Słodko-gorzki irlandzki pejzaż

"Kamienie w kieszeniach" - reż. Alicja Stasiewicz - Lubuski Teatr w Zielonej Górze

17 stycznia w Lubuskim Teatrze w Zielonej Górze miała miejsce premiera sztuki autorstwa Marie Jones „Kamienie w kieszeniach" w przekładzie Lecha Mackiewicza oraz w reżyserii Alicji Stasiewicz. Główne role w spektaklu zagrali Aleksander Stasiewicz i Radosław Walenda. Wszyscy wyżej wymienieni są członkami zespołu artystycznego Lubuskiego Teatru, a spektakl powstał w ramach Sceny Inicjatyw Aktorskich.

 Warto rozpocząć od kulturowego ugruntowania tekstu napisanego przez Marie Jones, pochodzącą z Belfastu aktorkę (wystąpiła m.in. w filmie „W imię ojca" w reż. Jima Sheridan'a z 1993 roku) i autorkę sztuk teatralnych. Jej najbardziej znanym i jednocześnie najczęściej granym dziełem są właśnie „Kamienie w kieszeniach". Sztuka z 1996 roku napisana dla DubbelJoint Theater Company w Dublinie zrobiła międzynarodową karierę. Była prezentowana na wielu światowych scenach, w tym na Broadway'u, gdzie podbiła serca publiczności oraz zdobyła uznanie krytyków przynosząc autorce nagrody: Irish Times/ESB Irish Theatre Award w 1999 r., Olivier Awards w 2001 r. oraz trzy nominacje do Tony Awards w 2001 roku.

„Kamienie w kieszeniach" to tragikomedia, której akcja rozgrywa się na irlandzkiej prowincji, gdzie amerykańska ekipa z rozmachem realizuje film z udziałem mieszkańców w roli statystów. Cały koncept rozgrywa się paradoksalnie nie na scenie, lecz w wyobraźni widza, gdy dwójka aktorów przy minimalnych zmianach kostiumów gra łącznie kilkanaście postaci, co wydaje się pomysłem gargantuicznym, lecz w tym przypadku bardzo udanym. Adaptacja w reżyserii Alicji Stasiewicz rozpoczyna się zaskakującym prologiem. Aktorzy przy akompaniamencie muzyki, znanej publiczności z hollywoodzkich superprodukcji, brawurowo odgrywali kolejno sceny z ikonicznych obrazów popkultury takich jak „Władca pierścienia", „Pulp Fiction", „Star Wars", „Lśnienie", „Titanic" „Bękarty wojny", etc. Pozornie wyrwane z kontekstu angielskie dialogi poprzedzały szybkie blackouty. Miały na celu wprowadzić publiczność w główny zamysł polegający na multiplikowaniu kreowanych przez Stasiewicza oraz Walendę ról, a także zarysować specyficzny, pastiszowy charakter przedstawienia oparty na hiperbolizacji gry aktorskiej. Nie można w tym miejscu nie wspomnieć, że z powierzonym zadaniem młodzi aktorzy poradzili sobie nadzwyczaj dobrze. Czuć było autentyczną przyjemność z potencjału, jaki dawał im scenariusz, bo sztuka Marie Jones to istna feeria dla aktorskich umiejętności. Zabieg zastosowania wielokrotnych metamorfoz podbijał temporytm spektaklu i pomagał utrzymywać pełną zwrotów akcji linię dramaturgiczną, co przekładało się na podsycanie zainteresowania i napięcia widzów, którzy zdecydowanie się nie nudzili. Pomimo zastosowania nierozbuchanych środków wyrazu reżyserce udało się uniknąć dłużyzn i przegadanych scen.

Warstwę plastyczną spektaklu dopełniała scenografia autorstwa Edyty Zatwornickiej, która korespondowała z minimalistyczną ideą przedstawionego widowni świata. Tworzyła ją sztuczna zielona trawa, drewniany stół, dwa krzesła oraz zawieszone płótna utrzymane w kolorystyce budzącej skojarzenia z Zieloną Wyspą, którą synonimicznie nazywana jest Irlandia. Na uwagę zasługuje także bardzo adekwatna i oddająca charakter przedstawienia ścieżka dźwiękowa stworzona przez młodych adeptów sztuki muzycznej Ewę Iwanowską oraz Patryka Toporowskiego.

„Kamienie w kieszeniach" to nie tylko świetna rozrywka, lecz przede wszystkim jest to niejednoznaczna, pełna odcieni szarości historia o przyjaźni, podążaniu za marzeniami, wielkiej stracie i życiu z ograniczonymi szansami na prowincji. Debiutująca w roli reżyserki Alicja Stasiewicz wykreowała świat pełen emocjonalnych kontrastów, dzięki czemu uniknęła pułapki pójścia w kierunku łatwej dla widza, banalnej komedii w stylu sit-com. Nie udałoby się jej tego osiągnąć bez znakomitej gry aktorskiej Aleksandra Stasiewicza oraz Radosława Walendy, którzy nie przesadnie, lecz z klasą i prawdziwym kunsztem wykonawczym podołali trudnemu zadaniu budując kilkanaście wyraźnych postaci scenicznych, z jednej strony zabawnych, a z drugiej niezwykle dramatycznych. Uniwersalizm tej opowieści skłania do refleksji nad tym, co w życiu naprawdę ważne.

Tłumaczy to światową popularność tej sztuki i dobrze się składa, że widownia Lubuskiego Teatru będzie miała okazję doświadczyć tego słodko-gorzkiego obrazu.

Marek Zadłużny
Dziennik Teatralny Zielona Góra
28 stycznia 2020

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...