator stojący przy balustradzie transatlantyku to Gombrowicz publikujący „Opętanych" w 1939 r. na łamach „Czerwonego Sztandaru" jako odcinkową „powieść dla kucht", rodzaj żartu z pisarzy modernistycznych, jeszcze nieświadomy, że jej ostatnie części pisać będzie podczas oceanicznego rejsu, w drodze do nowej ojczyzny.

Kilka lat temu, w swoim dyplomowym spektaklu na podstawie „Opętanych" Krzysztof Garbaczewski zaczynał akcję powieści nieomal w punkcie kulminacyjnym, czyli sceną detektywistycznego dochodzenia w sprawie morderstwa Maliniaka. Jego „Opętani" pełni byli postaci egotycznych, pragnących sławy choćby i czarnej, ich świat przypominał galerię typów spod ciemnej gwiazdy i bohaterów bulwarówek. Powieść poddana scenicznej dekonstrukcji ukazywała rzeczywistość skarnawalizowaną, karmiącą się absurdem i pure-nonsensem.

Bradecki proponuje chronologiczną opowieść o społeczeństwie złożonym z kast i zdaje się przekładać akcenty na konsekwencje łamania takich podziałów i porządków. Żyjąca w gorsecie konwenansów bohaterka porzuca rodzinne gniazdo w szlacheckim dworku, by przyjąć zupełnie nową tożsamość w hałaśliwej metropolii, czyli przedwojennej Warszawie. Wielka ucieczka i start od zera okazują się fiaskiem. Maniery dziewczyny, jej uroda, rysy i zachowanie demaskują jej pochodzenie, a poczucie dumy wręcz uniemożliwia zrobienie szybkiej kariery w świecie miejskich utracjuszy. Co gorsza, młoda bohaterka przekonuje się, że zawsze jest „coś za coś". Wolność od korzeni to podróż w nieznane. Lepsze zaś bywa wrogiem dobrego. W stolicy rozwija się świat bardziej drapieżny i bezduszny, niż to, co pamięta z dworu i tenisowego kortu.

Tenis w tym spektaklu to walka dwóch klas, które nie mogą się zrównać ani dokonać unii personalnej. Dla młodego trenera „z gminu" próba zbliżenia się do wyższych sfer przedwojennego społeczeństwa kończy się opętaniem w sensie dosłownym. Dla panny z arystokratycznego domu wyjście poza swoje środowisko prowadzi do zejścia na stronę występku, unurzanie się w świecie płatnej miłości. Kontraktowe małżeństwo dla przejęcia majątku panicza, którego nie chciała, znajduje swój rewers w żywocie panienki do towarzystwa bogaczów podejrzanej proweniencji, karierowiczów „od pucybuta do milionera". Taki wydźwięk możliwy jest dzięki chronologicznemu ukazaniu drogi dwojga głównych bohaterów, ich pochodzenia, motywacji oraz intryg, w jakie zostają wplątani.

W programie spektaklu prof. Anna Burzyńska przypomina, że „Kiedy pod koniec lat 30-tych ubiegłego wieku Witold Gombrowicz pisał <<Opętanych>>, klasyczne podziały na literaturę <<niską>> i <<wysoką>> trzymały się bardzo mocno". Dziś te historyczne podziały zanikły w sztuce, lecz czy faktycznie przeminęły zupełnie w życiu społecznym? Czy dawnych arystokratów nie zastąpili kolejni Wielcy Gatsby? Wystarczającą przepustką do salonu może być dzisiaj kapitał, lecz nierówności klasowe tworzone przez stan posiadania dają o sobie znać równie skutecznie co feudalne podziały na plebs i szlachtę w międzywojennej II Rzeczypospolitej. Być może o tym też traktuje współczesne odczytanie „Opętanych" jako powieści o świecie zaklętych rewirów.

Wadą adaptacji autorstwa Bradeckiego jest zdecydowanie za mała ilość skrótów i zbyt statyczna inscenizacja niektórych nie rozwijających intrygi dialogów. Reżyser oraz Jan Polewka powinni byli śmielej sięgać po redaktorskie nożyce, by uniknąć ewidentnych powtórzeń i nie uprzedzać faktów scenicznych. Pojawiający się w scenografii transatlantyk również nie wnosi nic do całości spektaklu. Kontekst argentyński nie staje się dobrym polem dla nowej interpretacji utworu nawet wówczas, gdy Bradecki sugeruje, że cała akcja „Opętanych" dzieje się właśnie na pokładzie transoceanicznego statku. Ta klamrowa struktura nie przekonuje skoro nie dowiadujemy się niczego o możliwych dalszych emigracyjnych losach bohaterów.

Spektakl jest jednak dobry aktorsko, oddający potencjał zespołu Teatru im. J. Słowackiego. Debiutująca na scenie Agnieszka Kościelniak i znany ze świetnej roli Pinokia, Daniel Malchar tworzą niebanalny duet. Ich młodzi kochankowie, których łączy i dzieli wszystko, przekonują jako postaci nieświadome swojego przeznaczenia, próbujące uciec od przypisanych ról, a jednocześnie wciąż popadające w banał. „Opętani" nie przez miłość lecz przez ślepy los i absurdalne, wręcz kiczowate zbiegi okoliczności. Zdają się być bohaterami tandetnej historii pisanej wbrew ich własnej woli.

Ostatecznie dostajemy spektakl „poprawny", bliski bardziej ekranizacjom prozy Henry'ego Jamesa czy „Skandalowi w Wesołych Bagniskach" Michała Choromańskiego niż teatralnej awangardzie, lecz być może takie klasyczne odczytanie „Opętanych" skupiające się na starannym odwzorowaniu panoramy społecznej pierwszej połowy XX wieku ma dziś swoją rację bytu. Żyjemy w czasach nieustających pytań o europejską i polską tożsamość. Nowi mieszczanie zaczynają doceniać swoje wiejskie korzenie, historycy zauważają „prześnione rewolucje" Polski Ludowej, a po 25-ciu latach demokracji rodzą się ruchy obywatelskie proponujące odejście od starych narodowo-wyzwoleńczych narracji. Możliwe, że w tym kontekście takie realistyczne odczytanie powieści Gombrowicza stanowić będzie rodzaj refleksji nad źródłami naszej (po)nowoczesności. Kim dzisiaj byliby Ona i On – Opętani: „team-leaderką" w wielkiej korporacji i trenerem rozwoju osobistego, Paris Hilton i Pawłem Maserakiem? – możemy spytać siebie samych opuszczając przybytek sztuki przez wielkie „Sz" - eklektyczny gmach Teatru im. J. Słowackiego i zmierzając w kierunku Galerii Krakowskiej – świątyni na miarę naszych czasów.

Jakub Wydrzyński
Dziennik Teatralny Kraków
16 lutego 2016
Portrety
Tadeusz Bradecki

Książka tygodnia

Złoty garnek i inne opowiadania
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann

Trailer tygodnia