Słodko-gorzki smak sukcesu

„Fosse/Verdon" - reż. Thomas Kail, Jessica Yu, Minkie Spiro, Adam Bernstein, 2019 r.

W zalewie filmowo-serialowych koszmarków płatnych serwisów streamingowych, kilka miesięcy temu prawie niepostrzeżenie zjawiła się prawdziwa perełka – serial „Fosse/Verdon". Opowieść o legendzie światowego musicalu ojciec sukcesu „Sweet charity", „Kabaretu" i „All that jazz" Bob Fosse przedstawia światu mało znane szerszej publiczności fakty o współautorce wielu jego hitów, Gwen Verdon. I to w czasach #MeToo.

„Oto historia chciwości, wykorzystania, zdrady i kłamstwa. Wszystkiego, co nam drogie" cytat z filmu, wypowiadany w antrakcie przez Michelle Williams, serialową Gwen Verdon, jest swoistym podsumowaniem opowieści o Fosse'em (Sam Rochwell) i Verdon, którą dostajemy od twórców. Opowieści snutej z drwiącym, groteskowym zabarwieniem. Bo to nie tylko historia wielkich sukcesów, które Fosse odniósł, tworząc razem ze swoją wieloletnią żoną, Gwen Verdon, czy porażek, jakie ciężko znosił. To przede wszystkim opowieść o chłopcu okaleczonym w dzieciństwie, który w dorosłym życiu ponosił tego konsekwencje i systematycznie doprowadzał swoje związki do rozpadu.

Regularne związki były tylko promilem relacji z kobietami rozbuchanego seksualnie Boba, wykorzystującego regularnie swoją władzę jako reżyser i uznany artysta. Tak, rację ma mój znakomity były wykładowca Józef Opalski w posłowiu książki Wpadnij to pogadamy: „Gdyby Fosse żył, nie wyszedłby z więzienia, poddany torturom #MeToo" .

Seks nie był jego jedynym uzależnieniem. Alkohol, nikotyna, leki. I praca, tytaniczna praca. Fosse był perfekcjonistą. Dzieła, które powstawały pod jego okiem, były dopracowane do perfekcji, wystarczy obejrzeć choćby „Cały ten zgiełk", „Sweet Charity", czy „Kabaret". Okupił to poważnymi problemami zdrowotnymi, które nie pozostały bez wpływu na jego przedwczesną śmierć w roku 1987. Z uzależnieniem zmagała się potem przez wiele lat córka Boba i Gwen.

Twórcy pokazali specyficzną relację pomiędzy tancerzami, balansującą od miłości do nienawiści, ale ciągle pełną troski, czułości i emocji. Istniało pomiędzy nimi twórcze porozumienie – dzieła, które razem tworzyli gwarantowały sukces, zasięgali swoich opinii w indywidualnych przedsięwzięciach. Michelle Williams i Samowi Rockwellowi udało się zbudować napięcie pomiędzy tymi postaciami, a mało tego – emocje, które przez kilka przedstawionych w serialu dekad ewoluowały. Williams, która w dorobku ma niezapomnianą przez widownię rolę Marilyn Monroe, stworzyła postać upartej, kochającej i skoncentrowanej na sukcesie kobiety, której żywiołem jest taniec. Jednak w tym wszystkim niedostrzegającej córki pogrążającej się coraz bardziej w problemach. Fosse cały czas jest melancholijny, jakby nieobecny. Fosse walczy o sukcesy, jakby walczył o życie. Jego krótkotrwałe związki, przez które przegrywa zbudowaną z Gwen rodzinę, tylko pozornie są błahymi gierkami. Krótkie – sprawiające wrażenie beztroskich – retrospekcje z dzieciństwa, w jednym z ostatnich odcinków układają się w zdarzenie, które naznacza go na całe życie. To ten element historii postaci, która w podświadomości stała się punktem zwrotnym. Element, o który w #MeToo nikt nie pyta.

Obawiałam się, że ponieważ serial opowiada m.in. o twórcy „Kabaretu", to dzieło, które zaprezentowało Fosse'a światu, pochonie widowisko. Niepotrzebnie. „Fosse/Verdon" to bezbłędnie osadzona w ówczesnych realiach opowieść o osobowościach. Nie sposób pominąć wśród nich Ann Reinking (w tej roli Margaret Qualley) i Rona (Jake Lacy), wiernych kochanków Boba i Gwen i tak znakomicie przez nich manipulowanych, a także Nicole Fosse (Juliet Brett), zagubionej w świecie dorosłych córki tancerzy. Opowieść snuje się, przerywana wstawkami biograficznymi, czasem komediowymi, inspirowanymi zapewne postacią amerykańskiego komika-narkomana Lenny'ego Bruce'a, która stała się dla Boba tak ważna, że poświęcił jej film z główną rolą Dustina Hoffmana (wg opinii niektórych krytyków – najlepszą w jego karierze). Komedia jest tu pudrem dla cynizmu, trudnych historii. Świetny jest w serialu montaż: lekki, sceny są rytmiczne, zgrane z muzyką, czasem nawet stanowią swoisty refren dla danej sekwencji. Dzięki temu serial ma swój rytm, prawie pół wieku opowiedzianej historii zamyka się w kilku odcinkach.

„Fosse/Verdon" robi wrażenie. Fosse przez lata funkcjonował niemal jako postać legendarna, twórca TEGO „Kabaretu". Verdon przez lata budowała swoją pozycję tancerki, choreografki przez lata walczącej o realizację swojego marzenia – zatańczenia postaci Roxie Hart w „Chicago" na Broadwayu, ale w jakiś sposób pozostającej w cieniu męża. Dlatego też warto obejrzeć serial. Gra aktorska, reżyseria, zdjęcia, muzyka, światła – wszystko zostało znakomicie wyważone w tej zwykłej opowieści o niezwykłych artystach totalnych. Których życie może zawrzeć się w słowach najsłynniejszej piosenki najsłynniejszego dzieła Fosse'a, „Kabarecie": „life is a cabaret!"

„Fosse/Verdon", 2019 r., reż. Thomas Kail, Jessica Yu, Minkie Spiro, Adam Bernstein,
scenariusz: Steven Levenson, Joel Fields, Debora Cahn, Ike Holter, Charlotte Stoudt, Tracey Scott Wilson, Thomas Kail,
Zdjęcia: Tim Ives,
Materiały do scenariusza: Sam Wasson „Fosse",
Montaż: Tim Streeto, Jonah Moran, Erica Freed Marker, Kate Sanford,
Scenografia: Lydia Marks, Alex DiGerlando, Julia Heymans,
Kostiumy: Melissa Toth

__

Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski: "Wpadnij to pogadamy...", Kraków: Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, 2020, s. 214.

Maria Piękoś-Konopnicka
Dziennik Teatralny Kraków
26 listopada 2020
Wątki
FILM

Książka tygodnia

Biała jak mleko, czerwona jak krew
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Alessandro D'Avenia

Trailer tygodnia

Romans wschodni
Victoria Vatutina i Olga Bilas
Koncert spina w harmonijną całość kla...