Słowacki na placu Mickiewicza

"Kordian" - reż. Jakub Skrzywanek - Teatr Polski w Poznaniu

Jakub Skrzywanek robi spektakl o tym, dlaczego żaden Kordian nie chce już być Kordianem.

Przed wejściem do Malarni stoi przykryta biało-czerwoną flagą trumna, a po przekroczeniu progu zamiast sceny ujrzymy coś na kształt przestrzeni wystawowej - prostą makietę, którą dzięki objaśnieniom zawartym w informatorze, możemy rozpoznać jako poznański plac Mickiewicza. W tej przestrzeni zaraz pojawią się aktorzy-performerzy, tymczasem mamy jeszcze chwilę na zwiedzanie, spacer, zajęcie miejsc. Tak zaaranżowana scena z miejscami dla publiczności ustawionymi po trzech jej bokach to nie tylko zburzenie czwartej ściany między spektaklem a widzem. Wykorzystując dobrze znane elementy miejskiej topografii, reżyser wyprowadza spektakl na zewnątrz, do miejskiej przestrzeni, a może raczej zaprasza miasto na scenę. Takim gestem podkreśla udział teatru w życiu miasta, wtapia się w jego klimat i rytm, wyprowadza go na ulicę. A na ulicy wydarzyć może się wszystko, lecz niekoniecznie od razu wielki, romantyczny dramat.

Śmierć Kordiana

Nie będzie to spoiler, jeśli zdradzę od razu, że w trumnie przed teatrem leży Kordian. Młody reżyser Jakub Skrzywanek już w wywiadach zapowiadających spektakl przyznał, że chce pochować Kordiana. I robi to tak skutecznie, że Kordian nie mieści się w teatrze, musi czekać na swoją kolej, kiedy my zapoznajemy się z przestrzenią placu - o, ironio - Mickiewicza. Na początku rozgrywa się coś na kształt szkolnej akademii - jest list od prezydenta Dudy, inauguracja obchodów stulecia odzyskania niepodległości, są nawet jacyś Kordian (Konrad Cichoń) i Laura (Kornelia Trawkowska), którzy drżącymi głosami recytują miłosne wyznania. W końcu Kordian umiera - na to chyba wszyscy czekali, teraz dopiero można rozpocząć właściwy spektakl. Pojawiają się kolejne wcielenia Kordianów i Kordianek, każdy z innym problemem i innym carem do obalenia, nie każdemu jednak się spieszy do umierania za ideały.

Kordianowie i Kordianki

Tekst Słowackiego płynie w kolejnych scenach spektaklu Skrzywanka, wybrzmiewa swoim klasycznym rytmem i wielkimi słowami, ale w kontekście tego wszystkiego, co rozgrywa się na scenie, znaczy niewiele. Prosty przekaz - Kordian nie jest już bohaterem młodego pokolenia - mógłby się obyć właściwie bez wieszcza. Dużo większy akcent został położony chociażby na teksty Siksy - Alex Freiheit - która wykrzykuje swoją prawdę o carze-mężczyźnie gwałcącym i molestującym kobiety za ogólnym społecznym przyzwoleniem. Bardziej poruszający jest wizerunek schorowanego papieża Jana Pawła II niż monolog na Mont Blanc. Ciekawsza zdaje się osobista historia Wiesława Zanowicza, który przed 39 laty grał Kordiana w rzeszowskim Teatrze im. Wandy Siemaszkowej, niż jego sceniczne wcielenie. Tak, to wszystko - i jeszcze więcej - zmieściło się obok sześciu Kordianów i Kordianek. I zmieściłoby się jeszcze więcej, wszak Kordian i tak już nie żyje.

Teatr na proteście

Wybierając przestrzeń placu Mickiewicza, Skrzywanek porusza oczywiście kontekst miejsca kojarzącego się obywatelskimi protestami - niemymi (choć nie do końca) bohaterami wszystkich scen są Poznańskie Krzyże, cierpliwie obserwujące rosnące niezadowolenie i kolejne zrywy. Wprowadzając do teatru ulicę, reżyser zaciąga też na scenę proste emocje i mechanizmy - przede wszystkim takie jak bunt i krzyk. Wykrzyczany Kordian jest być może odzwierciedleniem społecznych nastrojów, być może pokazuje nijakość i bezideowość młodego pokolenia, ale jednocześnie odkrywa jakiś błąd, jakiś niedostatek w komunikacji. Kordianowie Skrzywanka nie mówią, tylko atakują. Brak scenograficznej bariery wcale nie zbliża aktora i publiczności, co najwyżej wprawia widza w zakłopotanie. To chyba najbardziej męcząca i rozczarowująca cecha tego spektaklu - brak porozumienia między postaciami, ale też między bohaterami a widownią.

Błyskotliwym rozwiązaniem było ożywienie Poznańskich Krzyży, które w roli widza podsumowują spektakl z perspektywy szarego, niezaangażowanego obywatela, zapewne w wieku średnim, może słynnego suwerena. Lub też polityka. "Jak im się aż tak nie podoba, to niech wyjeżdżają" - wzdychają umęczone prawie dwugodzinnym spektaklem. Jak długo już trwa to nieporozumienie?

Anna Tomczyk
kultura.poznan.pl
17 stycznia 2018
Portrety
Jakub Skrzywanek

Książka tygodnia

Szekspir bez cenzury. Erotyczny żart na scenie elżbietańskiej
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Jerzy Limon

Trailer tygodnia