Śląsk uniwersalny

"Piąta strona świata" - reż. Robert Talarczyk - Teatr Śląski w Katowicach

Mikroświat małej społeczności może być soczewką, przez którą oglądamy burzliwe losy ludzkie. Akcja debiutanckiej powieści Kazimierza Kutza rozgrywa się w Szopienicach, gdzie historia Śląska staje się uniwersalna.

Jest to najzwyczajniej w świecie historia ludzi, którzy żyją gdzieś na skrzyżowaniu narodów, kultur, granic i nieustannie są uwikłani w historię. Robert Talarczyk podążył za opowieścią Kutza i przeniósł ją na deski Teatru Śląskiego w spektaklu „Piąta strona świata".

Główny Bohater wchodzi na scenę z foyer teatru – to przecież człowiek stąd. W tej roli doskonały Dariusz Chojnacki, który będzie narratorem całości. Jest nie tylko świadkiem wydarzeń, ale też świadomym obserwatorem i człowiekiem, który sięga również do przeszłości. Jego słowa będą ilustrowane scenami. Często zastygnie on z przodu sceny, a za nim będzie rozgrywać się akcja. Bohater będzie opowiadać o ludziach, których zna, z którymi się wychował, dorastał – o losach ludzi, których historie śledził na bieżąco. Nie pominie tych, którzy mieli swoje mroczne sekrety. Szybko zorientujemy się, że na Śląsku nie ma prostych prawd, a historia często potrafi wejść z przysłowiowymi butami w czyjeś życie.

Spektakl charakteryzuje się ascezą sceniczną – scena jest pusta. Na wielką scenę wchodzą aktorzy, których kostiumy są bardzo dopracowane. Na horyzoncie wyświetlane są wizualizacje, które tworzą tło kolejnych scen. Poza tym skupiamy się na postaciach. Na opowieści, bo ze sceny padnie dużo słów. Dodatkowo, są użyte zapadnie sceniczne, które zaskakują przy scenach zbiorowych. Dzięki nim bohaterowie pojawiają się i znikają nie tylko w kulisach, ale też pod sceną. W tych ascetycznych obrazach scenicznych spektakl ten przypomina „Nocnych pływaków" w reż. Pameli Leończyk, który ostatnio wygrał Kryształową Pestkę 2021 na festiwalu w Jeleniej Górze. Tamten spektakl również skupia się na działaniach teatralnych, a efekty wizualne nie przysłaniają właśnie teatru. Takie spektakle zdecydowanie oczarowują, ponieważ bez rozbudowanej scenografii możemy skupić się na aktorach. Treść staje się esencją, efekty sceniczne mają tylko ją dopełnić.

Warto zaznaczyć, że jest to widowisko przemyślane i mimo tego, że mamy wielką przestrzeń sceniczną, to cała ta przestrzeń jest wykorzystana. Ludzie są trochę zanurzeni w wielkiej historii, nie zawsze świadomie. Wokół siebie mają przestrzenie możliwości. Spotkane w życiu osoby mogą zostać z nimi na dłużej, być ich największymi sprzymierzeńcami lub wrogami. Wszystko może zmienić się w każdej chwili, a nawet własny brat może stać się nagle przez swoje zachowanie całkiem obcy. Każda postać sceniczna jest osobą z krwi i kości, z indywidualnym, złożonym charakterem – wielkie brawa należą się całemu zespołowi aktorskiemu. Oprócz niezwykłej strony wizualnej, zwraca uwagę muzyka, autorstwa Przemysława Sokoła, która tworzy nieco mroczny,a jednocześnie w jakiś sposób swojski klimat spektaklu.
„Piąta strona świata" to spektakl, w którym słuchamy śląskiej gwary i wiemy, że opowiada on o nieco hermetycznym zakątku Polski.

Jednocześnie oglądamy opowieść o zwyczajnych ludziach. To widowisko o stracie, nieprzewidywalności losu, indywidualnych tajemnicach. To opowieść o tragizmie człowieka, który ostatecznie zostaje sam. W tej samotności przychodzą do niego obrazy, które układają się we wspomnienia – męczy go samobójstwo przyjaciół i stara się analizować wszystko, co się stało. Wszystko, co mogło do tego doprowadzić.

Ostatecznie możemy to widowisko traktować jako wielki traktat o przemijaniu. O tym, że każde najmniejsze wydarzenie ma swoje konsekwencje, które często poznajemy dopiero po latach.

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
16 czerwca 2021
Portrety
Robert Talarczyk

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia