Smacznie i żwawo

"Karmaniola, czyli od Sasa do lasa" - reż. Paweł Aigner - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Niewielu jest tak nieustraszonych poszukiwaczy i przypominaczy zapoznanych tekstów scenicznych jak Cezary Niedziółka, zastępca dyrektora i kierownik literacki Teatru Wybrzeże. Tak jak Quentin Tarantino widział wszystkie filmy, tak pewnie Niedziółka dotarł do wszystkich konceptów teatralnych i w ramach wybrzeżowej akcji "Po trochu wyciągane z lochu" przywraca z atencją Paula Bocuse'a zaskakujące smaki. I chyba temu należy przypisać zaskakujące spotkanie w ramach akcji "rok jubileuszowy".

Sejm kształtuje oblicze kultury polskiej i wytrwale, bez względu na polityczny układ, funduje patronów na każde 12 miesięcy. I huzia na Józia - okazuje się, że "wszyscy" mają pomysły a to na Kolberga, a to na Herberta, a to na jeszcze kogoś. W tym roku padło na Moniuszkę. Najczęściej efekty zaprogramowanych w ławach poselskich jubileuszy są średnie, ale za to środki niemałe. Z pewnym niepokojem wybierałem się więc na premierę "Karmanioli", mając w pamięci "Hrabinę" w reżyserii Krystyny Jandy, reżyserki użytkowej.

Operetta jest dzisiaj bardziej znana jako postać z "Monster High", tak jak Donatello jako żółw ninja. Dla specjalistów i researcherów to operetka, inaczej mała opera. Taką jest Moniuszki "Karmaniol, czyli Francuzi lubią żartować" (1841, premiera 1842, libretto: Oskar Korwin-Milewski), który szybko poszedł w zapomnienie i powrócił niespodziewanie, i w żeńskiej odmianie, dzięki Joannie Kulmowej. Ta zmarła w zeszłym roku wieku 90 lat poetka, prozaiczka i autorka napisała nowe libretto, dodała różne fragmenty z Moniuszki i powstała nowa-stara operetta. Definicyjnie gatunek oprócz śpiewu i dialogów zawiera tańce, ale te zostały w Gdańsku zastąpione biegami.

Fabuła jak w operetcie: banalna i szalona, choć nie aż tak jak w "Orfeuszu w piekle". W roku 1794, czasach Wielkiego Terroru, w Paryżu spotykają się Polacy: książę Puzyna (Marek Tynda) i hrabia Pociej (Cezary Rybiński). Po rozpoznaniu (obaj rojaliści, co ważne ze względu na czas i miejsce spotkania) oraz uściskach rodaków na obczyźnie, dochodzi do sporu w temacie pomysłów na polską koronę (nawiązanie do sporu Sas/Las i różnice w temacie sukcesji). Po zawiązaniu głównego, wydawało się, wątku, znika na godzinę hrabia Pociej, a pozostałe towarzystwo koncentruje się na swataniu Maryni z Puzyną, co nie jest najłatwiejszym zadaniem, gdyż Maciejowie, u których wychowuje się potomkini Stanisława Leszczyńskiego, są sankiulotami - choć, jak się okaże, dość "elastycznymi". I tak dalej, i tak dalej jak to w komedii ku pewnemu, jak śmierć i podatki, zakończeniu.

Można już się pokusić o charakterystykę teatru Pawła Aignera, a przynajmniej jego przedstawień w Teatrze Wybrzeże ("Arabela" i dwa Szekspiry, w tym jeden oryginalny), bo do śledzenia jego pełnej twórczości trzeba nie lada uwagi (w ostatnich latach reżyseruje 5-6 spektakli!). Teatr Aignera to teatr... żwawy. Jego inscenizacje charakteryzują się szybkim tempem i dużą aktywnością ruchową aktorów. Sięga lub przyjmuje głównie oferty realizacji komedii i spektakli dla dzieci i młodzieży, ale, co najważniejsze, wzbogaca swoje uniwersum o nowe elementy. "Karmaniola" to brawurowy, inteligentny, komediowy miks, w którym ścigają się ze sobą absurd i czarny humor z prędkością bobsleja jadącego po bandzie. Publiczność z radością wychwytywała aktualne dygresje, a czas premiery był nadzwyczajny: sobota, 12 października, już w czasie ciszy wyborczej. Salwy śmiechu wystrzeliły szczególnie po kwestii:

Kiedy władza prawodawcza w jednej i tej samej osobie zespolona jest z wykonawczą, nie ma wolności. Nie ma wolności również, jeśli władza sędziowska nie jest oddzielona od prawodawczej i wykonawczej.

Czytelne były też nawiązania do maniery oratorskiej Jarosława Kaczyńskiego a kostium Maciejowej w finale to cytat z szafy Beaty Szydło.

Aigner zanurzył lekko zwietrzałą całość w roztworze z Topora i crazy comedy. Obśmiał śmierć, Polaków, nasze przywary, rewolucje i rewolucjonistów, ale coś ocalił. Piękna jest liryczna scena "choinkowa", pieśń Marzeny Nieczui-Urbańskiej wprowadziła tak ważny dla całości moment wyciszenia i refleksji ponad światem przedstawionym.

Odtwórczyni roli Niani, polskiej arystokratki, otwiera listę największych przewag, które, co ciekawe, są w tym spektaklu głównie udziałem pań. Maciejowa w dynamicznej interpretacji Ewy Jendrzejewskiej to polska la mamma, trzymająca twardą ręką cały klan, ale piłkę po meczu zabrała ze sobą Agata Bykowska. Nie pamiętam w Teatrze Wybrzeże takich braw w trakcie spektaklu jak po urzekającym wykonaniu pieśni przez sceniczną Marynię. Agata Bykowska po prostu nam rozkwitła, po przełomowej dla niej roli w "Bella Figura" i doświadczeniach filmowych nie tylko zmieniła się fizycznie i nabrała pewności siebie, ale już śmiało podąża ku gwiazdom. Wdzięk, naturalność, czystość - zasłużenie można wydłużać listę zasłużonych komplementów. Wszystkich ze smakiem i polotem ubrała Zofia de Ines a Magdalena Gajewska sprawiła, że cały ten "bałagan", wydawałoby się na pierwszy rzut oka kiczowaty, nie wyrwał się spod kontroli i korespondował z szaleństwem przebiegu. Mocnym punktem całego planu była grająca na żywo Orkiestra Operetty Narodowej (sekstet w składzie: 4 smyczki, dęciak i fortepian).

Z panów, w tym trudnym technicznie i wysiłkowym spektaklu, najbardziej przekonał mnie aspirujący do Teatru Wybrzeże Adam Turczyk (syn III Maciejowej, Gillotin). Konsekwentnie budował postaci, miał dopracowaną mimikę i gesty, na pewno sprawdził się komediowo. Maciej Szemiel najczęściej grał bez głowy, doświadczeni aktorzy zawiedli niestety wokalnie, ale i tak dostawali brawa po każdym numerze. Nawet Mirosław Krawczyk, przechodzący, bez tragarzy, ksiądz Robak.

Już premiera wzbudziła zachwyt publiczności, a to spektakl, który będzie rósł z wykonu na wykon. I w tym pokładam nadzieję na podniesienie jakości wokalnej. Tym bardziej, że finałowy numer zbiorowy wypadł obiecująco. Najnowsza produkcja Teatru Wybrzeże to hit, który na długo zagości na afiszu. "Karmaniola" potwierdziła ogromne zapotrzebowanie gdańskiej publiczności na widowiska słowno-muzyczne podane w lekkiej formie a Paweł Aigner dodał do tego inteligentne pomysły i smakowite dygresje, dzięki czemu powstało dzieło ironiczne, zdystansowane, po prostu: lekkie a szlachetne.

Piotr Wyszomirski
Gazeta Świętojańska online
21 października 2019
Portrety
Paweł Aigner

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...